Maciej Sulęcki dla wRINGu.net: Chciałbym być gościem, który wykracza poza prawa fizyki

maciej sulęckiZapraszamy do przeczytania wywiadu, jakiego Maciej Sulęcki udzielił redakcji wRingu.net. Nasz najlepszy pięściarz w wadze średniej opowiada o ciężkiej pracy na sali, obozie w Australii, kategorii średniej i życiowej szansie Norberta Dąbrowskiego. Życzymy udanej lektury:

wRINGu.net: „Chcę być najlepszy z najlepszych. Chcę dojść do perfekcji sportowca. Chcę idealnie zadawać lewy prosty, idealnie chodzić na nogach…” Kolega („Janusz” boksu) po obejrzeniu materiału chłopaków z „To Jest Boks” powiedział mi, że co prawda nie bardzo zna tego Sulęckiego, ale jeżeli to nie są puste słowa, to ten chłopak przy odrobinie talentu zszokuje świat. Zasuwasz w zaciszu z myślą o tym, że pracując więcej niż inny możesz namieszać na szczycie średniej?

Maciej Sulęcki: Zdaję sobie sprawę z tego, że tylko ciężką pracą, wytrwałością i determinacją człowiek jest w stanie zdobyć wszystko czego pragnie. Wiem, że przyjdzie taki dzień, kiedy zdobędę szczyt, ale muszę z każdym dniem pracować ciężej i ciężej. Jestem wśród dziesięciu najlepszych pięściarzy kategorii średniej i żeby utrzymać się na topie, to konieczny jest dalszy rozwój, a rozwijasz sie tylko poprzez ciężką pracę.

Powiedziałeś też, że ludzie, którzy mówią, iż perfekcja nie jest możliwa a pewne rzeczy są nie do zrobienia, tylko nakręcają cię do jeszcze większej pracy. Ale jest taka mądra sentencja, ponoć samego Einsteina: „Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić, aż znajduje się taki jeden, który nie wie, że się nie da i on to robi.” – Chcesz być takim właśnie gościem?

Kiedyś w mądrym filmie usłyszałem coś podobnego, że ludzie mówią, że czegoś się nie da zrobić bo sami tego nie potrafią i twierdzą, że nikomu się nie uda, bo jest to bardzo ciężkie do osiągnięcia. Coś w tym jest. Tak, chciałbym być takim gościem, który wykracza poza prawa fizyki (śmiech).

Czytając biografię Tysona, osobiście nie zdawałem sobie sprawy, że przed śmiercią Cusa D’Amato ten chłopak aż tak ciężko pracował, ba, on nie tyle pracował co wręcz harował. Nie denerwuje cię czasami, że kibice i dziennikarze dostrzegają tylko ten ostatni etap – czyli wejście do ringu?

Nie denerwuję mnie to. Dzisiaj mamy inne czasy niż te, kiedy Tyson był na topie. Teraz można pokazać ludziom jak trenujemy, oczywiście w małym procencie poprzez media społecznościowe, ale i tak ludzie nie zobaczą 100% pracy przez nas wykonywanej, bo na sali treningowej odbywa się tylko jej jakaś część. Wielu znajomych mówi mi, że mam zajebiste życie, że też by tak chcieli i że też by tak mogli, ale to jest zwykłe pierdolenie, bo ja jestem jeszcze w drodze na szczyt. 10 lat temu nikt mi nie obiecał, że będę tu gdzie teraz jestem, że będę miał z tego pieniądze, które zapewnią mi normalne życie, a ja przecież podporządkowałem sportowi wszystko. Gdyby nie boks, to pewnie zostałbym z ręką w nocniku. Płynąc po oceanie, dostrzeżesz piękna górę lodową, ale widzisz tylko jej sam wierzchołek. Całej potęgi i ogromu góry nie widać, bo jest pod wodą. Tak samo odbierani są sportowcy przez zwykłych „Januszy”.

Jesteś młodym człowiekiem – najlepsze lata życia spędzasz na sali wylewając pot, zaciskając zęby z bólu, podczas gdy twoi rówieśnicy bawią się i czerpią garściami z życia. Ten fakt cię nakręca, czy czasami wręcz dołuje?

Wiem na co sie pisałem i wiem, że wielu rzeczy muszę sobie odmawiać. Dyskoteki i ostre balety nie są dla mnie, ale przecież też jestem człowiekiem i kiedy mogę oraz kiedy mam na to czas, to pozwolę sobie na małe co nieco (śmiech), ale wiadomo – takich momentów jest bardzo mało. W sobotę rano jestem po treningu, a inni leczą kaca. To jest mój styl życia i nie chcę tego zmieniać, mimo że czasami jest naprawdę ciężko.

Maciek, w tym roku już raczej nie zobaczymy cię w ringu. Masz jakieś informację od promotora, nawet bardzo pobieżne, kiedy wejdziesz do ringu?

Tak, w tym roku już mnie nie zobaczycie w ringu. Póki co, nie mam żadnych konkretów, ale mam nadzieję, że między liny wrócę najpóźniej na początku marca, bo od ostatniej walki już trochę czasu minęło.

Nie tak dawno temu wróciłeś z obozu w Australii u Zaca Dunna (22-0, 18 KO). Co wyniosłeś z tego wyjazdu?

60 rund sparingów z Dunnem i jeszcze kilkoma innymi sparingpartnerami dało mi naprawdę wiele. Mogłem sprawdzić się na tle różnych styli oraz nabrać kolejnego cennego doświadczenia. No i ten wyjazd uświadomił mi, że drzemie we mnie wielki potencjał, który mam nadzieję, w końcu ujrzy światło dziennie, bo ja jeszcze nie pokazałem wszystkiego na co mnie stać.

