Bitwa o Anglię – wykaz strat i zysków

Za nami niezwykle udana gala boksu w londyńskiej O2 Arena. Gospodarze zrobili sobie nie lada wieczorek, fundując kibicom trzy walki o mistrzowskie pasy i kilka walk z byłymi czempionami w roli głównej.

Co najważniejsze, aż osiem z dziewięciu walk zakończyły się przed czasem. Pomijając fakt, że wyspiarscy sędziowie mają tendencję do przedwczesnego przerywania walk, sporo z nich po prostu nie mogło zakończyć się inaczej. I tak poza pomniejszymi pojedynkami dostaliśmy Nathana Cleverly’ego, Jorge Linaresa, Lee Selby’ego, Kella Brooka, Jiewgienija Gradowicza, Anthony’ego Joshuę i Kevina Johnsona. Wszystko to na jendej gali w jednym ringu.

Jakie straty dla lokalnych wojowników? Niewielkie, ponieważ należy pamiętać, że Brytyjczycy z promotorem Eddie Hearnem na czele, zrobili galę pod siebie. Większość walk to potyczki angielsko – angielskie, więc ewentualne straty/zdobycze pozostały na miejscu.

Kanonadę znanych nazwisk rozpoczęły działa w postaci Nathana Cleverly’ego. Były czempion WBO w wadze półciężkiej dopiero co wrócił do swojej starej wagi i zastopował swojego rywala w 25 sekund. Wystarczyło kilka mocniejszych „strzałów” na korpus Tomasa Mana, by ten zrezygnował z dalszej walki. Cleverly już przed walką mówił, że we wrześniu zmierzy się z Jurgenem Braehmerem na niemieckim ringu. Walka z Czechem Manem miała być tylko zrzuceniem ponad półrocznej rdzy.

Walijczyk Lee Selby zrobił co do niego należało. Ściągnął mistrza na swój teren, wykonał plan na walkę i odebrał mu pas mistrza IBF w wadze piórkowej. Walka zakończyła się przed czasem z powodu przypadkowego zderzenia głowami. Jiewgienij Gradowcz doznał głębokiego rozcięcia przy prawej brwi. Po podliczeniu kart sędziowskich, Selby założył na siebie pas IBF.

Niespodziewanie zakończyło się spotkanie Johna Rydera z Nickiem Blackwellem. Faworyzowany Ryder zbyt często dał się trafiać w krótkim dystansie. Rezultat to TKO w rundzie numer osiem.

Moim zdaniem show skradła walka o pas WBC w wadze lekkiej pomiędzy przyjezdnym mistrzem Jorge Linaresem i Kevinem Mitchellem. Mitchell, który już trzeci raz dostąpił szansy zdobycia pasa mistrza zaczął bez respektu dla rywala. Brytyjczyk posłał nawet rywala na deski w piątej rundzie, jednak od tego czasu Wenezuelczyk nie popełniał już błędów. Od szóstej rundy zaczęła się dominacja czempiona, który konsekwentnie rozbijał Mitchella aż do rundy numer dziesięć. Wtedy właśnie po zwodzie na dół Linares trafił silnym prawym na górę, który zamroczył „Wielkiego”. Dzieła zniszczenia Linares dokonał chwilę później.

Dla wielu kibiców walką wieczoru mogło być starcie wyczekiwanego Anthony’ego Joshuy z Kevinem Johnsonem. Słynący z niezwykłej odporności Amerykanin nigdy nie był na deskach. Zasmakował ich już w pierwszej rundzie, po nagłym zrywie złotego medalisty igrzysk w Londynie.

„Kingpina” uratował gong. W drugiej rundzie oglądaliśmy zwyczajne niszczenie rywala, kiedy Joshua trafiał przeciwnika kolejnymi bombami. Koniec walki nastąpił w drugiej odsłonie i wprowadził zebranych widzów w szaleńczą radość. 25-latek pozostawił przy sobie pas WBC International wagi cięzkiej.

Myślę, że Joshuę czekają jeszcze dwie, może trzy walki tego roku, po czym w 2016 roku obejrzymy go w ringu z Władimirem Kliczko. Co ciekawe, wielu ekspertów twierdzi, że Joshua już teraz jest w stanie pokonać panującego w dywizji ciężkiej Ukraińca.

Po wszystkim przyszedł czas na walkę wieczoru. Kell Brook nie miał najmniejszych problemów z Frankie Gavinem. Czempion co prawda potrzebował paru chwil na rozpracowanie ruchliwego Gavina, ale nie przeszkadzało mu to w ciągłym rozbijaniu rywala. Brook zastopował oponenta w szóstej rundzie. Brytyjczyk co rusz ponawiał akcję prawą ręką, aż sędzia zakończył walkę, chroniąc Gavina przed większą krzywdą.

Można powiedzieć, że poza małymi wyjątkami, wszystko poszło zgodnie z planem dla lokalnych pięściarzy. W końcu wydarzenie w O2 Arena zyskało organizatorom jeden pas więcej, wypełnione po brzegi trybuny, z pewnością ogromne przychody i co najważniejsze – masę emocji. Prosimy o więcej i częściej.

Leave a Reply