„Big Baby” Miller – Hit czy kit?

Są walki przegrane, którymi w życiu można sporo wygrać. Tak właśnie zakończył się pojedynek z Jacobsem dla Macieja Sulęckiego. Jarrel Miller potwierdził dokładnie tą samą zasadę i to tego samego wieczoru. Szkoda tylko, że w jego przypadku wygrywając swoje starcie, paradoksalnie stracił sporo w oczach kibiców. Jarrel po raz kolejny nie potrafił udowodnić, że zasługuje na pozycję, którą aktualnie dzierży w wadze ciężkiej. Na odpowiedź czy Jarrel Miller to niedoceniony diament, czy też zwykła przystawka, której skrupulatnie prowadzona kariera ma zakończyć się na talerzu jednego z potentatów wagi ciężkiej, musimy jeszcze poczekać.

Zgodnie z oczekiwaniami, Eddie Hearn dostarczył fanom boksu na całym świecie sporo emocji. Johann Duhaupas to bez wątpienia skalp, którego nikt by się nie powstydził. Spory, solidny i piekielnie doświadczony zawodnik, który ma na swojej karcie walk starcia z zawodnikami już niemal legendarnymi. A z drugiej strony to 37-letni bokser, który swój prime ma już dawno za sobą. Można go porównać do pięknego rewolweru, w którym powoli kończą się naboje. W to, że Duhaupas może w jakikolwiek sposób zagrozić Millerowi nie wierzył prawie nikt. Przeciwnik idealny dla „Big Baby”, dla którego Francuz był jedną z ostatnich przeszkód w drodze do walki o pas. Miller zadanie wykonał. I jeśli chodzi o  pozytywy to wszystko co można powiedzieć o jego boksie tego wieczoru. Miller konsekwentnie, momentami nawet i efektownie przez 12 rund obijał Francuza. Nie zabrakło wielu ciosów power-punch, którymi chciał zaskoczyć narożnik przeciwnika. Właściwie to już w drugiej rundzie Duhaupas był w ciężkich tarapatach. Z każdą rundą przeciwnik zdawał się adaptować do stylu walki Millera, a ten z kolei miał coraz mniej kart w rękawie, którymi mógłby zaskoczyć Johanna.  Było kilka nielicznych sytuacji, gdzie Duhaupas starał się odpowiadać w podobny sposób, jednak nie oszukujmy się – to nie mogło wystarczyć. Miller walkę wygrał wręcz zdecydowanie – test zaliczył.

Nazwisko Miller jest teraz wymieniane, w kontekście starć z Anthony’m Joshu’ą oraz Deontayem Wilderem. I wszystko wskazuje na to, że jeśli jedno z w/w zestawień dojdzie do skutku, to jego rezultat będzie niemal oczywisty. Jeśli ktoś myślał, że problemy z wagą ma Adam Kownacki, to co powiecie na to, że „Big Baby” przed ostatnią walką wniósł na wagę 138 kg (sic!)? Patrząc na budowę Amerykanina można dojść do wniosku, że zamierza dojść do takiej wagi, która pozwoli mu kończyć walki przez prosty siad na rywalu… Obrona? Nieszczelna jak system podatkowy Indii. Szczęka? Tak naprawdę jeszcze nie przetestowana. Nie wspominając już o bardzo ograniczonej mobilności. Swoją szybkością na tą chwilę Amerykanin również nie imponuje. Jedynym atutem, który może pomóc mu zszokować bokserski świat jest jeden mocny lucky power-punch. Ale skoro i ta broń nie wystarczyła na to, żeby położyć do spania takiego gościa jak Johann Duhaupas, to trudno oprzeć się wrażeniu, że na światowy top to również nie wystarczy. Wilder jest bokserem, który potrafi  schodzić z linii ciosu fenomenalnie po czym jeszcze dotkliwie skontrować. Joshua z kolei ma potężny cios, doskonale pracuje na nogach i zdaje się, że przetrwałby nawet uderzenie pioruna. Uważam, że to kluczowe umiejętności pośród całej plejady, które już w zarodku rozwiewają wszelkie nadzieje Millera na korzystny rezultat.

Przed walką z Francuzem „Big Baby” mierzył się z naszym „Vikingiem” Mariuszem Wachem. Nasz zawodnik już w pierwszych rundach tego pojedynku złamał rękę, a mimo to był w stanie stawiać niezły, czynny opór aż do 9 rundy. Co więcej, jestem skłonny zaryzykować tezę, że wachlarz umiejętności Polaka mógł z nawiązką wystarczyć na Millera gdyby nie kontuzja. Co prawda dziś możemy tylko o tym gdybać, jednak Mariusz po tej walce w wielu rozmowach także potwierdzał, że Miller absolutnie niczym go nie zaskoczył.

Mam wrażenie, że walka do której dążą promotorzy AJ’a lub DW’a vs Miller na tą chwilę – choć zapowiada się ciekawie, to nie jest najlepszym rozwiązaniem z punktu widzenia kibica. Osobiście chętnie zobaczyłbym Millera w swoistym eliminatorze do walki o pas z nieco bardziej wymagającym rywalem typu Bryant Jennings, Luis Ortiz, Joseph Parker czy Aleksander Povetkin. Natomiast dania główne (jak walka AJ vs Wilder) należy podawać póki są jeszcze ciepłe. Jedna z takich walk rozwiałaby morze wątpliwości jednak nie zapominajmy – business is buisness!

autor: Konrad Zieliński/wringu.net

Dodaj komentarz