Mariusz Cendrowski: wiem, że wstanę, to największy cel mojego życia!

Prezentujemy Wam wywiad z Mariuszem Cendrowskim. Mariusz wielokrotnie dawał fanom emocje w swoich walkach, teraz zaś po wypadku toczy bój o powrót do zdrowia. Zapraszamy do zapoznania się z obszerną rozmową dotyczącą boksu, zdrowia, codziennych inspiracji, wierze w Boga.

Jak zaczęła się Twoja przygoda z boksem?

Wszystko zaczęło się od oglądania filmów z Bruce’m Lee. On był moim idolem i tak zaczęły się moje treningi sportów walki. Najpierw było karate, następnie ninjitsu i byłem wtedy w siódmej klasie szkoły podstawowej.Później w końcówce lat 80 bardzo mnie urzekła postać Marka Piotrowskiego, który po Lee został moim następnym idolem. Jestem pod wrażeniem tego co osiągnął, wielki człowiek i fighter. Jest wielką ikoną.  To dzięki Markowi zaczerpnąłem inspiracji, abym teraz sam mógł wracać do zdrowia, wstać i walczyć.

Jakie słowa Marka Piotrowskiego zapamiętałeś najbardziej?

„Każdy z Nas ma jakiś krzyż, i ten krzyż przygniata Cię tylko po to, aby mieć czas na refleksje i na zastanowienie się nad tym co dookoła Twojego życia się toczy” , w tych słowach ujawnia się cała wielkość Marka Piotrowskiego jako człowieka.Apeluje do młodych ludzi, aby brali przykład z Marka Piotrowskiego, nie zapomnieli o Nim, gdyż to nasz najlepszy fighter w historii.On nie skończył kariery i nie pożegnał się z kibicami w ringu, On nadal walczy ze swoim życiem i sam ten krzyż dźwiga. Niesie ten krzyż z wielkim zapałem i miłosierdziem, a ja biorę przykład z Niego!

 Czy to, że trenowałeś sport pomaga Tobie w walce z chorobą?

Jeśli chodzi o mnie, to na słabego nie padło, czuję, że toczę najważniejszą walkę w swoim życiu i to jest dla mnie moja prawdziwa olimpiada.

Czemu akurat boks?

Bunt. Jako młodzieniec nie byłem święty i wiadomo jak w każdym chłopaku miałem w sobie bunt, nie mogłem się wpasować w sporty drużynowe, więc trzeba było zabrać się za sport indywidualny. Kiedy trenowałem kickboxing, czułem że mogłem na sali rozładować całe napięcie, które się we mnie gotowało, a na salkę bokserską poszedłem aby poprawić swoją pracę rąk.W boksie od zawsze były większe przywileje i dofinansowanie i było łatwiej wybić się niż w kickboxingu. Kiedyś praktycznie w każdej kopalni była drużyna bokserska. W pewnym momencie boks stał się dla mnie jak narkotyk.W latach, kiedy Wojtek Bartnik zdobywał medal ja chłonąłem całą tą dyscyplinę i dostrzegałem każdy aspekt jej piękna.Ring mnie przez lata uczył i przygotowywał do tej walki, którą toczę teraz.

Co możesz powiedzieć o Igrzyskach Olimpijskich w Sydney?

Olimpiada mnie przerosła, wydawało mi się, że wygrałem już z tyloma dobrymi pięściarzami, że jadę tam po medal i tylko po medal. W życiu nigdy nie byłem pazerny na pieniądze i sławę, natomiast w sporcie byłem pazerny na sukces.Niestety nie wyszło, ale chciałem osiągnąć więcej.

Jak postrzegasz dzisiejszy świat, dzisiejsze czasy?

Kiedyś wszystko było bardziej namacalne, żywe i pamiętam jak za młodego szło się z kolegami grało w piłkę, a dziś dzieciaki mają tylko komputery i wszystko się dzieje niestety wirtualnie.Dziś często widzę dwoje ludzi, którzy na ławce nie rozmawiają ze sobą, a oboje patrzą się w telefon i niestety w tym kierunku idzie ten świat.Sport może być lekarstwem na to, wtedy młody człowiek zaczyna myśleć, zaczyna dokonywać wyborów.

Jakim własnym cytatem określisz boks i chodzi mi o pojęcie filozoficzne?

Boks to życie, życie to boks!

W życiu każdy ma jakąś walkę, możesz mieć wielu przyjaciół i myślisz, że jesteś wspaniały, ale w ringu jesteś sam i musisz sam pokonać przeciwności losu.Byłem kiedyś łobuzem, ale zawsze starałem się stać w obronie słabszych, tych którzy mieli większe problemy. Ludzie chcieli mnie znać jako chłopaka, który uprawia sport, jest mistrzem Polski i nie traktowali mnie jako kolegi, ale jako boksera i to również powodowało we mnie bunt.

