Izuagbe Ugonoh – nadzieja w wadze ciężkiej

Jedną z bardziej zagadkowych kwestii, spędzającą sen z powiek polskiego kibica pozostaje aktualna dyspozycja Izuagbe Ugonoha. Po tym jak przebojem wdarł się na salony wagi ciężkiej, obudził ducha który był uśpiony od czasów Andrzeja Gołoty. Czyżbyśmy w końcu doczekali się ikony boksu, dla której znów z czystym sumieniem będzie warto zarywać noce? Wiele na to wskazuje.

Izu w życiu codziennym zdaje się być niebywale skromnym pięściarzem. Stonowane wypowiedzi i pokora, którą sobą reprezentuje, to coś co trudno znaleźć u większości zawodników legitymujących się podobnym rekordem. Ma plan na siebie i konsekwentnie go realizuje. Pierwsze dziewięć walk w swojej karierze stoczył w Polsce, po czym przyszedł czas aby podbić Nową Zelandię, gdzie stoczył kolejnych siedem starć. Z tych szesntastu potyczek tylko trzy trwały pełny dystans. W reszcie przypadków kończyło się to  odcięciem prądu rywalowi zanim zabrzmiał ostatni gong.

Pośród jego rywali było kilku solidnych zawodników jednak żadne nazwisko nie błyszczało tak jasno jak Dominic Breazeale, z którym skrzyżował rękawice w lutym ubiegłego roku. Zajął wtedy miejsce Artura Szpilki. Organizatorzy gali odwołanie „Szpili” tłumaczyli tym, że obydwaj zawodnicy w swoich ostatnich walkach ponieśli porażki. Tłumaczenie zdaje się być mało racjonalne biorąc pod uwagę fakt, że w obydwu przypadkach były to pojedynki mistrzowskie, ale jeśli skutkiem takich decyzji mają być wojny podobne do tych którą zobaczyliśmy w ringu to oby więcej takich w przyszłości!

Przeskok jeśli chodzi o poziom rywalizacji dla Izu był ogromny. Do tego stopnia, że słychać było wiele głosów o tym, że nie jest jeszcze gotowy na takich zawodników jak Breazeale. Jakże wielkie musiało być zdziwienie tych niedowiarków kiedy zobaczyli bieg wydarzeń tego wieczora w Legacy arenie w Birmingham. Już sam szlafrok bokserski Izu z wielkim nr 3 zdradzał plan taktyczny obozu Polaka na tą walkę. Zaskoczyć Amerykanina i zakończyć to w miarę możliwości jak najszybciej. Niby całkiem nieźle pomyślane gdyby nie fakt, że „Trouble” to dwumetrowe drzewo, które wytrzymało by zapewne nawet uderzenie pioruna. Niemniej jednak nie ma rzeczy niemożliwych co udowodnił AJ sukcesywnie obijając Breazeale’a i ostatecznie łamiąc jego opór w siódmej rundzie. Zabrakło naprawdę niewiele. Nie jest tajemnicą, że nasz zawodnik posiada niezwykłą zdolność obijania „dołu”, co było widać w walce. To co Breazeale przyjął tego dnia na „schaby” prawdopodobnie odbija mu się do dzisiaj. Izu był szybki, uderzał celnie a każdy cios wyprowadzał tak jakby miał być tym ostatnim. Na palcach jednej ręki można zliczyć walki z całego ubiegłego roku, które cechowały się tak wielką dynamiką jak ta. Trzecia runda została doceniona przez prestiżowy magazyn „The Ring” uzyskując miano rundy roku. Zabrakło trochę „pary” pod koniec i postawienia przysłowiowej kropki nad „i”. Amerykanin kilka razy w tym pojedynku był włos od porażki. Na pewno kondycja trochę zawiodła, niemniej biorąc pod uwagę adrenalinę i ilość ciosów wyprowadzanych przez Polaka trzeba mu oddać, że mało zawodników na świecie wytrzymałoby takie tempo przez pełen dystans. Może gdyby na końcu Izu nie wypadł przez liny zdołałby się podnieść i wykrzesać w sobie tyle ognia żeby dobić napoczętego rywala? Wszak historia widziała już takie powroty jak np. 6 runda walki Anthony Joshua- Władimir Kliczko.  W starciu tym narożnik Brytyjczyka zrobił taką robotę, że miało się wrażenie, iż byliby w stanie wskrzesić trupa jeśli zaszłaby taka potrzeba.

Suma summarum pierwsza porażka w karierze stała się faktem i trzeba przełknąć jej gorycz. Sam Ugonoh zdawał się żałować taktyki, którą obrał na tą walkę. Pójście na wymianę z takim zawodnikiem ja „Trouble” to nic innego jak kopanie się z koniem. Nie ma wątpliwości, że Izu potrafi walczyć taktycznie i mógłby rozpracowywać rywala przez pełen dystans przez co szanse na zwycięstwo wzrosłyby co najmniej dwukrotnie. Zwłaszcza, że kunszt bokserski i finezja Polskiego „Remy’ego Bonjaskiego” (przydomek z czasów gdy walczył jeszcze w K-1) naprawdę wygląda obiecująco. Miejmy nadzieję, że nasz zawodnik odrobi lekcję po porażce tak dobrze jak zrobił to Breazeale po porażce z AJ. To jak poradzi sobie mentalnie z porażką będzie czynnikiem, który prawdopodobnie w największym stopniu zaważy na jego dalszej karierze. Izu wrócił do treningów z pełnym obciążeniem i już zapowiada powrót w 2018 r. Powrót, który będzie prawdziwą weryfikacją jego umiejętności.

Autor: Konrad Zieliński

Dodaj komentarz