Joe Calzaghe – niepokonany mistrz

Joe Calzaghe jako jeden z nielicznych pięściarzy może pochwalić się nie tylko przejściem na emeryturę jako niepokonany zawodnik, ale również zdobyciem pasów we wszystkich czterech najważniejszych federacjach. Mimo tego dziś wydaje się nieco zapomnianym mistrzem. Joe był bliski wyrównania słynnego rekordu Rockyego Marciano, jednak sam nie był zainteresowany biciem tego rekordu i odszedł jako spełniony pięściarz. Warto przypomnieć sobie jego najsłynniejsze pojedynki.

Calzaghe jako zawodowiec zadebiutował w październiku 1993 roku. Podczas gali w Cardiff znokautował w pierwszej rundzie Paula Hanlona. W kolejnych walkach leworęczny Calzaghe szedł jak burza odprawiając kolejnych rywali. W między czasie wywalczył tytuł mistrza Brytanii, wygrywając przez TKO 8 ze Stephenem Wilsonem. W 1995 roku zmierzył się z Markiem Delaneyem, który wówczas legitymował się rekordem 21-0, 17 KO. „Włoski Smok„ wygrał to starcie przez TKO 5.

Calzaghe od samego początku kariery boksował w limicie kategorii super średniej. Po serii 22 zwycięstw z rzędu (w tym 21 przed czasem) liczący sobie 25 lat Calzaghe, stanął przed pierwszym dużym wyzwaniem. Został wytypowany do walki o wakujący pas federacji WBO, a naprzeciw niego stanęła legenda zawodowych ringów – Chris Eubank. Anglik był już w posiadaniu tego pasa i bronił go aż 15 razy. W tamtym czasie co prawda akcje Eubanka już mocno osłabły po dwóch porażkach ze Stevem Collinsem, ale nadal był groźnym, doświadczonym i stosunkowo młodym zawodnikiem. Zapowiadała się ciekawa walka, w której ciężko było wskazać faworyta. Ring jednak zweryfikował wszystkie wątpliwości. Eubank już w pierwszej rundzie znalazł się na deskach. Później próbował stawiać opór Walijczykowi, ale na nie wiele się to zdało. Calzaghe, który już wtedy słynął z nietypowego stylu walki oraz dużej ilości wyprowadzanych uderzeń, zgarniał kolejne rundy. Ostatecznie po 12 starciach wszyscy sędziowie jednogłośnie wytypowali wygraną Calzaghe. Dwaj sędziowie punktujący ten pojedynek wskazali aż 10 rund na Walijczyka. Ostatni był nieco łaskawszy dla Eubanka i przyznał mu 4 z 12 rund.

Od tamtej pory zaczęło się wieloletnie panowanie „Dumy Walii”. Calzaghe odprawiał kolejnych oponentów. Jedynym, który w tamtym czasie stawił mu większy opór, był Robin Reid, z którym Calzaghe wygrał przez SD.

„Włoski Smok” w kolejnych pojedynkach wypunktował Ricka Thornberyy, Davida Starie a także znokautował Omara Sheike i Richiego Woodhalla. W kwietniu 2000 roku doszło do ciekawie zapowiadającego się starcia z Niemcem Mario Veitem, który był wówczas obowiązkowym pretendentem do pasa. Zawodnik z Niemiec był nietypowym super średnim. Wyróżniał się przede wszystkim niespotykanym w tej wadze wzrostem –  193 cm. Obaj przed tym starciem byli niepokonani w 30 pojedynkach. Walka odbyła się w Cardiff. Calzaghe nie dał najmniejszych szans młodszemu i większemu rywalowi, nokautując go już w pierwszej rundzie. Cała walka trwała zaledwie 112 sekund, podczas których Niemiec dwukrotnie zapoznawał się z deskami.

W kolejnych latach Calzaghe notował kolejne wygrane. Kolejno odprawił Willa McIntire, Charlesa Brewera, Miguela Angela Jimeneza oraz Tockera Pudwila (który miał na przygotowania zaledwie dwa tygodnie). Jednak te pojedynki nie wpłynęły znacznie na zwiększenie jego popularności poza Wielką Brytanią. Calzaghe mimo kolejnych obron pasa stawał się miejscowym championem. Nieco więcej uwagi skupił na sobie walką z byłym mistrzem świata Byronem Mitchelem, ale w dużej mierze wynikało to z tego, w jaki sposób Walijczyk zakończył ten pojedynek. W drugim starciu Calzaghe nie uchylił się przed mocną kontrą i po raz pierwszy w zawodowej karierze wylądował na deskach. Szybko się pozbierał i kilka sekund później sam posłał rywala na deski, po czym zakończył walkę.