Jak reagowałeś na porażki ringowe?

Oddałem całe życie temu tej dyscyplinie sportu, i ze łzami w oczu schodziłem z ringu, kiedy przegrywałem. Porażka, to również lekcja życia, gdyż jeśli nie napotkasz się w życiu na rozczarowania, na złamane serce i na przeciwieństwa losu, to życie nie ma sensu. Mocniejsze wtedy będzie się rozwijać i tutaj wychodzi cała prawda o każdym z nas.

Polacy to wojownicy?

Postawę wojowniczą mamy we krwi z dziada, pradziada! Nasz naród przetrwał zabory, obie wojny światowe, reżim komunistyczny. Przeżyliśmy 200 lat niewoli wspólnie walcząc. Pomimo tylu przeciwności losu, dalej jesteśmy sobą, dalej jesteśmy narodem, jesteśmy silni i jestem dumny, że jestem Polakiem, dumny że się tutaj urodziłem.

Dzięki boksowi byłem prawie na wszystkich kontynentach świata ( nie byłem na Antarktydzie ), ale Polskę zawsze bardzo kochałem i z radością tutaj wracałem.Polska się rozwija, jest ciężko, system jest zły ale ludzie się budzą i widać to w wielu dziedzinach życia.

Jaki krzyż musisz nosić na co dzień?

Jeżdżę na wózku inwalidzkim, miałem wypadek i oczywiście nie mam do nikogo pretensji, wiem że nic się nie dzieje bez przyczyny.Przez to, że moją miłością stał się boks, każdy kto kocha boks jest moim przyjacielem.

Nadal jestem pazerny na sukces i mnie nie interesuje to co mówią lekarze, wózek inwalidzki, medycyna na pewne pytanie nie potrafi odpowiedzieć. Zamknąłem się teraz w sobie, tak jak kiedyś podczas przygotowań do walki i teraz też muszę być egoistą i tylko ja wiem co teraz naprawdę przechodzę. Ja wiem, że ja wstanę! To jest największy cel mojego życia. To jest kwestia czasu i ja wiem, że wygram tą walkę.

Jeszcze maraton przebiegnę i stoczę walkę w ringu, trzeba w to wierzyć! Jak wierzysz, to góry będziesz przenosił.

Kim jest dla Ciebie Bóg?

M: Ja nie potrafię tak jak Tomek Adamek głośno manifestować swojej wiary, gdyż to jest góral, a oni tacy są, ja uważam że Boga ma się w sercu.Ludzie modlili się za mnie, różne wspólnoty się do mnie odzywają, ale Bóg jest jeden, nie dzieli i łączy, wierzę w życie wieczne, ale po drugiej stronie nie będzie walk religii i każda będzie po jednej stronie i nie będzie podziału na chrześcijan, muzułmanów czy buddystów.To Bóg daje mi siłę i energię, On nam dał wszystko, a my sami się zabijamy.

Chcesz stać się dla ludzi inspiracją?

To jest niesamowite, że wiele osób wspiera mnie, nie odwróciło się ode mnie i jest ze mną w trudnych momentach i są nie tylko wtedy, kiedy zdobywałem mistrzostwo Polski. Wstanę dla Nich!

Obserwując jak ludzie cierpią w szpitalach na udary czy inne choroby, chce im się pomóc i nawiązując do tego spotkałem kiedyś w szpitalu młodego chłopaka, który nie wytrzymał swojego wypadku i się poddał, lekarze byli bezradni a on nie chciał brać lekarstw. Porozmawiałem z Nim, pokazałem mu filmy ze swoich rehabilitacji, kiedy ciężko tam trenowałem wiele godzin. Ten chłopak dostał na nowo siłę i petardę żeby walczyć o siebie. Ten chłopak zalicza progres i może dlatego to wszystko się stało, że miałem tam być i mu pomóc? Lekarze nie dawali mu szans, a on się podniósł, a tego nie kupi się za żadne pieniądze.

To ludzie dali mi siły abym się teraz nie poddał. Medycyna jest bardzo droga i sam z pewnością nie dałbym rady, ludzie nie pozwalają Ci się poddać i z tego wypływa niesamowita energia. Kiedyś łatwo nie było, kiedy odnosiłem sukcesy, ludzie nawet używali mojego nazwiska aby postraszyć kogoś aby uciekał z danego miejsca.

Myślisz, że ktoś zna boks od A do Z?

