Kubańskie tango

Po potężnych turbulencjach w listopadzie wygląda na to, że w końcu dojdzie do ostatecznej batalii pomiędzy Luisem Ortizem a Deontayem Wilderem. Jedno jest pewne – obydwaj mają kowadła w rękach i potrafią z tego korzystać.

Do hitowego starcia miało dojść już 4 listopada w Barclays Center natomiast na przeszkodzie stanęły testy antydopingowe, które wykryły obecność diuretyków w organizmie olbrzyma z Kuby. Po odwołaniu walki rozpętała się niemała burza. Ważnym szczegółem w całej historii jest fakt, że prawie 39 letni bokser leczy się na nadciśnienie twierdząc przy tym, że jedynym jego błędem było nie przedstawienie stosownych recept przed VADA ( Voluntary Anti-Doping Association ). Jednak z drugiej strony aż trudno uwierzyć w taką niefrasobliwość obozu Ortiza – zwłaszcza przed pojedynkiem, który miał być jego życiową szansą.

Sam Wilder miał na sprawę zupełnie inny pogląd niż jego przeciwnik twierdząc przy tym, że w/w diuretyki stosuje się nie tylko,  żeby leczyć nadciśnienie, ale także po to aby ukryć stosowanie mocniejszych środków dopingujących. Między innymi tym faktem tłumaczył nieobecność Ortiza na jednej z konferencji prasowych, a Eddie Hearn (promotor Anthonego Joshuy) bez ogródek nazwał cały sztab pretendenta – włącznie z nim – idiotami. Roczne zawieszenie wisiało na włosku, jednak  VADA analizując wszystkie za przeciw finalnie dała wiarę tłumaczeniom King Konga, dając tym samym zielone światło do organizacji kolejnej gali z ich udziałem. Bój odbędzie się 3 marca w planowanym wcześniej miejscu. Jakby nie patrzeć, pech Bombardiera z Alabamy w materii wyników testów VADA u jego rywali jest wręcz nieprawdopodobny.

Same okoliczności w każdym z tych przypadków nie były do końca jasne. Zaczęło się od Aleksandra Povetkina i jego 0.07 mikrograma meldonium. (Do 1 marca dopuszczalna ilość tej substancji to jeden mikrogram natomiast pozytywny wynik testu uzyskano po kontroli z dnia 27-ego kwietnia 2016). Potem przyszedł czas na polski akcent a mianowicie Andrzeja Wawrzyka i stanozolol przez który do dzisiaj walczy o swoje dobre imię, próbując znaleźć niezależne ośrodki, które pomogą mu przebadać odżywki z USA stosowane podczas przygotowań. W tym przypadku w grę wchodziła wypłata życia, która miała wynieść około jednego miliona złotych tak więc gorycz jest jeszcze bardziej odczuwalna. Natomiast jak mawiał trener  Łapin patrząc na sylwetkę Wawrzyka stanozolol to ostatnia rzecz o jaką można go podejrzewać. Tak samo trudno uwierzyć, że obecność diuretyków w organizmie 39 letniego boksera mogła mieć jakikolwiek wpływ na wynik walki o mistrzostwo świata – niemniej jednak przepisy w sporcie gdzie w grę wchodzi wysokie ryzyko podejmowane przez zawodników wchodzących do ringu są bardzo ostre.

Po szczęśliwym rozstrzygnięciu Luis Ortiz stoczył 4 grudnia poprzedniego roku walkę „na przetarcie” z Danielem Martzem, którą to efektownie zakończył w drugiej rundzie. Po walce odbyli jeszcze bardziej efektowną konwersację z Wilderem również obecnym tego dnia podczas walki. Zapędzony w kozi róg obiecał King Kongowi, że do ich starcia w końcu dojdzie co oznacza dla niego zerwanie z wizerunkiem pięściarza obijającego mocno średn, drugi garnitur wagi ciężkiej bądź podpisanie wyroku śmierci jak twierdzi sam postrach Kuby. Zdania są mocno podzielone. Wilder sam doskonale wie, że potrzebuje zwycięstwa z Ortizem będącego dowodem na to, że potrafi konkurować ze ścisłą czołówką HW. Potrzebuje także mocnego biletu wstępu na podwórko AJ i zapowiadaną od dawna unifikację pasów. Zwycięstwo z mocno zardzewiałym Bermane Stivernem choć efektowne to nie jest tym czymś co pozwoli ludziom uwierzyć w opowieści o jego niezniszczalności. Chociaż nikt nie ma wątpi w siłę ciosu Ortiza wielkim znakiem  zapytania jest to jak poradzi sobie z mobilnością rywala. Wilder słynie z wielkiej eksplozywności i tego, że potrafi uderzyć z praktycznie każdej płaszczyzny. Natomiast momentami  bardzo się przy tym otwiera, a jak powszechnie wiadomo adept starej dobrej kubańskiej szkoły wykorzystuje takie sytuacje z wysoką skutecznością (o czym przekonał się m.in. Bryant Jennings). Wilder wiele walk wygrywa przed ich rozpoczęciem natomiast Luis Ortiz jest ostatnim, którego można podejrzewać o to, że wystraszy się przeciwnika – nawet jeśli jest on niepokonanym mistrzem WBC.

Biorąc pod uwagę hektolitry złej krwi wylewanej na siebie przed walką wygląda na to, że zawodnicy nie będą musieli daleko szukać motywacji do tego starcia. Niewątpliwie faworytem będzie „Bronze Bomber” niemniej tym razem poprzeczka zdaje się być zawieszona na rekordowej wysokości w dotychczasowej karierze a ewentualna porażka może bardzo mocno skomplikować życie championowi z Alabamy.

Autor: Konrad Zieliński

 

Dodaj komentarz