Joshua na plus, Wach i Jeżewski z porażkami – wyniki z Wembley (wideo)

Wczoraj miała miejsce długo oczekiwana gala na Wembley. Oczekiwana nie tylko ze względu na powrót zunifikowanego mistrza wagi ciężkiej, ale przede wszystkim miał to być wieczór szans dla polskich pięściarzy. Niestety, mimo zapowiedzi, niektóre pojedynki rozczarowały. Ale po kolei.

Jako pierwsi zameldowali się Martin Bakole (16-1, 12 KO) oraz Sergei Kuźmin (15-2, 11 KO). Bakole był zdecydowanym faworytem, który w ostatnich latach przyzwyczaił nas do tego, że przetacza się po kolejnych rywalach jak czołg. Dodatkowo „nalana” sylwetka Kuźmina sugerowała, że walka może nie potrwać zbyt długo. I faktycznie, Bakole w początkowej fazie wykorzystywał przewagę siły. Był stroną atakującą i spychał Kuźmina do defensywy. Z biegiem rund dobry technicznie Kuźmin zaczął się odgryzać i nadrabiać straty. Ostatecznie po pełnych 10 rundach sędziowie wskazali na Bakole w stosunku 96-94, 97-93 i zdecydowanie przesadzone 98-92. Stawką walki był wakujący pas WBC International.

Kolejni w ringu pojawili się Mariusz Wach (37-7, 19 KO) oraz Hughie Fury (25-3, 14 KO). Kończący niebawem 41 lat Mariusz jak to ma w zwyczaju, pokazał dobry początek, po którym jego aktywność malała z każdą rundą. Walka toczyła się przede wszystkim na ciosy proste. Dodatkowo Fury od 4 rundy zmagał się z kontuzją łuku brwiowego. Pojedynek był nudny i jest w zasadzie do szybkiego zapomnienia. Po pełnych 10 rundach sędziowie wskazali zdecydowaną przewagę zawodnika z Anglii (99-91, 100-90, 100-90), choć może się wydawać, że mimo bezsprzecznej przewagi Fury’ego, punktacja jest nieco gospodarska.

Jako kolejni w ringu znaleźli się Nikodem Jeżewski (19-1-1, 9 KO) oraz Lawrence Okolie (15-0, 12 KO). Mieliśmy spore nadzieje do tej walki. Szczególnie po ostatnim zamieszaniu z Krzysztofem Głowackim i niepewnością czy stawką pojedynku będzie pas WBO. Ostatecznie skończyło się na pasie międzynarodowym i prawie do walki z Głowackim. Niestety o tym pojedynku nie można powiedzieć nic dobrego. Jeżewski wypadł jak zagubiony chłopiec, który nie wiedział gdzie i po co się znajduje. Już na początku starcia po prawym w żebra Jeżewski przyklęknął i szukał odpoczynku. Chwile później kolejne ciosy z prawej ręki najpierw wstrząsnęły Polakiem, a po chwili znów doprowadziły do liczenia. Jeżewski przetrwał pierwsze starcie, ale tylko po to, żeby w kolejnej rundzie zostać dobitym. Należy tutaj zaznaczyć, że Jeżewski bardzo podejrzanie i źle reagował na zadawane uderzenia. Szczególnie że ciosy nie były idealnie celne. Okolie może się cieszyć z kolejnego zwycięstwa i mieć nadzieje, że tym razem nic już nie zakłóci jego walki o wakujący pas mistrza świata. Przypuszczalnie jego starcie z Głowackim odbędzie się wiosną.

W końcu doczekaliśmy się starcia wieczoru. Anthony Joshua (24-1, 22 KO) miał zmierzyć się z pretendentem numer jeden Kubratem Pulewem (28-2, 14 KO). Pojedynek rozpoczął się bardzo spokojnie. Obaj zawodnicy badali się ciosami prostymi. W trzecim starciu Joshua złapał pretendenta ciosem z prawej ręki. Wstrząśnięty Pulew szukał ratunku na linach, ale Joshua poczuł krew i nie chciał go już wypuścić. Sytuacje uspokoił sędzia, który rozdzielił walczących i liczył Bułgara. Chwilę później po wznowieniu walki i kolejnym ataku Anglika Pulew znalazł się jeszcze na deskach i wydawało się, że koniec jest bliski. Ostatecznie Kubrat przetrwał kryzys i w późniejszych rundach nawet próbował się odgryzać. Pojedynek nie należał do porywających, żeby nie powiedzieć, że stał się nudnym, taktycznym starciem. Dopiero w 9 starciu Joshua ponownie zaskoczył Pulewa ciosem z prawej ręki, po którym pretendent po raz kolejny zapoznał się z matą ringu. Co prawda i tym razem wstał, ale kolejny prawy znów sprowadził go do parteru, gdzie został wyliczony do 10.

Leave a Reply