Rok później pokonał na punkty Kabary Salema w pojedynku, w którym obaj lądowali na deskach. W między czasie pretendentem do pasa Walijczyka ponownie stał się Mario Veit. Jednak tym razem Walijczyk został zmuszony do wyjazdu na teren rywala. Walka odbyła się w maju 2005 roku w Brunszwiku. Walijczyk nie dał szans rywalowi. Tym razem obijał Niemca do 6 rundy, zanim walka została przerwana. Pojedynek miał bardzo jednostronny przebieg i momentami wyglądało, jakby Calzaghe celowo znęcał się nad swoim rywalem. Po tym pojedynku Joe wypunktował do jednej bramki Evansa Ashirę, po czym stanął przed pojedynkiem, po którym usłyszał o nim cały świat.

Kiedy Calzaghe bronił pasa WBO w Wielkiej Brytanii, na terenie USA wyrosła nowa gwiazda wagi super Średniej. Jeff Lacy był niesamowicie popularnym puncherem, któremu wielu speców wróżyło ogromną karierę. Amerykanin był wtedy posiadaczem pasa IBF i jako cel do walki unifikacyjnej upatrzył sobie właśnie Walijczyka. Hype na młodego i medialnego Amerykanina był tak duży, że nawet w Wielkiej Brytanii bukmacherzy typowali jego wygraną. Dodatkowym utrudnieniem był czas pojedynku. Walka odbyła się w marcu 2006 roku w Manchesterze, jednak przekaz został ustawiony w taki sposób, aby widzowie w USA mogli swobodnie obejrzeć starcie. W związku z czym zawodnicy zameldowali się w ringu grubo po północy. Stawką walki był również wakujący pas magazynu Ring. Przed walką Calzaghe był niepokonany już w 40 pojedynkach (31 KO). Lacy miał bilans 21-0, 17 KO.

W samej walce „Włoski Smok” pokazał, że nie jest przypadkowym mistrzem z pompowanym rekordem. Ale sposób, w jaki tego dokonał, na długo zapadł w pamięć kibicom na całym świecie. Walka od początku toczyła się pod dyktando Walijczyka. Lacy nie był w stanie w żaden sposób zagrozić swojemu rywalowi. Calzaghe nie tylko wygrywał kolejne starcia, ale również ośmieszał i bawił się rywalem. W finałowej 12 rundzie Amerykanin znalazł się na deskach, co było jego dodatkowym poniżeniem. Ostatecznie po 12 rundach sędziowie wskazali na Calzaghe w stosunku 119-107, 119-107, 119-105. Przy czym jedyny stracony punkt wynikał z tego, że Calzaghe został ukarany za uderzenia w tył głowy. W trakcie walki Joe wyprowadził 948 uderzeń z czego aż 351 doszło celu. Amerykanin w tym czasie wyprowadził 444 uderzenia z czego zaledwie 116 trafiło.

Calzaghe zunifikowanego pasa bronił zaledwie jeden raz. W październiku 2006 roku wypunktował po 12 rundach Sakio Bikę. Następnie został zmuszony do wybrania między dwoma obowiązkowymi pretendentami. Federacja IBF nakazywała mu walkę z Robertem Stigliztem, podczas gdy WBO chciała walki z Amerykaninem Peterem Manfredo. Niezależnie od wyboru Walijczyk miał stracić jeden z pasów. Ostatecznie zdecydował na WBO, którego bronił od dłuższego czasu. Za ten pojedynek miał również dostać większe wynagrodzenie niż za walkę ze Stiglitzem. Jego potyczka z Peterem Manfredo odbyła się w Cardiff w kwietniu 2007 roku. „Duma Walii” i tym razem nie dał szans rywalowi. Walka została zatrzymana w 3 rundzie po długiej serii Calzaghe, na którą Manfredo nie odpowiadał.

Joe odniósł kolejne zwycięstwo, jednak na horyzoncie realna stała się walka, która miała być ukoronowaniem jego mistrzowskiego panowania. W listopadzie 2007 roku doszło do jego długo oczekiwanego starcia z Duńczykiem Mikkelem Kesslerem. Duńczyk w tamtym czasie od trzech lat posiadał pas federacji WBA. Zdążył go obronić 4 razy. W między czasie błyskawicznie znokautował Markusa Beyera i odebrał mu pas federacji WBC. I właśnie te dwa tytuły wniósł ze sobą do ringu. Kessler był wtedy niezwyciężony w 39 pojedynkach (w tym 29 KO). Duńczyk był dobrze wyszkolonym technikiem, który umiał prowadzić walkę ciosami prostymi. Potrafił tez zakończyć pojedynek pojedynczym uderzeniem. Dodatkowo był 7 lat młodszy od Walijczyka. Ich starcie miało dość zacięty przebieg. Calzaghe swoim stylem zadawał dużo luźnych ciosów. Kessler uderzał rzadziej, ale jego ciosy były mocniejsze i bardziej wyraźne. Po pełnych 12 rundach sędziowie wytypowali przewagę „Włoskiego Smoka” w stosunku 116-112, 116-112 i 117-111. Zwycięzca wyprowadził w trakcie walki aż 1010 uderzeń (285 celnych). Kessler wyprowadził 585 ciosów z czego 173 doszło celu.

