Joshua – Wilder jeszcze w 2018?

Po efektownym zwycięstwie nad Luisem Ortizem i udowodnieniu, że jego szczęka nie jest zrobiona ze szkła, pora na jeszcze trudniejsze wyzwanie. Nie ma wielu bokserów na świecie, którzy są w stanie przysporzyć tylu emocji w starciu z Deontayem Wilderem, co popularny „King Kong”. Jednym z tych natomiast, którzy są wstanie dać świetne widowisko w konfrontacji z Brązowym Bombardierem jest Anthony Joshua, który 31 marca stanie między linami wraz z Josephem Parkerem w starciu unifikacyjnym. Osobiście nie wyobrażam sobie innego rezultatu jak wygrana Brytyjczyka, chociaż Parker to też nie kolos na glinianych nogach. Kevin Barry (obecny trener Parkera) i Izu Ugonoh przychylnie wypowiadają się o pretendencie, a ich opinii nie sposób pominąć, gdyż spędzili z nim relatywnie sporo czasu. Gdyby jednak Parker wygrał z AJ na długo zaszokowałby bokserski świat.

Pozostając jednak z głową bliżej ziemi niż chmur i zakładając, że Joshua obroni tytuł, to co dalej? Naturalnym kolejnym krokiem wydaje się zestawienie Joshua – Wilder, którego chcą absolutnie wszyscy. Jedynymi ludźmi na tej planecie, którzy trochę mniej entuzjastycznie podchodzą do organizacji tego starcia to ich promotorzy Lou Di Bella i Eddie Hearn. Trudno się im dziwić. Obydwaj Panowie patrząc na swoich czempionów widzą kury znoszące złote jaja, a porażka któregoś z nich mocno ograniczy marketingowy potencjał rozwojowych bokserów. Z drugiej strony gwiazdy jednego jak i drugiego lśnią dziś wyjątkowo mocno i nie tak łatwo będzie je zgasić, a co za tym idzie bardzo możliwe, że potencjalny zysk przekona promotorów do rozmów o pojedynku jeszcze w tym roku. Śledząc relacje Joshuy i Wildera ciężko wyczuć, z której strony bardziej „wieje hamulcem”. Wilder twierdzi, że AJ boi się go i za wszelką cenę unika walki oraz stanowczo nie zgadza się ze wstępnie proponowanymi gażami za walkę ceniąc się dużo wyżej. Joshua zaś wypowiada się o potworze z Alabamy dość lekceważąco. AJ jest zdania, że Deontay to dla niego żadne wyzwanie i może tą sprawę wyjaśnić w każdej w chwili więc może nawet poczekać jeśli będzie trzeba. Na uwagę zasługuje fakt, że obóz Brytyjczyka potwierdzał w przeszłości, że wynagrodzenie 50-50 nie wchodzi w grę, biorąc pod uwagę zainteresowanie jakie budzi AJ w Europie i to, że Wilderowi powinno zależeć na tej walce bardziej. To w efekcie może go skłonić na pewne ustępstwa. Jednak w świetle wygranej z groźnym Kubańczykiem, co znacznie ugruntowało pozycję Amerykanina jako mistrza WBC, być może to obóz AJ będzie pierwszym, który zrewiduje swoje wygórowane żądania.

Jeśli do tego starcia doszłoby jeszcze w tym roku, to nie sądzę, aby jakiekolwiek zestawienie bokserskie na świecie było w stanie przyćmić to wydarzenie. Taka unifikacja to spełnienie najskrytszych marzeń każdego kibica. Najwięcej odpowiedzi, jak to zwykle bywa, dały najtrudniejsze starcia (te z Kliczką i Ortizem). AJ stając naprzeciw legendzie wielkiego Władimira stosunkowo wcześnie w swojej karierze i nie unikając tego starcia, wysłał w świat jasny sygnał – „ten gość ma betonowe jaja”. Przyjął kilka ciosów, po których wielu ciężkich do dzisiaj chodziłoby jak misie koala. Nie dość, że był w stanie się po nich podnieść to jeszcze przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. To co jest w stanie zrobić narożnik Brytyjczyka w kryzysowych momentach, również zasługuje na najwyższe słowa uznania. Sztab AJ prawdopodobnie zrezygnował z inwestowania w wielką muskulaturę i przed najbliższą walką Joshua powinien wnieść na wagę sporo mniej niż w starciu z Carlosem Takamem. Jeśli skutecznie pomoże to w uzyskaniu lepszej szybkości i wytrzymałości to AJ będzie jeszcze trudniejszy do zatrzymania.

Szczęka Wildera do 3-ego marca była wielką zagadką. Dziś już wiemy, że jeśli jest w stanie przetrwać gradobicie Ortiza, to jest w stanie przetrwać naprawdę wiele. Podobnie z jego prawą ręką – jeśli trafi to zetnie nawet największe drzewo. Do tego niesamowita waga jaką zrobił przed walką z King Kongiem (97,4) nie przeszkodziła mu w starciu o 12 kg cięższym rywalem. Ciężko wytypować faworyta ewentualnego starcia. W mojej ocenie jeśli walka dojdzie do skutku, to na jej końcu w górę powędruje ręka Joshuy. Atuty, którymi dysponuje Wilder mogą okazać się niewystarczające na dobrze przygotowanego Brytyjczyka. Joshua umie świetnie kontrować (Ortiz co prawda też..), a to zdecydowanie jedyna droga, która prowadzić może do pokonania Bronze-Bombera. Nie wystraszy się szybkości Amerykanina, ciosu też nie ma słabszego. Według mnie AJ w ringu robi mniej niż Wilder, ale dużo efektywniej. Obydwaj kiedy wchodzą w decydującą fazę walki włączają tzw. „beast mode”. Spokój w trudnych chwilach będzie czynnikiem decydującym, a więcej zimnej krwi w mojej ocenie płynie w krwiobiegu Anthonego Joshuy.

Konrad Zieliński/wringu.net

Dodaj komentarz