Kto dla Mariusza Wacha na Narodowym?

Jeśli ktoś rok temu powiedziałby mi, że pierwszą galę bokserską na Stadionie Narodowym zorganizuje Marcin Najman, uznałbym to za ponury żart. Wszystko wskazuje jednak na to, iż nie dość, że całe przedsięwzięcie prawdopodobnie dojdzie do skutku, to nazwisk jakie są wymieniane w kontekście obsadzenia karty walk tej gali nie powstydziliby się nawet takie tuzy polskiej „promotorki”, jak Andrzej Wasilewski, czy od niedawna Mateusz Borek. Co więcej, tajemniczy „wspólnicy” MN zdają się dysponować niemałym budżetem, który chętnie przeznaczą na nazwiska pozwalające wypełnić stadion po brzegi.

Sam Najman również wystąpi na własnej gali, przyjmując propozycję starcia z Arturem Binkowskim. Bardzo sprytne posunięcie jak na skompromitowanego sportowca. Wybranie przeciwnika z mocnym nazwiskiem, który niegdyś odnosił niemałe sukcesy – jednak dziś mającego więcej wspólnego z inwalidztwem niż z boksem pozwoli chwalić się pokonaniem „Olimpijczyka” przez następne parę ładnych lat . A jak wiemy pierś do przyjmowania orderów i talent do przejaskrawiania własnych sukcesów Najman ma bardzo wysoce rozwinięty.
Spirala zaczęła kręcić się coraz szybciej po zakontraktowaniu Mariusza Wacha. Jego nazwisko mocno uwiarygodniło poczynania organizatorów oraz sprawiło, że na wydarzenie zaczęto reagować  faktycznie, jak na sportowe święto, a nie objazdowy cyrk. Jeden z naszych lepszych „ciężkich” dość szybko pozbierał się po porażce z Jarrell’em Millerem, który bezkompromisowo obnażył wszelkie słabości „Vikinga”. Wach jednak psychikę ma mocną i wydaje się, że nie musi obijać jak worka piasku kolejnego kelnera, żeby wrócić do polskiego topu HW i podjąć się  następnego poważnego wyzwania w karierze. Walka wieczoru na Narodowej Gali to dla niego doskonała okazja, żeby zaprezentować się przed szeroką publicznością, która pozwoli odkurzyć jego nazwisko w kontekście kolejnych głośnych walk. Kto jednak byłby dla niego optymalnym oponentem?  Proponowane nazwiska wieszczą naprawdę dobre widowisko!
Jeśli wierzyć organizatorowi sam do walki zgłosił się Robert Helenius. 34-latek to solidny pięściarz z rozpoznawalnym nazwiskiem. Można zaliczyć go do bokserów z „górnej półki”, niemniej stawianie go w roli pretendenta do mistrzostwa świata, to na tą chwilę spory nietakt. Styl walki ma bardzo podobny do naszego zawodnika, a i warunkami fizycznymi dysponują podobnymi.  Sprawia to, że starcie mogłoby być całkiem wyrównane. Wg. Mnie bardzo dobre nazwisko na walkę powrotną dla Mariusza. Nie jest to „ogórek”, a jednocześnie zawodnik jak najbardziej „w zasięgu”.

Wachowi marzy się walka z Dereckiem Chisorą. Bardzo ciekawy gracz, który na swoim koncie ma starcia z najściślejszą czołówką światowego boksu. Jednak każdy z ważniejszych pojedynków Chisora przegrywał, a i swój prime miał parę ładnych lat temu. Jego nazwisko, buntowniczy charakter i doświadczenie czynią go ciągle bardzo niebezpiecznym w wadze ciężkiej, a on sam nie jednego abiturienta sztuki bokserskiej mógłby jeszcze zaskoczyć.

Kolejnym daniem w „menu” Vikinga jest Bryant Jennings. Pogromca „Szpili” w swojej karierze przegrał jedynie z Władimirem Klitschko i Luisem Ortizem.  Przegrana z jednym jak i z drugim to oczywiście żaden wstyd. Po walce z tym drugim stoczył tylko 2 walki – z Danielem Martzem oraz Don Haynesworth’em, a zatem ktoś taki jak Mariusz Wach byłby z pewnością największym wyzwaniem Amerykanina od ostatniej porażki. Opcja „By-by” jest jedną z bardziej niebezpiecznych propozycji dla Wacha. Taki pojedynek odpowiedziałby na wiele pytań w kontekście umiejętności i przyszłości Polaka, elektryzując przy tym polskich kibiców. O ile w ogóle obóz BJ podejmie jakiekolwiek negocjacje.
Z  początku sugerowano również pojedynek z Izuagbe Ugonohem, który także na gali wystąpi (ucierając tym samym nosa wyżej wspomnianemu Mateuszowi Borkowi, który również złożył Izu propozycję). Szybko otrząśnięto się z tego pomysłu. Sam Izu zdradził, że walka z Mariuszem, mimo iż zapewne byłaby bardzo atrakcyjna, jest na tą chwilę absolutnie bez sensu.  Obydwa nazwiska mogą jeszcze solidnie na siebie zarobić, a ewentualna porażka postawiłaby pod znakiem zapytania obydwie kariery. Poza tym „bratobójcza” walka byłaby bolesna dla serc wielu Polskich kibiców. Być może Izu zmierzy się z jednym z wolnych zawodników przymierzanych wstępnie do walki wieczoru.
Start w wadze ciężkiej rozważa również Dmitry Kudryashov, jednak osobiście nie sądzę, żeby udało się go ściągnąć do Polski i zestawić z naszym Vikingiem, a samo wspominanie o tym ma na celu zapewne ożywienie samej dyskusji.

No i oczywiście crème de la crème, solidna wiśnia na torcie powstała w wybujałej wyobraźni Marcina Najmana. Absolutny szczyt marzeń organizatorów. Tyson Fury bądź też jego brat – Hughie Fury. Jeśli uda się namówić jednego to zapewne i drugi uświetni swoją obecnością całe widowisko. Tyson bardzo mozolnie i powoli wraca do formy, która pozwoliłaby mu jakoś ruszać się w ringu. Gdyby Brytyjczyk dysponował formą z pojedynku o mistrzostwo świata z Władimirem Klitschko zapewne Krakowianin nie miałby żadnych szans- niemniej jego aktualna dyspozycja pozostaje zagadką. Nie zdziwiłbym się gdyby obóz Tysona nazwisko „Wach” potraktował całkiem serio. Mariusz nie jest no-name’em w wadze ciężkiej, swoje umiejętności bez wątpienia posiada. Solidnie zaprezentował się w walce o mistrzostwo świata z Kliczko oraz bijatyce z Powietkinem pomimo porażek.  Jeśli Tyson nie wrócił jeszcze w pełni z dalekiej podróży i „tango”, które go pochłonęło mogłoby być całkiem wyrównanie. Jeśli chodzi natomiast o drugiego z braci Fury – Hughie, mniemam że mógłby być za wysoko ustawioną poprzeczką na ten moment. Cały pomysł pozostaje w sferze marzeń, a jeśli do starcia ostatecznie by doszło, debiut promotorski MN można by zakwalifikować pod hasłem absolutnego fenomenu.

Autor: Konrad Zieliński/wRINGu.net

Dodaj komentarz