Dla Calzaghe była to 21 obrona tytułu WBO. Stał się również niekwestionowanym mistrzem wagi super średniej. Wyrównał rekord obron w wadze super średniej ustanowiony przez Svena Ottke. Walijczyk czuł się spełnionym zawodnikiem. Nie bronił swoich pasów ani razu. Walka z Kesslerem była również ostatnią, która stoczył w limicie wagi super średniej. W tamtym czasie Calzaghe mierzył się też z coraz częściej nawracającymi kontuzjami dłoni, które wynikały z dużej kruchości kości. Joe wiedział, że jego kariera nie potrwa już długo. Pozostało mu jeszcze tylko jej ukoronowanie. Dlatego przeniósł się do wagi półciężkiej i wybrał się na podbój USA. Chciał nie tylko spełnić swoje marzenie, ale również zostać docenionym przez kibiców zza Oceanu. W pierwszej walce na terenie USA Calzaghe zmierzył się z wieloletnim championem i legendą ringów Bernardem Hopkinsem. Pojedynek odbył się w 19 kwietnia 2008 roku. Przed walką Calzaghe był faworytem bukmacherów w stosunku 3-1. Wokół ringu zasiadło ponad 14 tysięcy widzów.

Pojedynek nie zaczął się dla Walijczyka najlepiej. Już w pierwszej rundzie mocny prawy Amerykanina posłał Joe na deski. Calzaghe szybko się pozbierał i zaczął odpowiadać. Calzaghe w swoim stylu zasypywał rywala licznymi uderzeniami (w przekroju całej walki Hopkins został trafiony najwięcej razy w całej karierze). Jednak nie były to ciosy mocne i robiące wrażenie. Po stronie Hopkinsa stała przewaga siły oraz ringowe cwaniactwo. Walka była zacięta i wyrównana. Ostatecznie po 12 rundach sędziowie nie byli jednogłośni. Adalaide Byrd wypunktowała 114-113 na Hopkinsa. Chuck Giampa miał 116-111 na Calzaghe. Ted Gimza również wypunktował na Calzaghe, ale w stosunku 115-112. Również dziennikarze byli podzieleni w kwestii werdyktu. Hopkins nigdy nie uznał słuszności tej porażki. Calzaghe przyznał, że była to jego najtrudniejsza walka w karierze.

Calzaghe wrócił na ring 7 miesięcy później. Tym razem w Nowym Yorku. Naprzeciw niego stanął wieloletni niekwestionowany wagi półciężkiej Roy Jones jr. Calzaghe w przeszłości wielokrotnie powtarzał, że chciałby walki z Jonesem. Wielokrotnie przekonywał, że ze swoim stylem dałby radę Amerykaninowi nawet w jego najlepszych latach. Jones w tamtym czasie dobiegał czterdziestki i był już po swoim prime. Jednak nadal był bardzo popularny i wzbudzał duże zainteresowanie. Również i tym razem walka nie zaczęła się po myśli Walijczyka. Pod koniec pierwszego starcia Jones trafił prawym sierpem, po którym Calzaghe wylądował na deskach. Jednak i tym razem „Włoski Smok” się pozbierał, po czym pokonał Jonesa w takim samym stylu, w którym ten wygrywał przez wiele lat. Calzaghe bawił się z rywalem. Opuszczał ręce, śmiał się do niego, wygłupiał, a zarazem posyłał w głowę dawnego championa liczne ciosy. Calzaghe wyprowadził o ponad 500 uderzeń więcej od rywala. Trafił dwukrotnie więcej od Jonesa. Po walce Amerykanin był zalany krwią z powodu głębokiego rozcięcia nad okiem. W przekroju całej walki okazało się, że pierwsza runda była jedyną, którą Jones wygrał.

Był to ostatni pojedynek Joe Calzaghe. Kilka miesięcy później oficjalnie zakończył swoją karierę. Z jednej strony czuł się spełniony w tym, co zrobił. Nie miał już rywali, którzy mogli go odpowiednio zmotywować. Z drugiej strony w decyzji pomogły nawracające kontuzje dłoni. Zakończył karierę jako niepokonany w 46 pojedynkach. W tym czasie pokonał 10 zawodników, którzy zdobywali tytuły mistrza świata. W 2014 roku dostał się do Boxing Hall of Fame. Na emeryturze wraz ojcem założył grupę promotorską. W 2008 roku został odznaczony Orderem Imperium Brytyjskiego.

Dodaj komentarz