Adamek – Kassi: Emocjonujący boks w Częstochowie

Jadąc do Częstochowy na galę “Noc wojowników” liczyłem na to, że obejrzę emocjonujący boks i nie zawiodłem się.
Już pojedynek Tomka Gromadzkiego z Mateuszem Rzadkoszem mocno pobudził zgromadzoną publiczność, gdyż Gromadzki na początku pojedynku trafiał pojedynczymi mocnymi ciosami. Później Mateusz Rzadkosz przeczytał styl boksowania rywala i narzucił przeciwnikowi swój styl walki, co skończyło się pięknym nokautem na korzyść Rzadkosza.
W sobotę moje uznanie zdobył Robert Parzęczewski. Częstochowianin doskonale czuł się przed własną publicznością i nie miał żadnych problemów z doświadczonym Mbelwą.  Przyznam, że po słabym pojedynku z Tomasem Adamkiem nie dostrzegłem wielu plusów Roberta Parzęczewskiego. Po tej walce wiadomo, że “Arab” dysponuje dość mocnym ciosem jak na kategorie półciężką, a przyspieszenia też wyglądają dość dynamicznie.
W mojej opinii Robert Parzęczewski jest pięściarzem dobrym pięściarzem w ofensywie, natomiast musi popracować nad defensywą.
Podczas większości gal boksu na jakich miałem okazję być, zawsze trafi się jakiś wojownik. Taki pięściarz walczy z kontuzją, lub mimo poczucia tego, że przegrywa, idzie nadal do przodu na swojego rywala i do końca wierzy w zwycięstwo nad często faworyzowanym rywalem.
Tak było również podczas “Nocy wojowników”. Przykładem walki z kontuzją oczywiście okazał się być Adam Balski, który od pierwszej rundy walczył ze złamaną szczęką. Jest to bardzo poważna kontuzja i jestem pełny uznania dla Adama, że mimo tak wielkiego bólu potrafił nie tylko walczyć z samym sobą, ale i kilka razy trafić mocno Banksa i wyprowadzić kilka dobrze przetestowanych na sparingach akcji. Jestem pewny, że kaliszanina zmotywował wielki doping kibiców, który sam miałem okazję rozkręcać na swoim sektorze. Ta walka dała Balskiemu zdecydowanie więcej niż wszystkie poprzednie i jestem pewny, że to zwycięstwo zaowocuje w przyszłości i dziś wiemy, że jest to pięściarz o nie tylko dużych umiejętnościach, ale także o wielkim charakterze.

Wojownikiem (co nie jest tajemnica od dziś) okazał się też Michał Żeromiński, na którego mało kto stawiał przed walką z Łukaszem Wierzbickim. Sam przyznam szczerze, że liczyłem na kolejną efektowną walkę Wierzbickiego. Na początku co prawda, pokazał trochę technicznego boksu i skutecznie kontrował Michała, ale później nie wytrzymywał pressingu, który wywierał “Żeroma”. W moim odczuciu od 4 rundy przeważał Żeromiński, który z pewnością walki nie przegrał i nie zgadzam się z werdyktem sędziowskim. W tym pojedynku postawa Żeromińskiego zasługuje na szacunek, gdyż mimo tego iż nie był faworytem do końca wierzył w zwycięstwo i świetnie trzymał się planu taktycznego.

Podczas main eventu nie sądziłem, że na gali boksu zawodowego jest możliwy aż tak głośny doping. Wypełniona kibicami hala w Częstochowie wielkimi owacjami przywitała króla wieczoru: Tomasza Adamka. Tradycyjnie Tomek wszedł w rytm piosenki Funky Polaka “Pamiętaj”. Miałem wrażenie, że Adamek na początku walki nie spodziewał się, że Fred Kassi będzie aż tak mobilny na nogach i skuteczny zarówno w ofensywie jak i defensywie. Początek starcia mocno mnie zaniepokoił, jednakże obawy szybko zastąpiła nadzieja, gdyż od razu kiedy pojawiło się rozcięcie na oku Tomka Adamka, to ten zaczął boksować bardziej dynamicznie, ruszył do ofensywy i przejął inicjatywę w tym pojedynku. Publiczność walczyła razem z “Góralem”, a jako ciekawostkę powiem, że w chwili kiedy na oku Tomka pojawiło się rozcięcie, to fani z Gilowic zaczęli w rytm “Seven Nation Army” śpiewać: “Oo hej Tomek Adamek”, niczym Brytyjczycy na walkach Anthonego Joshuy.
Nie sądziłem, że Fred Kassi postawi aż tak wysoko poprzeczkę, ale przez to jeszcze bardziej w moich oczach zyskał Tomek Adamek, który z pewnością pod okiem trenera Gusa Currena się rozwinął. Czekam na kolejne walki Tomka i tak udane gale jak ta w Częstochowie.

Tekst: Radosław Laudański/wRINGu.net

Dodaj komentarz