Niesamowity Master. To on był gwiazdą PBN w Częstochowie

Przed walką rewanżową Masternak – Kalenga miałem spore obawy. Pamiętałem pierwszy pojedynek, myślałem o przestojach Mateusza w walce z Siłłachem, a także obawiałem się braku Andrzeja Gmitruka w narożniku naszego zawodnika. Liczyłem jednak, że dzięki lepszym umiejętnościom pokona Kongijczyka po twardym boju. Jednak to, co zobaczyłem w ringu przeszło moje wszelkie oczekiwania.

Master – pseudonim pięściarza idealnie oddaje to, co zaprezentował. Jego rywal w ringu nie mógł zaprezentować swoich argumentów. Początek spokojny, inicjatywa Kalengi, jednak jego ciosy trafiały na blok, bądź też szarpały powietrze. Z każdą rundą Mateusz przyspieszał. Świetnie pracował jego „jab”. Nie był już tak robotyczny, jaki stał się po treningach w grupie Sauerlanda. Był ten charakterystyczny luz w biciu, który mają zawodnicy trenowani przez Andrzeja Gmitruka. Lewe proste wchodziły jak w masło, coraz bardziej uszkadzając zdesperowanego Kalengę. Nie dziwię się, że Kongijczyk nie wyszedł do siódmej rundy. Zbierał solidny łomot i wiedział, że w kolejnym starciu może już oglądać halę z perspektywy desek. Nikt go nigdy tak nie upokorzył.

Był to rewanż idealny, po którym Mateusz zapowiedział, że jest gotowy na walkę o mistrzostwo świata. I po tym, co wczoraj zobaczyłem, jestem pewien, że Master nie rzuca słów na wiatr. Po finale WBSS zapewne pasy zwolnią się. Zwycięzca ruszy do wagi ciężkiej. W tym rozdaniu widzę dużą szansę dla Mateusza. Dzisiaj jednak biję mu brawo i gratuluję wczorajszego wspaniałego występu.

Dodaj komentarz