Joshua przegrał, ale to nie zmienia rozkładu sił wagi ciężkiej

Tytuł ku pokrzepieniu serc fanów Anthony’ego Joshuy, wszak pięściarz ten to nadal ścisła czołówka wagi ciężkiej. Druga porażka z Oleksandrem Usykiem (i druga z rzędu w ogóle) niewiele zmienia, jeżeli chodzi o rozkład sił w królewskiej dywizji wagowej.

Minionej nocy w Arabii Saudyjskiej Anthony Joshua skrzyżował ponownie rękawice z wybitnym Oleksandrem Usykiem. Anglik próbował odzyskać utracone w ostatniej walce pasy WBA, WBO i IBF. Nie udało mu się, nie był nawet tego blisko. Chwila grozy, którą przeżył Usyk w okolicach środkowych rund, to tak naprawdę więcej uchybionych ciosów, niż krzywdy na Ukraińcu. Joshua trafiał niewiele, było to widoczne w powtórkach, jednak chwilowe zrywy „AJ’a” mogły zrobić wrażenie na sędziach w momencie kiedy napierał na Usyka . Pod koniec walki Joshua wyraźnie wytracił impet, nie był w stanie dotrzymać kroku „świeższemu” w tamtym momencie Ukraińcowi. Ale dosyć o samej walce, bo tą każdy może sobie włączyć na powtórce i samemu ocenić. Warto skupić się teraz na opcjach, jakie ma przed sobą Joshua, a tych jest nieskończenie wiele.

Były czempion ma za sobą potężnego promotora, który wie, że Joshua to nadal jego „koń pociągowy”. Eddie Hearn ma światowe zasięgi i znajomości, więc nie sądzę, żeby tak nagle Joshua musiał budować karierę z jakiegoś odległego punktu na szczyt. Opcja niemal pewna to kilka miesięcy przerwy i powrót Anglika w eliminatorze. Usyk dwukrotnie udowodnił wyższość nad Joshuą, jednak to niewiele zmienia w wadze ciężkiej, jeżeli chodzi o rozdawanie kart. Joshua to pięściarz, który w teorii nadal znacznie przewyższa 90% czołówki wagi ciężkiej. Ma nazwisko, markę, wpływowego promotora i przede wszystkim na tyle umiejętności, by wrócić na szczyt. Wszystko zależy od tego, co zadzieje się w głowie Anglika, który nie wyglądał jakby poradził sobie z kolejną porażką. Joshua najpierw wyrzucił poza liny dwa pasy Usyka (The Ring i WBA), następnie zszedł z ringu w atmosferze awantury, by po chwili powrócić, przejąć mikrofon i wygłosić przemówienie. Joshua przemówił do publiki, życząc sobie by ci zaśpiewali „hip hip, hurra!” na cześć Usyka… Potem „AJ” zapytał Usyka jak to możliwe, że on go pokonał, bo według niego to zaprzecza fizyce… No cóż, życzymy spokoju Anthony’emu w najbliższych tygodniach.

Jeszcze kilka słów o możliwych krokach, jakie podejmie Joshua. Anglik ma szeroki wybór przeciwników, gdzie jak wspomniałem, w większości przypadków byłby miażdżącym faworytem. Po tym co zobaczyłem w wykonaniu Filipa Hrgovića, Zhanga, kiedy przypomnę sobie Josepha Parkera, Andy Ruiza, podstarzałego Luisa Ortiza, Dilliana Whyte’a, Chisorę, Pulewa, robotycznego Joe Joyce’a, to po prostu nie widzę ciekawej przyszłości dla wagi ciężkiej, a raczej dalsze panowanie Usyka i Joshuy. Jest jeszcze Wilder… ale najpierw poczekajmy na jego walkę z Heleniusem i zobaczmy ile z niego zostało. Jest jeszcze jedno nazwisko, na które poświęcę kilka linijek – Martin Bakole. Reprezentant Kongo to deprecjonowany ciężki, który wciąż czeka na swoją szansę. Ostatnio rozprawił się z Tony’m Yoką. W Polsce może być kojarzony z zastopowania Mariusza Wacha. Warto obserwować poczynania Bakole w ringu, bo czuję, że jeszcze nadejdzie jego moment.

Na koniec chciałem podzielić się taką ogólną myślą o wadze ciężkiej. Mianowicie uważam, że przyszłość w heavy maluje się nieciekawie, ale chyba nie aż tak nudno, kiedy panowali bracia Kliczko. Fury może wróci, może nie, w rankingach wciąż te same nazwiska, które znamy już na wylot – nie mają oni szans z takim Usykiem, czy ewentualnie wracającym Fury’m. Ciekawe co zrobi Usyk, ile walk jeszcze stoczy, jedną, dwie, nim odejdzie? W ciężkiej potrzeba świeżej krwi, kogoś młodszego, kogoś kto wniósłby coś nowego do starego układu sił. Na ten moment Usyk siedzi na tronie dywizji ciężkiej, popija herbatkę i myśli „I’m feel, I’m very feel…”

Leave a Reply