Fury nadal na tronie. Kownacki znów przegrywa

Zgodnie z przewidywaniami Tyson Fury (31-0-1, 22 KO) obronił pas WBC wagi ciężkiej. I zgodnie z przewidywaniami Deontay Wilder (42-2-1, 41 KO) pokazał, że jest zawodnikiem niebezpiecznym choć ograniczonym. Niemniej obaj pięściarze dali pojedynek do, którego jeszcze nie raz wrócimy.

Wilder, który postawił na masę i siłę zaczął walkę agresywnie i dynamicznie, dzięki czemu zapisał pierwsze starcie na swoją korzyść. Od drugiej rundy do głosu doszedł mistrza świata. W kolejny starciu zawodnik z Alabamy wylądował na deskach i wydawało się, że już po walce. Wtedy właśnie Wilder pokazał, że nie można go lekceważyć i w czwartym starciu sam dwa razy powalił Furyego. Niestety bardzo szybko wyszło, że dodatkowe kilogramy nie służą Amerykaninowi i w kolejnych rundach już nie był w stanie nawiązać równej walki i z każdą minutą słabł. W końcowej fazie walki Wilder pokazywał już jedynie charakter. Runda 10 przyniosła kolejne liczenie Amerykanina, zaś starcie 11 było ostatnim. Wilder po raz trzeci padł na deski, a sędzia widząc w jakim jest stanie, nawet nie podjął liczenia.

Nieco wcześniej w ringu zmierzyli się Adam Kownacki (20-2, 15 KO) i Robert Helenius (31-3, 19 KO). Dwumetrowy Szwed bardzo szybko pokazał, że Kownacki jest zawodnikiem skrojonym pod niego. Już w pierwszej rundzie Helenius wstrząsnął Kownackim. Szwed dobrze składał kombinacje, wykorzystywał przewagę zasięgu. Dodatkowo Kownacki, idąc z odsłonięta i wysunięta głową, bardzo mu ułatwiał zadanie. Pochodzący z Łomży zawodnik był bezrady i zaczął szukać szansy na osłabienie rywala…w faulach. Kownacki zaczął uderzać poniżej pasa. Wyraźnie robił to z premedytacją. Upomnienie i odebranie punktu nie przyniosło rezultatu i ostatecznie w 6 rundzie sędzia ringowy podjął decyzje o dyskwalifikacji. I z dużą dozą prawdopodobieństwa uratował w ten sposób Polaka przed nadchodzącą porażka przed czasem.

W innych pojedynkach wczorajszej gali triumfowali Frank Sanchez (19-0, 13 KO) i Jared Anderson (10-0,10 KO). Kubańczyk w dobrym stylu rozpracował i wypunktował Efe Ajagbe (15-1, 12 KO) dając mu przy okazji lekcje boksu. Sanchez dominował na polu techniki, szybkości refleksu. Ajagba przez 10 rund nie był w stanie nawiązać równej walki i w efekcie wysoko przegrał na punkty.

Jared Anderson nie bawił się w zbyt duże podchody i już w drugim starciu znokautował Vladimira Tereshkina.

Leave a Reply