Gala DSF 14 za nami

Organizatorzy gali DSF 14 od początku starali się, aby było to wielkie wydarzenie, zwłaszcza za sprawą walki wieczoru. Zestawienie legendy Polskich ringów Marcina Różalskiego oraz legendy kickboxingu i K1 rozpalało wyobraźnię kibiców. Wprawdzie słyszałem głosy, że Le Banner jest tylko dwa lata młodszy od węgla, ale dla kibiców, którzy interesowali się K1 od lat, nie miało to znaczenia. Mieli zobaczyć „Geronimo”, którego znali z epickich pojedynków z Peterem Aertsem, Ernesto Hoostem i wieloma innymi zawodnikami. Z tego powodu informacja o wycofaniu się Francuza z walki spowodowała uczucie zawodu. Sam byłem jedną z takich osób. Przyznam, że dzień, w którym odbywała się gala DSF Kickboxing Challenge 14 był jednym z tych dni, o których chcemy jak najszybciej zapomnieć. Takich dni, kiedy od rana nic nam nie wychodzi tak, jakbyśmy oczekiwali. Dlatego na gale jechałem pełen pesymizmu i najgorszych myśli. Tylko po to, żeby na miejscu przekonać się, jak bezpodstawne były moje obawy. Impreza oczarowała mnie już na wejściu dzięki świetnej oprawie wizualnej.

Organizatorzy zadbali o to, żeby wprowadzić widzów w odpowiedni nastrój i rozpalić ich wyobraźnię. Pomysł organizacji meczu K1 między Polską a Rosją również uważam za strzał w dziesiątkę. Szczególnie po pierwszych dwóch pojedynkach kiedy drużyna z Rosji objęła prowadzenie 2-0. Kolejne pojedynki budziły spore emocje, doping dla biało – czerwonych rósł. Po czterech pojedynkach remisowaliśmy i wszystko miało się rozstrzygnąć w pojedynku między Karolem Celińskim a Tamerlanem Aslanovem. Polak chyba lepiej zniósł presję w odróżnieniu od Aslanova, który wyglądał na spiętego. W efekcie znacznie lepiej wszedł w pojedynek i wyraźnie wypunktował rywala. Mecz Polska – Rosja zakończony wynikiem 3-2 dla biało – czerwonych.
Główna karta walk również nie zawiodła. Yuri Zubchuk i Dmitri Valent stoczyli wyrównany pojedynek, wygrany ostatecznie przez reprezentanta Ukrainy. Daniel Omielańczuk mógł pochwalić się szybkimi rękami oraz dużą aktywnością w ringu, dzięki czemu wyraźnie wypunktował Niko Falina. Kamil Ruta miał trudne wyzwanie w postaci Francuza Yohana Lidona. Dlatego tym większe brawa za świetnie poprowadzony pojedynek i pewne zwycięstwo. Kamil był szybszy i aktywniejszy. Co prawda były momenty, w których Lidon obejmował prowadzenie i spychał Polaka, ale było ich zdecydowanie za mało, żeby przyznać mu zwycięstwo.

Przed ostatnim pojedynkiem była walka o pas mistrza DSF w kategorii plus 91 kg. Pretendent Dawid Żółtaszek nieźle zaczął pojedynek i w moje opinii wygrał pierwsze starcie. Drugie przy odrobinie dobrej woli również można zapisać na jego konto. Niestety wszystko zakończył mocny high kick w wykonaniu Piotra Romankievicha. Była to druga obrona pasa przez Białorusina.
Pojedynek wieczoru z początku nie niósł ze sobą dużego ładunku emocji. Marcin Różalski rozpoczął walkę w pozycji „żółwika” skupiając się na obronie, ale też wykazując bardzo niską aktywność. W efekcie oddał Grahamowi pierwsze starcie. W drugiej rundzie sytuacja wyglądała podobnie, do momentu w którym Graham wylądował na deskach po mocnym wysokim kopnięciu. Wprawdzie podniósł się, ale już do końca walki było widać, że odczuwa ten cios. Ostatecznie Różal wygrał jednogłośną decyzją.

Gala DSF Kickboxing Challenge była świetnie zorganizowanym i ciekawym wydarzeniem. Walki stały na wysokim poziomie. Otoczka gali przypominała mi gale K1 z czasów największej świetności tej dyscypliny. Apetyty i wyobraźnia kibiców zostały pobudzone i chyba nikt nie wyszedł z imprezy zawiedziony. Dobrze widzieć, że kick boxing wraca z otchłani zapomnienia i że organizowane są tak ciekawe wydarzenia jak DSF Kickboxing Challenge.

Marek Milczarek/wringu.net

Dodaj komentarz