Eryk Apresyan – zawodowy debiut bydgoskiego prospekta

Polski boks olimpijski przeżywa głęboki kryzys. Sukcesów na arenie międzynarodowej mamy jak na lekarstwo, a Ci którzy ich doświadczyli często decydują się na boks zawodowy. Kolejnym pięściarzem, który odważył się na taki krok jest Eryk Apresyan z Bydgoszczy, który w sobotę w Meksyku zadebiutuje na profesjonalnym ringu.

Początki
Eryk urodził się w Polsce w 1999 roku. Jego mama jest Polką, a tata Ormianinem. W wieku 8 lat ojciec zaprowadził go na salę bokserską, by ten… zrzucił parę kilogramów. Nasz bohater przyznaje, że był nieco otyłym dzieckiem, a zajęcia komercyjne pod okiem trenera Adama Koźlika miały pomóc mu uporać się z nadwagą. Treningi opierały się nie tylko na boksie, ale i na ćwiczeniach ogólnorozwojowych.
Po czterech latach grupa rozpadła się, a Eryk trafił do bydgoskiego Zawiszy, gdzie szkolił się pod okiem Pawła Matuszewskiego. Rok później stoczył swoją pierwszą walkę. Jak wspomina, nigdy wcześniej nie bał się tak jak wtedy. W wieku 14 lat zadebiutował na Mistrzostwach Polski, wszystkie pojedynki wygrywając przed czasem. W sumie po złoty medal krajowego czempionatu sięgał aż pięciokrotnie.

Największe sukcesy
Rok 2015 był najlepszym w jego karierze. Najpierw w maju, we Lwowie sięgnął po srebrny medal Mistrzostw Europy Juniorów. Z kolei we wrześniu do swojego dorobku dołożył brązowy medal Mistrzostw Świata Juniorów, które odbyły się w Sankt Petersburgu. Rok później na obu imprezach Eryk dotarł do ćwierćfinałów. Z czasem krzywdzące werdykty jakich doświadczył oraz brak motywacji, pchały go w kierunku radykalnych zmian, które jego karierze nadałyby odpowiedniego tempa.

Kierunek USA
W 2017 roku nadarzyła się okazja wyjazdu do Stanów Zjednoczonych. Eryk przez dwa miesiące zbierał fundusze, by wraz z trenerem kadry Jarosławem Przygodą, wybrać się prywatnie w podróż za ocean. Na miejscu odwiedzili sale treningowe w San Francisco, Los Angeles i Las Vegas. To tam pierwszy raz Apresyan poczuł klimat zawodowego boksu. Był pod wrażeniem poziomu panującego w gymach. Treningi jakich tam doświadczył dały mu motywację, której tak mu brakowało.

Końcówka kariery
Po powrocie do Polski dostając pozytywnego kopa, zabrał się do pracy. Krótko potem wyjechał na silnie obsadzony turniej Brandenburg Cup, na którym po raz kolejny sędziowie dali o sobie znać. Eryk przegrał i ponownie czuł się oszukany. W tym samym roku wygrał międzynarodowy turniej braci Kliczko. Zwycięstwo dodało mu pewności siebie przed Młodzieżowymi Mistrzostwami Europy. Niestety zawody nie poszły po jego myśli.
W styczniu 2018 roku Apresyan rozpoczął rywalizację w gronie seniorów. Wówczas pojawił się problem ze stabilizacją wagi. Jej szybka utrata w następstwie powodowała jeszcze szybszy przyrost. Do tego wszystkiego przyszło ogólne przemęczenie, które kulminację znalazło przed Mistrzostwami Polski. Eryk zmagał się z zawrotami głowy, a lekarz kategorycznie zabronił mu startu na krajowym czempionacie. Jakiś czas później szukając swojej bokserskiej drogi, Apresyan podjął decyzję o wylocie do swojego wuja, do Las Vegas by tam kontynuować swoją przygodę z szermierką na pięści, ale już w zawodowej odmianie. Podsumowując jego karierę na olimpijskim ringu warto dodać, iż stoczył 110 walk, z których 100 rozstrzygnął na swoją korzyść.

Nowy początek
Eryk trafił na salę treningową City Boxing Club, gdzie szkoli się pod okiem Armina Van Dama i Joela Casamayora, byłego mistrza olimpijskiego oraz byłego zawodowego mistrza świata. Odkąd zaczął tam trenować przyszło mu sparować z wieloma doświadczonymi profesjonalistami, m.in. z Jesse Vargasem , byłym mistrzem świata federacji WBO i WBA.
Apresyan planuje startować w silnie obsadzonej kategorii półśredniej. Pierwszą zawodową walkę stoczy już jutro na gali w Meksyku. Póki co nie ma jeszcze podpisanego kontraktu, ale jak twierdzi rozmowy trwają i powinno to nastąpić w niedalekiej przyszłości. Póki co trzymam kciuki za udany debiut. Jestem przekonany, że warto śledzić poczynania Eryka za oceanem. Ma talent, determinacje i profesjonalne podejście do treningów. Wierzę, że umiejętnie poprowadzony może dać kibicom boksu w Polsce sporo powodów do radości.

Autor: Marek Rugowski/wringu.net

Dodaj komentarz