Głowacki vs Briedis – co dalej?

Mimo, że emocje po walce (i to same negatywne) nadal w nas buzują, to warto się zastanowić, jak dalej może się potoczyć sytuacja ze skandaliczną walką w Rydze. Na początek dorzucę jeszcze do pieca. Otóż ptaszki ćwierkają, że za kilka dni Łotysz może zostać mistrzem zunifikowanym, a WBC jednak da zgodę na sankcjonowanie walki. Co prawda z datą wsteczną, ale co tam. Najbliższe dni pokażą, czy plotka się potwierdzi, ale jeżeli tak, to poziom skandalu wokół tej walki przekroczy wszelkie granice. Już wczoraj wszelkie zasady związane z fair play rąbnęły na pysk z wielkim hukiem. Informacja o tym, że walka była jednak unifikacyjną, wywali amplitudę kontrowersji na orbitę. Policjant z Rygi w jeden wieczór awansował na publicznego wroga numer jeden w oczach milionów kibiców nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Jednak dla mnie największym skandalistą był sędzia Robert „Nic nie widziałem, nic nie słyszałem” Byrd. Kilka chwil przed pojedynkiem komentatorzy TVP stwierdzili, że nie są zadowoleni z obecności kontrowersyjnej Adalaide Byrd i jej legendarnych wyników, ale pochwalili Roberta jako świetnego ringowego. Jak się okazuje szanowny małżonek również potrafi dać pokaz niekompetencji. Gongu nie słyszał (ani wołającego trenera Łapina, ani narożnika Łotysza, ani dziesiątek ludzi przy ringu, którzy z paniką w oczach przyglądali się co dzieje między linami). Później okazało się że, wzrok tez już nie najlepszy, bo nie zauważył sekundanta Łotysza, który wkroczył do ringu. Nie zauważył go, mimo że stali na przeciwko siebie. Podsumowując wczorajsza prace Roberta Byrda: nie dziwne, że wielu kibiców wietrzy wałek, korupcje, manipulacje wynikiem. Szczególnie w obliczu tajemniczego wycofania WBC (o ile faktycznie się wycofali), o którym wiemy tyle, że poszło właśnie o sędziów.

Kontrowersji w tej walce starczyłoby na dziesięć innych pojedynków. Wynik jednak poszedł w świat, a Briedis triumfuje zdobycie drugiego tytułu mistrzowskiego. Oświadcza się w ringu. Wszyscy szczęśliwi idą na piwo. Ale smród rozciąga się coraz bardziej. Ze świata napływa mnóstwo niepochlebnych opinii. Taki skandal nie może przejść bez echa. Kibice i sztab Głowackiego są oburzeni. Jakie jednak mają szansę na sprawiedliwość? Niestety niewielkie. Andrzej Wasilewski już zapowiedział złożenie protestu zarówno w federacji WBO i WBC. Prawdopodobnie będzie też protestował w Łotewskiej komisji oraz u organizatora WBSS. Ale bądźmy szczerzy. Szans na zmianę werdyktu nie ma. Walka powinna zakończyć się werdyktem NC (No Contest – Walka nieodbyta) lub dyskwalifikacją Briedisa. Na dyskwalifikacje w tym momencie jest już za późno. Zresztą decyzje o dyskwalifikacji podejmuje ringowy, o którym już się wypowiedziałem. Pozostaje NC i przywrócenie pasa Głowackiemu. I wydaje mi się, że gdyby to była standardowa walka o pas, to mielibyśmy spore szanse na taką decyzję. Niestety turniej WBSS rządzi się swoimi prawami. Briedis wszedł do finału i tam czeka na niego starcie z Dorticosem. Ewentualna zmiana werdyktu wymagałaby powtórzenia pojedynku, co oznacza przeciągnięcie finału i ogromne straty finansowe. A na to Kalle Sauerland sobie nie pozwoli. To jest ten element boksu zawodowego, kiedy wyjątkowo wyraźnie widać, że rywalizacja sportowa jest na drugim planie. Przede wszystkim hajs musi się zgadzać. Jednak Głowackiemu należny się rewanż i, co ważne, po tym co się stało wczoraj, zainteresowanie drugą walką będzie ogromne i też wygeneruje spore zyski. W związku z tym najbardziej realny rozwiązaniem wydaje się, że Briedis zgodnie z planem stanie do finałowego starcia z Dorticosem na jesieni. Następnie, już po zakończeniu turnieju, zmierzy się po raz drugi z Głowackim. Jednocześnie zaznaczam, że mój scenariusz zakłada, że Łotysz pokona Dorticosa. W innym wypadku sytuacja może się skomplikować. Możliwe również, że Głowacki wystąpi na gali finałowej jako rezerwista. A wtedy, jeżeli Dorticos z jakiegoś powodu się wycofa, to jest szansa (nie duża, ale zawsze), że do rewanżu dojdzie podczas finałowego starcia turnieju.

Marek Milczarek/wringu.net

Dodaj komentarz