Łomaczenko, Benn i inni. Paczka walka z weekendu (highlights)

Wczorajszy wieczór obfitował w ciekawe zestawienia pięściarskie w różnych częściach świata. Oczywiście głównym wydarzeniem był powrót Wasyla Łomaczenki, ale przez cała noc kibice nie mogli narzekać na dobry boks.

Na początek Wielka Brytania i pojedynek Conora Benna (20-0, 13 KO) z Chrisem Algieri (25-4, 9 KO). Brytyjczyk coraz śmielej radzi sobie na zawodowych ringach. Wczoraj nie dał najmniejszych szans bardziej doświadczonemu Amerykaninowi. Algieri wylądował na deskach już w 2 rundzie, choć można tu zwalić winę na potknięcie. Kres walki przyszedł pod koniec 4 rundy, kiedy Benn precyzyjnym prawym odciął rywalowi świadomość.

Chwile wcześniej w ringu zaprezentowała się Katie Taylor (20-0, 6 KO). Brytyjka wygrała w dobrym stylu pojedynek z Firuzą Sharipową (14-2, 8 KO) z Kazachstanu. Dla Brytyjki była to kolejna skuteczna obrona czterech pasów mistrzowskich.

Dobrze zaprezentował się również stary znajomy Michała Syrowatki, czyli Robbie Davis jr (22-3, 15 KO). Brytyjczyk szybko rozprawił się z całkiem solidnym Henrym Lundy (31-10-1, 14 KO). Walka zakończyła się już w drugim starciu. Lundy po otrzymaniu mocnego prawego najpierw zatańczył na ringu a w chwilę później, po kolejnym prawym, wyleciał przez liny. Pojedynek zakończył się przez klasyczne KO, natomiast Davies wszedł w posiadanie pasa WBA Continetal w wadze super lekkiej.

Nieco dalej w Jekaterynburgu Dmitri Biwoł (19-0, 11 KO) po raz kolejny skutecznie obronił swój tytuł mistrza WBA wagi półciężkiej. Kazach niespodziewanie gładko wypunktował Umara Salamowa (26-2, 19 KO). Wykorzystując lepszą pracę nóg, pozostawał poza zasięgiem silniejszego rywala, zgarniając rundy i nie pozwalając sobie na tworzenie sytuacji zagrożenia. Salamow nie miał żadnego pomysłu, w jaki sposób dobrać się do rywala. Dopiero w ostatnich rundach, kiedy Kazach zwolnił tempo udało mu się urwać kilka punktów. Ostatecznie po 12 rundach sędziowie zgodnie opowiedzieli się za obrońca tytułu: 118-110, 118-109, 119-109.

Nonito Donaire (42-6, 28 KO) również nie ma zamiaru składać broni i odchodzić na emeryturę. Blisko 40 letni Filipińczyk w świetnym stylu obronił pas WBC wagi koguciej, nokautując w 4 rundzie niepokonanego wcześniej Reymarta Gaballo (24-1, 20 KO).

Wreszcie przenosimy się do Nowego Jorku. Na początek Jarred Anderson (11-0, 11 KO), który miał rozgrzać publiczność przed głównym daniem wieczoru. Rosły Amerykanin miał jednocześnie zmierzyć się z najtrudniejszym rywalem w dotychczasowej karierze Oleksandrem Teslenko (17-2, 13 KO). Ukrainiec szybko zrozumiał, że tej walki nie wygra. Nie był w stanie przełamać przewagi siły Andersona. Wyglądał również jakby przerósł go stres, związany z walką. To wszystko Anderson wykorzystał bezlitośnie i znokautował Ukraińca już w 2 rundzie.

Na sam koniec pojedynek Wasyla Łomaczenki (16-2, 11 KO) z Richardem Commeyem (30-4, 27 KO). Pojedynek można opisać jako teatr jednego aktora. Commey robił co mógł i pokazał kawał charakteru, ale to było za mało, żeby choć nas moment zagrozić świetnie dysponowanemu Łomaczence. Ukrainiec zdeklasował swojego rywala i posłał na deski w 7 rundzie. Statystyki uderzeń również przytłaczają. Łomaczenko wyprowadził 554 uderzenia, z czego aż 248 doszło celu. Commey wyprowadził 614 ciosów, ale zaledwie 74 były celne.

Leave a Reply