Boks, to studnia bez dna i jeśli ktoś powie, że zna boks od A do Z, to nie zna się na boksie, gdyż zawsze jakiś ruch można zrobić lepiej, poszerzać można swoją wiedzę, jeszcze nie spotkałem się z określeniem, że ktoś o sobie mówił, że zna boks od A do Z i jest taki fenomenalny.Fakt jest taki, że im więcej czasu i serca oddasz tej dyscyplinie, to ona odda Ci to i zrekompensuje.

Czym zajmuje się Twoja fundacja, którą założyłeś, czy szkolicie jakiś młodych bokserów, czy bardziej pomagacie młodzieży podnieść się z trudnych sytuacji życiowych?

Fundacja powstała na bazie mojego klubu bokserskiego Red Corner w 2008 roku. Chce pomóc w ludziom w resocjalizacji, robić coś od serca, a nie dla pieniędzy. Fundacja to jest moja dusza. Mamy tworzyć zespół ludzi, musimy szkolić młodzież, integrować. Pomysłów jest wiele, ale na wszystko potrzebne są środki pieniężne, gdybym zarobił tyle co Tyson to z pewnością zrobilibyśmy więcej, ale pieniądze to nie wszystko, teraz ich nie mam ale to ludzie mi pomagają i robią wszystko abym mógł chodzić na rehabilitacje.  Fundacja Blue Corner, ma przede wszystkim pomagać ludziom i to jest główne założenie.

Dużą rolę w dzisiejszym boksie odgrywa biznes i pieniądze?

Oczywiście i to jest duży minus, mnie interesował sport i oczywiście to, aby jak najwięcej osób wstało z miejsc na moich walkach, ale w mojej karierze nie umiałem politykować i nie myślałem o tym. To jak światem sportu rządzi pieniądz, pokazuje transfer Neymara do PSG opiewający na kwotę prawie ćwierć miliarda euro. Na mojej drodze stanęło wielu biznesmenów, którzy są niezależni finansowo i opowiadali ile oni nie mają majątku, ale oni nie doznawali pełni szczęścia. Tacy ludzie na pytanie, kiedy ostatnio byli na wczasach mówią, że byli na weekend na rybach jedynie.

To pokazuje, że są niewolnikami pieniądza, ciągle musisz odbierać telefony i załatwiać różne sprawy, a nie ma czasu dla siebie, na refleksje i odpoczynek. Ci ludzie nie są szczęśliwi i wpadli w niesamowitą niewolę.

Widzisz zagrożenie dla boksu ze strony nacierającej fali MMA, które ostatnio powoli staje się popularniejsze?

Polska była jest i będzie, próbowano ją wytępić przez lata, ale się nie udało i z boksem jest tak samo. To dyscyplina sportowa, która istnieje od starożytności i nic nie jest w stanie jej zniszczyć.

Masz kontakt z kimś ze świata boksu?

Utrzymuje stały kontakt z Tomkiem Adamkiem, ja mu bardzo kibicuje i teraz stoczy ciężki pojedynek w USA z Millerem. On wierzy, że jeszcze będzie mistrzem świata, on się Boga nie wstydzi i wiele osób mu to zarzuca. Tomek, to jest pokolenie nie wstydzące się wiary wyniesionej z domu.

Razem trenowaliśmy, skorzystał później z tego, że poszedł szybciej na zawodowstwo niż ja. Ja wolałem jechać na Igrzyska Olimpijskiego Sydney. Tomek przeszedł przez swoją karierę po góralsku, za dudkami, ale dał ludziom wiele emocji, radości i wrażeń a tego nikt nie jest w stanie mu zabrać, a jeszcze ma coś do zrobienia. Modlę się tylko o to, aby Tomek w przyszłości nie zapłacił zdrowiem za próbę podboju wagi ciężkiej. Tomek nie boi się nikogo, nawet Joshuy czy Wildera, on się boi tylko Boga i na tym polega prawdziwa wiara.  Tutaj nie chodzi o pieniądze, gdyż Tomek już swoje zarobił.

Czego zabrakło Tobie w karierze bokserskiej?

Zrozumienia ze strony promotorów i czasu na przygotowanie się do moich walk. Zazwyczaj byłem kapitanem swojego okrętu, więc wszystko sam organizowałem i promotorzy nie chcieli mnie bo byłem trudny i za bardzo chciałem. Jeśli mi po 2 letniej, czy rocznej przerwie na pojedynek 12 – rundowy, dawano tylko 3 tygodnie na obóz przygotowawczy, to siłą rzeczy nie szło dobrze przygotować się do tych pojedynków.