Pochwalił cię nawet sam Barry Michael, były mistrz świata w super piórkowej. Michael widziałby cię już w starciu o mistrzowski pas. Masz podobne odczucia co były mistrz?

Tak, jestem gotowy na wszystkich zawodników wagi średniej i wiem jak mocna jest ta kategoria. Chyba w tym momencie najmocniejsza ze wszystkich, ale w dupie mam innych i nie przejmuję się tym, kto wejdzie ze mną do ringu. Mogę walczyć z każdym.

Po ostatniej (słabej) walce mistrza WBO Billy’ego Joe Saundersa, na Twitterze wyraziłeś wielką chęć na takie starcie. Ale tak szczerze, to chyba poza dopchaniem się do pozycji oficjalnego pretendenta, ta walka pozostaje tylko w kategoriach chęci.

Chcę z nim walki. On jest mistrzem świata, a na ten moment to jest mój główny cel. Sundersa robię do jednej bramki, ale wiem, że o taką walkę może być bardzo ciężko. Wiadomo, tutaj już zaczyna się praca moich promotorów – żeby do takiej walki czy innej o tytuł szybko mnie doprowadzili. Póki co, wszystko idzie w dobrym kierunku. Jestem w czołówce i powolutku pnę się w górę.

Poza mistrzami w twojej kategorii masz na oku jakiś pięściarzy, z którymi bardzo chciałbyś sprawdzić się w ringu w przyszłym roku?

Tak jak mówię, jest mi wszystko jedno z kim będę walczył. Na pewno nie chcę schodzić z pewnego poziomu, a chcę się piać coraz wyżej. Chcę walk z zawodnikami, którzy przybliżą mnie do walki o pas.

A co z polskim rynkiem – Kamil Szeremeta pnie się coraz wyżej, wszedł nawet do 15. rankingu WBO, w którym i ty jesteś wysoko. Walka Szeremeta-Sulęcki na PBN to walka, która cię interesuje?

Myślę, że walka z Kamilem jest nieunikniona, ale czy teraz to raczej nie. Chyba, że walka miałaby być eliminatorem WBO, wtedy bardzo chętnie.

Poza „Striczem”, widzisz kogoś w średniej, kto mógłby zdetronizować „GGG”? Jacobs, Canelo, Saunders, młody Eubank?

Wiesz co, nie myślałem tymi kategoriami… nie sądzę, żeby Jacobs był zagrożeniem dla „GGG”. On ma straszne luki w obronie i nie jest aż tak dobry jak o nim mówią. Ja będę pierwszy, reszta niech sie przygląda (śmiech).

Maciek, nie sposób nie zapytać o twoją przemianę – pięć ostatnich pojedynków i pięć nokautów (w tym posłałeś na deski takiej klasy gości jak Proksa czy Centeno). W oczach kibiców ewoluowałeś z „waciaka” do „punchera”.  Zastanawia mnie, czy to bardziej rola odblokowania głowy, czy kwestie fizyczne?

Głowa to raz. Dwa to praca, praca i jeszcze raz praca. Kiedy mnie pytano o brak ciosu, to mówiłem, że zacznę nokautować, wystarczyło tylko trochę cierpliwości no i przyszedł taki dzień, że zacząłem słać na deski. Wydaję  mi się, że też dorosłem mentalnie. Jestem innym zawodnikiem. Cały czas staram sie doskonalić moja technikę, zarówno jak jestem w Polsce z Pawłem Kłakiem, czy jak jestem w Stanach z moim pierwszym trenerem Chico Rivasem. Trzeba pracować nad ustawianiem nóg, odpowiednim timingiem i elementami technicznymi. Nie zawsze praca na siłowni pomaga w wypracowaniu mocnego uderzenia. Wystarczająco szybko zrozumiałem, że aby poprawić siłę ciosu, trzeba monotonnie pracować nad doskonaleniem elementów technicznych, a nie przerzucać żelastwo.

Wielka walka z Proksą – wielkie zwycięstwo, kariera miast przyśpieszyć to zwolniła, aż w końcu po niespełna 20 miesiącach wyczekiwane wyzwanie czyli Hugo Centeno Jr – znów wielkie zwycięstwo i… pół roku przestoju. O co tu chodzi?

Tego czasu po walce z Proksą nie nazwałbym przestojem, tylko dostosowaniem się do nowego otoczenia. Zacząłem prace z nowym trenerem, musieliśmy sie poznać, dotrzeć, aż w końcu przyszedł dzień weryfikacji naszej pracy w postaci walki z Centeno i zdaliśmy go celująco. Teraz czas na jeszcze większe wyzwania i wierzę w to, że tak długi przestój, to tylko cisza przed burzą, a następna walka będzie z wielkim nazwiskiem. Wiem, że moi promotorzy robią dobrą robotę, więc jestem spokojny.

Jesteś blisko Norberta Dąbrowskiego. Już za kilka dni czeka na niego Eleider Alvarez vel Apollo Creed, czyli szansa życia, niczym w Rockym. W jakiej formie jest „Noras”? Zaskoczy nas wszystkich?

„Noras” ostatnio bardzo sie poprawił i mocno rozwinął. Zaczął on boksować bardzo mądrze. Widać, że praca z Krzyśkiem Drzazgowskim przynosi pożądane efekty. Alvarez jest bardzo mocny, ale jest też do przejścia. Norbert ma z tyłu głowy, że stoi przed szansą życia, co dodatkowo go jeszcze motywuje. Nie mogę doczekać się tej walki i mocno wierzę w „Norasa”. Wiem, że zaskoczy nie tylko nas, ale i cały świat. Zobaczysz!

Rozmawiał Damian Nejman.

Fot: Maciej Sulęcki/FB

Dodaj komentarz