Maciej Sulęcki: Narodziny gwiazdy

Przyznaję się bez bicia, iż ostatnimi czasy rzadko wstaję w nocy aby oglądać walki. Z reguły wybieram opcję powtórkową. Są jednak takie pojedynki, kiedy grzechem kibica byłoby spać w trakcie ich trwania. Bez wątpienia do takich należało zaliczyć starcie Macieja Sulęckiego z Danielem Jacobsem. Budzik zadzwonił nad ranem. I całe szczęście, bo dzięki temu mogłem być świadkiem najlepszej walki w karierze zawodnika z Warszawy.

Dla większości fanów pięściarstwa w Stanach Zjednoczonych „Striczu” był postacią anonimową. Zapewne wielu z nich liczyło się z łatwą wygraną Jacobsa. Sobotni pojedynek pokazał, jak bardzo się mylili. Maciej dał świetną walkę, był szybki, dobrze poruszał się w ringu, był aktywny i co ważne (z małymi wyjątkami) zachował dyscyplinę taktyczną. Spora w tym zasługa trenera Gmitruka. To wszystko złożyło się na to, że po dwunastu rundach Sulęcki starcie przegrał jednogłośnie na punkty, ale pozostawił po sobie bardzo dobre wrażenie. A pamiętajmy, że mierzył się z jednym z najlepszych zawodników kategorii średniej.

Pojedynku nie punktowałem, a szkoda. Wówczas miałbym lepsze odniesienie do ostatecznego werdyktu. Jednak patrząc na aktywność ringową, jej ogólny przebieg, wydaje mi się że wynik powinien oscylować wokół remisu, z ewentualną wygraną jednego lub drugiego jedną, bądź dwoma rundami. Nie bez znaczenia był nokdaun w ostatnim starciu. Choć nawet i w tej kryzysowej sytuacji „Striczu” świetnie sobie poradził, zaraz po liczeniu próbując bić seriami, nie pozwalając Jacobsowi na wygraną przed czasem. Przy tej okazji należy nadmienić, iż punktacja jednego z sędziów dająca wygraną Danielowi w stosunku 117-110, to kpina, żart, jedno wielkie nieporozumienie.

Maciej udowodnił, że nie rzuca słów na wiatr i do Nowego Jorku pojechał po wygraną. Osobiście wierzyłem, że może być dobrze, głównie z powodu postępów, jakie zrobił przez ostatnie lata. W moim odczuciu przełomowa w jego karierze była potyczka z Proksą, która pokazała jaki drzemie w nim potencjał. Od tamtego czasu było już tylko lepiej, ale bez wątpienia najlepszą walką „Stricza” na zawodowym ringu, była ta z Jacobsem. Ba, zaryzykuję stwierdzenie, że był to jeden z najlepszych pojedynków w historii polskiego boksu zawodowego. Sulęcki wszedł do czołówki wagi średniej i to wszedł „ z buta”. Wywarzył drzwi i powiedział: „Jest tu jakiś cwaniak?”

Oglądając pojedynek z Jacobsem byłem świadkiem narodzin gwiazdy, nie mam co do tego wątpliwości. Maciej ma szansę stać się kolejnym rozpoznawalnym pięściarzem znad Wisły. Jeszcze kilka takich potyczek w Stanach Zjednoczonych, a Amerykanie na pytanie o polskich zawodników jednym tchem wymienią Gołotę, Adamka i Sulęckiego. To, że propozycje takich walk nadejdą wydaje się tylko kwestią czasu. „Striczu” zrobił sobie świetną reklamę, do bólu wykorzystując czas na antenie HBO. Naturalną rzeczą wydaje się, by pojawił się na niej kolejny raz.

Jedynym niebezpieczeństwem jakie widzę, w kontekście świetnej postawy w walce z Danielem, to sytuacja w której czołówka wagi średniej nie będzie chciała walczyć z Maciejem, bojąc się ewentualnej porażki z póki co anonimowym Polakiem. Oczywiście tak czarny scenariusz nie musi mieć miejsca. Sulęcki ma bowiem szansę budowania swojej pozycji za oceanem, by dopiero potem stanąć do walki życia. Suma sumarum, „Striczu” mimo porażki jest w bardzo dobrej sytuacji, a po pojedynku z Jacobsem otwiera się przed nim wiele ciekawych możliwości.

Na koniec mała uwaga dotycząca studia TVP Sport. Prowadzący je redaktor Piotr Sobczyński ewidentnie posiada braki z zakresu znajomości boksu zawodowego. Z jednej strony nie ma się co dziwić, ponieważ Telewizja Polska nie relacjonowała od dłuższego czasu gal tej rangi. Skupiała się ewentualnie na boksie olimpijskim. Z drugiej strony wypadałoby przy tej okazji, aby redaktor nie wyjeżdżał z pomysłami organizacji rewanżu z Jacobsem w Polsce… Tylko ten jeden przykład pokazuje, jak mocno oderwany od bokserskiego rynku jest pan Sobczyński. Ale nic straconego, braki wiedzowe na pewno da się nadrobić. Czego panu Piotrowi oraz TVP serdecznie życzę.

autor: Marek Rugowski

Dodaj komentarz