Brałem takie walki, bo miałem rodzinę i potrzebowałem pieniędzy, mimo wszystko potrafiłem wtedy wyciągnąć 4-5 rund na swoją stronę, gdzie jechałem walczyć na teren przeciwnika.

Kwalifikacje olimpijską zdobyłem od razu kosząc przyszłych 5 mistrzów świata i tam jechałem po medal, ale tam popadłem w chaos wkradło się coś co nie powinno się wkraść i przerosło mnie to.

Jakich mistrzów świata miałeś okazję poznać i trenowałeś z nimi?

Miałem okazję trenować z wielką ikoną i wojownikiem, nieżyjącym już Arturo Gattim, zaprosił mnie na sparingi i nawet boksowałem u niego na gali. Było to niesamowite przeżycie. Wielkim zaszczytem było razem trenować i wystarczy obejrzeć sobie jego walki, aby dostrzec jakie miał serce do walki.

Sparowałem też a Arthurem Abrahamem, Felixem Sturmem i Giennadijem Gołowkinem.

Kiedy Sturm, czy Sebastian Sylvester zaczęli ze mną przegrywać na sparingach, przestali mnie zapraszać.

Giennadij brał mnie na wiele swoich przygotowań, abym mu pomagał. Nikt do niego nie chciał przyjeżdżać, każdy przyjeżdżał i szybko stamtąd chciał uciekać. Zaprzyjaźniliśmy się, kiedyś zaprosił mnie na urodziny do siebie w Niemczech i spędziliśmy dużo czasu. On boksuje od 6 roku życia i dużo mnie on nauczył. Mieliśmy do siebie szacunek, kiedyś nawet musiał przesunąć walkę bo trafiłem go mocno w żebra. To jest wielkość w ringu, że nabierasz szacunku. Gołowkin wchodząc na sparing chciał mnie znokautować, ale nie udało mu się to.

Przez pewien etap mojej kariery, kiedy miałem problem ze znalezieniem walk zarabiałem na sparing partnerstwie, jeździłem często do Giennadija.

Mówiłem mu kiedyś, że zdobędzie świat i będzie wielkim mistrzem, było to widać od razu.

Z czego czerpałeś sporo radości?

Było mi bardzo miło, kiedy leżałem w szpitalu, a ludzie nie zostawili mnie samego, nie odwrócili się ode mnie. Do mojego łóżka przychodziły wręcz pielgrzymki, a wtedy uwierzyłem, że nigdy mnie nikt nie opuści i dostałem drugie życie. Oni mnie nie zostawili i dla nich wszystkich muszę wstać i walczyć. Taki Marek Piotrowski, też nigdy nie prosił nikogo o pomoc i czuł, że jego życie jest walką.On nie ma dziś pretensji, że dziś więcej młodych ludzi zna Marcina Najmana niż jego, 9 krotnego mistrza świata w kickboxingu. Marek Piotrowski otrzymywał wiele propozycji castingów i tak dalej, ale wybrał trening ponad rozgłos i zamiast na castingi chodził na treningi. On tak ciężko trenował, że zajechał swój organizm i teraz płaci za to zdrowiem. Lekarze do dzisiaj nie wiedzą na co cierpi. Dziś Maruś mieszka ze swoją szczęśliwą rodziną, jest bardzo zżyty ze swoją mamą.

Widzisz prospektów w polskim boksie, jakiś młodych chłopaków, którzy mogą zdobyć mistrzostwo świata?

Ciężko mi się wypowiedzieć. Jestem zapraszany na gale bokserskie organizowane przez Mateusza Bork, nasza publiczna TV weszła w boks i to z pewnością pomoże naszym adeptom, materiału mamy bardzo dużo tylko pytanie co będzie z tym dalej. Polski boks wygląda źle przez to, że biznes wszedł ponad sport. Najważniejsze, aby zająć się młodzieżą, nie będę wymieniał nazwisk, gdyż nie śledzę aż tak dzisiejszej sceny boksu. Kiedy oglądam walki widzę, że ten chłopak ma potencjał i może być wielkim pięściarzem, ale nie chce pochłaniać swojej energii na spory co do tego, który pięściarz czy trener jest lepszy. Polska szkoła boksu jest niesamowita i naprawdę mamy niesamowity potencjał, trzeba go tylko umiejętnie wykorzystać.

Dziękuję Tobie bardzo za rozmowę z pewnością wielu ludzi zaczerpnie z Twoich wypowiedzi sporo inspiracji, a fani boksu dowiedzą się kilku nowych ciekawostek.

Również dziękuję bardzo za przeprowadzony wywiad i pozdrawiam wszystkich czytających.

Rozmawiał: Radosław Laudański/wringu.net

Dodaj komentarz