Już w sobotę wielkie grzmoty w Barclays Center

Już w najbliższą sobotę dojdzie do długo wyczekiwanej walki na szczycie wagi ciężkiej. Deontay Wilder (39-0, 38 KO), czempion WBC będzie podejmował Luisa Ortiza (28-0, 24 KO). Będzie to starcie  niepokonanych pięściarzy, ze ścisłego topu królewskiej dywizji. Pojedynek tej dwójki początkowo planowany był na listopad 2017 roku, ale w związku z przyłapaniem Ortiza na stosowaniu środków dopingujących, ich starcie musiało zostać odłożone w czasie. Kto jest faworytem?

Dla „Brązowego Bombardiera” ma to być pierwsza prawdziwa weryfikacja. Jak uważa wielu kibiców boksu, Wilder to „bumobijca”, który nie walczył z nikim z topu. Dobrze przyjmijmy, że Molina, Szpilka czy Gerald Washington to bumy. Z kim jednak walczył Kubańczyk? Czy jego rywale to wielcy wirtuozi? Co osiągnęli Scott, czy Carlo? Nic. Jedyne sensowne nazwiska w rekordzie „King Konga” to rozbity przez Kliczkę, stary Tony Thompson i młody, ale również po przegranej walce z Ukraińcem Bryant Jennings. Moim zdaniem są to jedynie solidni pięściarze, nie reprezentujący większego poziomu niż Stiverne z pierwszej walki z Wilderem.

Ten pojedynek to zagadka, ponieważ żaden z bohaterów sobotniej nocy nie jest zweryfikowany. Dla obydwu będzie to szansa na udowodnienie, że są numerem jeden. Umownie, bo oczywiście nie zapominajmy o Anthonym Joshule i Josephie Parkerze, którzy również zmierzą się ze sobą za kilka tygodni, a zwycięzca stanie się posiadaczem pasów WBO (obecnie Parker), WBA (AJ) i IBF (AJ). W kolejce na odzyskanie czempionatu  czeka również Tyson Fury. Jedyna różnica między Wilderem i Ortizem – Amerykanin mimo sześciu obron i zwycięstw przed czasem,  jak już wspominałem ma opinię buma. Ortiz z niezrozumiałych dla mnie względów, uważany jest przez niektórych za najlepszego ciężkiego. I to właśnie dla 38 letniego Kubańczyka, który prawdopodobnie jest jeszcze starszy, walka z Wilderem to ostatnia szansa na zdobycie mistrzostwa.

Oceńmy ich ostatnie walki. Wilder zdemolował wspominanego Stiverna w rewanżu, jednak Haitańczyk to już emeryt i cień samego siebie. Ortiz zdemolował natomiast Daniela Martza, gościa który wygrywał tylko z kelnerami, ale jego atutem miały być dwa metry i doświadczenie kiedy to robił za żywy worek treningowy Jenningsa i Parkera. Te walki nic nam nie mówią. Zresztą podobnie jak poprzednie. Nie wiemy jak się zachowa Ortiz po bombie Wildera, ale nie wiemy też jak się zachowa Amerykanin bo celnym ciosie Kubańczyka.

Atutem „Brązowego Bombardiera” będzie kilka lat mniej, szybkość i dynamit w łapie. Bez względu na wszystkie obiekcje do poziomu jego rywali trzeba przyznać, że rekord 39 wygranych w tym 38 przez KO robi wrażenie. Nawet jeśli jego ostatnich sześciu rywali to druga dziesiątka wagi ciężkiej. Wilderowi brakuje nieco techniki, jego wiatraki wyglądają komicznie. Ale powiedzmy sobie szczerze, są skuteczne – choć na „King Konga” mogą nie wystarczyć. Mimo teoretycznych problemów w walce z Washingtonem czy Szpilką, pięściarz z Alabamy po mistrzowsku ich przeczekał i posłał na deski. Polaka uśpił na kilka minut.  Amerykanin nie lubi chodzących na nogach, ruchliwych bokserów – Ortiz z pewnością do takich nie należy. No i szczęka. Pisałem, że nie wiadomo jak Wilder zareaguje na bombę Kubańczyka. Wiemy jednak, że cios Moliny ustał, a np. doświadczony i z mocną szczęką Adamek po podobnym uderzeniu zaliczył deski.

Luiz Ortiz, technicznie jest lepszy od swojego sobotniego rywala. Kubańska szkoła boksu. Jest doświadczony i również ma czym przyłożyć. Jak jednak pokazała przeszłość, nie lubi rywali z nietypowym stylem, a taki ma Wilder. Do walk z solidnymi przeciwnikami zawsze w 100% przygotowany. Patrząc na zdjęcia i filmy z jego obecnego obozu tak będzie i tym razem.  Jego pozornie słabsze ostatnie pojedynki wynikały z braku motywacji, tej na pewno nie zabraknie do starcia w sobotę.

Jak już napisałem wielokrotnie w tym tekście, trudno wytypować faworyta tego pojedynku. Zdaniem bukmacherów w walce o tytuł większe szanse ma Deontay Wilder, na którego kurs u bukmacherów dostępnych w Polsce sięga 1.3, gdy w przypadku jego rywala jest on o dużo wyższy i zbliżony nawet do 3.5. Jeśli ja mam wskazać faworyta, również skłaniam się ku Amerykaninowi. Moja ocena to 55 do 45 na korzyść aktualnego mistrza federacji WBC. Czekam na ten pojedynek z niecierpliwością. Wydarzyć może się wszytko, jak mówi Michael Buffer – „Let’s get ready to rumble!”

Autor: Kamil Janczarek

 

Dodaj komentarz