Kostyra: Nie piszcie nekrologu Wachowi

Mariusz Wach nie zrobił nam prezentu na Święto Niepodległości, przegrał przed czasem w Nowym Jorku w Nassau Veterans Memoriał Coliseum z Jarrellem Millerem w 9 rundzie. To już trzecia porażka „Wikinga” (po spodziewanych z Władimirem Kliczko i Aleksandrem Powietkinem). Niektórzy już rwą się, żeby napisać Wachowi bokserskim nekrolog. Ma bowiem już 37 lat, przegrał z rywalem, który jest lepszy w gębie niż w boksie. Radzę się jednak wstrzymać z wieszczeniem, że to koniec Wacha.

Miller nie pokazał nic wielkiego, zwykły krzykacz, który zwyzywał Joshuę od karłów, kpił, ze zatłukłby Wacha na śmierć, nawet z obciętą nogą i ręką. Prawda jest zaś taka, że gdyby Wach nie uszkodził sobie prawej ręki na twardym czole Amerykanina to prawdopodobnie wygrałby ten pojedynek. Ale niestety kontuzja przeszkodziła mu w odniesieniu zwycięstwa.
Wach nie jest jeszcze rozbity, nie jest wyboksowany, stać go na pewno na jeszcze kilka lat boksowania na światowym poziomie. „Wracam do Polski. Rączkę poskładamy i walczymy dalej”.
Myślę, że zobaczymy jeszcze Wacha w jakiejś ciekawej walce.
A co z Millerem? „Wielki Krzykacz” już rwie się do Joshuy, zapowiada wygraną. Ale mądry Eddie Hearn na pewno da mu na wstrzymanie, mówił że przed „Big Baby” jeszcze dużo nauki, zanim wskoczy na głębokie wody potrzebuje jeszcze 1-2 walk. I to prawda. Być może dojdzie do jego starcia z Joshuą, ale ta walka nikogo by nie porwała, Joshua zrobiłby z niego marmoladę.
Wachowi życzę szybkiego „poskładania rączki” i kolejnych ciekawych walk.
Tekst: Andrzej Kostyra/PolsatSport.pl

Dodaj komentarz