Do dwóch razy sztuka? Rewanż Stevenson – Fonfara część I

Trzy lata temu w kanadyjskim Quebec Andrzej Fonfara po raz  pierwszy w karierze stanął przed szansą urzeczywistnienia sportowego marzenia – czyli poszerzenia o jedno nazwisko króciuteńkiej listy polskich mistrzów świata. Nie podołał. Zwyczajnie zabrakło umiejętności w walce z dobrze dysponowanym Haitańczykiem. 3 czerwca historia po raz kolejny historia zatoczy koło i raz jeszcze zobaczymy Adonisa „Supermana” Stevensona w starciu z „Polskim Księciem”. Ponoć znasz siebie na tyle na ile się sprawdzisz – Fonfara w dramatycznej walce z Adonisem jest bogatszy o taką wiedzę. Pokazał, że jest prawdziwym twardzielem z wielkim sercem do tego sportu. Czy po 37 miesiącach od pierwszego zetknięcia rękawic Polak poczynił wystarczający progres?

Optymistyczne wskaźniki:

1 – Od maja 2014 roku Andrzej stoczył pięć pojedynków. 10 rund z dobrze dysponowanym Ngumbu, 9-rundowa dominacja nad Chavezem Juniorem, 12-rundowa wojna z obecnym mistrzem WBA Cleverlym,  kubeł zimnej wody i szybki nokaut z rąk niedocenianego Smitha, no i prawie 10 trudnych rund z nieźle przygotowanym Dawsonem. Reasumując te walki, trzeba postawić plus przy nazwisku Fonfara. Zwłaszcza jeżeli spojrzymy na rywali Adonisa: Suchocki, Bika, Karpency, Williams Jr. Byli to bardzo przeciętni i mało wymagający rywale. Szansą jest również to, że być może Stevenson będzie też trochę zardzewiały – ostatni raz w ringu gościł blisko rok temu.

2 – Wiek. Po prostu. Stevenson nie będzie lepszy, szybszy, bardziej wytrzymały niż trzy lata temu. Latka lecą. Ma prawie 40 wiosen na karku, a Fonfara jest w najlepszym wieku dla boksera (29 lat). Dodając do tego doświadczenie zebrane od pierwszej walki z mistrzem WBC, to Polak – przynajmniej na papierze – powinien być bardziej wymagający niż w 2014 roku, a przecież pamiętamy jakie kłopoty sprawił Adonisowi.

3 – Chłopak jest w „pięściarskim sztosie”. Po mocnym obozie, potem blisko 10 rundach z mańkutem Dawsonem (idealnie się złożyło, bo Adonis też walczy z odwrotnej pozycji) Fonfara poddał się prawidłowej regeneracji, udał się na spokojne i rodzinne wakacje, utrzymał pewien poziom sportowy i od razu, nie znając nawet jeszcze nazwiska rywala, wrócił do ciepłej Kalifornii ciężko zapieprzać, lecz tym razem startując już z wyższego pułapu niż poprzednio. Andrzej przestał imprezować, jeszcze bardziej poświęcił swoje życie tej dyscyplinie, opuszczając ciepłe gniazdko na wschodzie Ameryki, udając się na drugi koniec do takiego speca jak Virgil Hunter. Powiedzmy szczerze, jeżeli taki gość jak Hunter nie pomoże Fonfarze wykonać tego ostatniego kroku, przełamać tę ostatnią barierę, oddzielającą go od mistrzowskiego poziomu, wówczas śmiem zaryzykować tezę, że żaden inny szkoleniowiec nie zrobi nam z niego mistrza. Do tego doszły sparingi i treningi z Andre Wardem. No i morale w obozie Polaka naprawdę wysokie, a to ważne!

4 – Warunki fizyczne (Fonfara prawie 10 cm wyższy niż pięściarz urodzony na Haiti), wytrzymałość (wspaniała kondycja Polaka, który w drugiej części walki włącza drugi bieg), mocny cios (do ostatniej minuty Fonfara jest niebezpieczny).

Poniżej bardzo dobry skrót pierwszej walki Stevenson-Fonfara. Warto przypomnieć sobie tę małą wojenkę, zwłaszcza w kontekście nadchodzącego rewanżu. Już niedługo druga część!

Dodaj komentarz