Kostyra: Wspomnienia o Jurku

kulejWczoraj minęła trzecia rocznica śmierci Jerzego Kuleja. Z tej okazji TVP Sport wyemitowała znakomity film o Jurku przygotowany przez Artura Szulca (gdzie się on podział?). Wróciły wspomnienia, tysiące wspólnie skomentowanych walk, setki godzin rozmów.

Jurek wspomina jak przed IO w Rzymie trener Feliks Stamm… oszukał go. Obiecał mu, że pojedzie na Igrzyska, a wziął Mariana Kasprzyka. Mógł żywić do obu uraz, nie żywił. Feliks Stamm pozostał dla niego Papą, Maniek Kasprzyk wielkim przyjacielem (któremu pomagał gdy zmagał się z chorobą swoją i żony). Dziś dwaj koledzy z jednej grupy bokserskiej zazdrośni o sławę, leją się przed salą treningową.

Jurek wspomina jak to za złoty medal olimpijski w Tokio dostał 30 dolarów, Za drugie złoto w Meksyku – 70 dolarów. 100 dolarów za dwa tytuły mistrza olimpijskiego! Dziś Artur Szpilka za obijanie importowanych z Meksyku czy USA puszek soku pomidorowego dostaje po 100… ale tysięcy dolarów.

Jurek wspomina jak przed olimpijskim finałem z Frołowem w Tokio (1964) Feliks Stamm wziął go na długą rozmowę i zaproponował, żeby tym razem nie atakował Jewgenija, z którym wcześniej przegrał w meczu z Rosją w Moskwie, ale poczekał na jego atak. Dla kochającego atak Jurka to była męczarnia. Ale czekał (pierwsze upomnienie sędziego, żeby zaczęli walczyć), czekał (drugie upomnienie), czekał (trzecie upomnienie). Ale Stamm krzyczał… „Czekaj, czekaj”. W końcu Frołow zaatakował, nadział się na kontrę. Dalej, wiadomo. Złoto. Dziś o olimpijskim złocie w boksie nawet nie marzymy. Szczytem marzeń jest start na IO, brąz to jak Himalaje.

Jurek wspomina jak przed Igrzyskami w Meksyku miał wypadek samochodowy, próbując uniknąć uderzenia w kobietę wiozącą rowerem bańkę z mlekiem, walnął w drzewo (ta szrama, którą miał do końca życia na brodzie to była nie po ciosie, ale po tym wypadku). Do Meksyku jechał jeszcze nie w pełni zdrowy, ale Stamm stwierdził, że „woli Kuleja po wypadku niż zdrowego Petka” (który też był wspaniałym bokserem). Dalej było kolejne złoto po straszliwej walce w finale z Requefeirosem. „Po jego prawym w pierwszej rundzie usłyszałem w Meksyku jak biją dzwony w Warszawie” – to porównanie Jurek powtarzał wielokrotnie. Przypomniało mi się jak Rafał Jackiewicz dostał w Ełku szóstej rundzie straszliwy prawy sierpowy od Delvina Rodriqueza i „usłyszał w Ełku jak biją dzwony w Mińsku Mazowieckim”.

I tak dalej, i tak dalej… Przelatują wspomnienia wspólnie spędzonych z Jurkiem chwil, dziesiątki przygód. „Andrzej, spisz to! Nie zapomnij tylko opisać jak tak ewakuowali nas z Marriota w Maidston po alarmie przeciwpożarowym wywołanym przez Krzysia Kosedowskiego” – prosił mnie Jurek. Może się kiedyś do tego zbiorę.

Jednego tylko żałuję…. że nie zdążyłem wybrać się do daczy Jurka na Mazurach, nad jeziorem na którym znakomicie znał miejsca, gdzie można było łapać węgorze na rurkę. „Zrobię węgorze, wypijemy, spokojnie pogadamy” – wielokrotnie proponował. Byłem pewien, że jeszcze zdążę, a ciągle coś wypadało.

„Nie bądź pewny, że czas masz, bo pewność niepewna

Zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście” (ksiądz Jan Twardowski).

Źródło: Andrzej Kostyra/polsatsport

Leave a Reply