Do dwóch razy sztuka? Rewanż Stevenson – Fonfara część II

W pierwszym tekście (Część I) powiało optymizmem, więc teraz czas trochę mocniej stawiać kroki po ziemi i pokazać drugą stronę medalu. Inaczej można odnieść wrażenie, że 3 czerwca czeka Polaka spacerek, a zmiana właściciela pasa WBC to zaledwie formalność. No nie do końca. Oczywiście nie może tutaj też zabraknąć podsumowania, tym razem nawet jest i kilka słów samego Benjamina Franklina. A co!

Pesymistyczne wskaźniki:

1 – Trzeba na gwałt załatać te cholerne dziury w obronie Andrzeja. Być może nowy trener zdoła choć trochę pomóc Fonfarze w tym elemencie. Jednak nie ma co się łudzić, że w tak krótkim czasie Polak stanie się mistrzem defensywy. Wiadomo, że Adonis będzie straszliwie strzelał z tej lewej ręki, zwłaszcza trzeba będzie uważać na te lewe proste (mańkut) zarówno na górę jak i na dół. W pierwszej walce już od samego początku Stevenson siał nimi zniszczenie, a jeżeli Polak tym razem nie prześpi pierwszych rund, nie wyłapie potężnych lewych (przynajmniej tak wielu), to już będzie bardzo dobrze, zwłaszcza mając z tyłu głowy, że Fonfara przyciśnie mistrza w drugiej części pojedynku. Oglądając jednak ostatnią walkę Andrzeja, to zbyt dużego progresu w obronie nie widzę i to może martwić.

2 – Nie ma co się czarować, Stevenson jest lepszy pięściarsko niż Fonfara. Jeżeli zawalczy on na swoim najwyższym poziomie, wówczas tak jak w pierwszej walce, może zwyczajnie zabraknąć Polakowi sportowych argumentów na dobrze dysponowanego pięściarza z Haiti.

3 – Adonis zdecydowanie lepiej porusza się po ringu, jest szybszy, nie ma mocnych na to kowadło w jego lewej łapie, no i potrafi odnaleźć się w ringowej wojnie, co pokazała m.in. pierwsza walka. Nie można też tak mocno liczyć na ten podeszły wiek Stevensona, bo trzeba pamiętać, że zaczął on swoją karierę bardzo późno, zaś w ostatnich latach nie toczył poważnych bitew, przez co nie jest pięściarzem wyboksowanym, a zwłaszcza tak jak pokazuje nam to jego data urodzenia.

Podsumowanie:

Patrząc na obecną sytuację w wadze półciężkiej, to przed Fonfarą stoi ogromna szansa na sięgnięcie po ten tytuł. Polak trafił na okres, gdzie ta kategoria wagowa stoi na bardzo wysokim poziomie i jeżeli teraz nie zdoła on ustrzelić Stevensona, wówczas może już zwyczajnie nie mieć tak dużej szansy na pas. Jeżeli Ward w rewanżu pokona Kowaliowa, to zamuruje Andrzejowi trzy mistrzowskie tytuły (WBA, WBO oraz IBF) – obaj mają tego samego trenera i raczej do walki Ward-Fonfara nie dojdzie, a nawet jakby doszło, to szansę na pokonanie takiego geniusza są nikłe. Z kolei jeżeli Kowaliow potwierdzi swoją wyższość nad Amerykaninem, tak jak w pierwszej walce, wówczas zdecydowanie łatwiej będzie Polakowi o kolejną mistrzowską próbę, jednak szansę ma zdecydowanie mniejsze niż z Adonisem. Poza tym wejść do ringu z „Krusherem” mając tak luźną obronę jak Andrzej, to trochę nawet i strach. Za plecami Fonfary już ślini się cała wataha ze wschodu pokroju Gwozdyka, Beterbijewa czy Salamowa, a przecież w półciężkiej mamy jeszcze zawodników takiej klasy jak Pascal, Cleverly, Alvarez, Smith, Jack.  Nie jest łatwo. Andrzej doszedł praktycznie na sam szczyt bardzo ciężką pracą, nikogo nie unikał i mimo porażek nie chował głowy w piasek, tylko jeszcze mocniej zapieprzał na treningach i wracał silniejszy. Benjamin Franklin mawiał, że pracowitość jest matką szczęścia. Fonfara zapracował na nie jak mało kto i mam taką cichą nadzieję, że 3 czerwca trochę mu to szczęście dopiszę, bo chłopak jest już zaledwie o krok od zostania MISTRZEM ŚWIATA. Tak blisko, a zarazem tak daleko…

Na koniec trochę moich subiektywnych procentów:

W 2014 optymistycznie przed walką: Stevenson 85%, Fonfara 15%

W 2017 widzę to tak: Stevenson 65%, Fonfara 35%.

Jak nie teraz to kiedy?!

Damian Nejman

Dodaj komentarz