Opinia po Nysie: Gorzej już być nie może

Nie byłem w stanie napisać nic o tej gali wcześniej. Musiałem to wszystko przemyśleć,  nie spodziewałem się co prawda więcej. Ale do licha! Miałem, pewne nadzieje. Teoretycznie powinienem być szczęśliwy. Na sześć walk, cztery zakończyły się szybkimi wygranymi Polaków przed czasem. Ale Ci rywale,  no właśnie. To była noc imienia Laszlo Fekete.

Fekete x 5. Gdyby te wygrane odbyły się w innych warunkach. Gdyby rywale Polaków to była jakaś tam powiedzmy, pierwsza czterdziestka ich kategorii. Bym był z nich dumny, a tak szkoda mi ich. Szkoda ich mimo, że wygrali. Co tu się rozpisywać. Rywal Przemka Zyśka, Kewin Ongenae – 551 miejsce BoxRec. Powiedzmy, że dobry sparing przed publicznością na przetarcie po kontuzji. To jeszcze usprawiedliwiam.

W kolejnym pojedynku niepokonany Łukasz Różański zmierzył się z Węgrem Andrasem Csomorem. Polak w poprzedniej walce  pokonał bardzo szybko Alberta Sosnowskiego. Albert z kolei w 2016 roku w drugiej rundzie zafundował KO Csomorowi. Po co więc ta walka? Takie rzeczy tylko w Polsce. Zamiast iść do przodu, dostajesz gościa dwie klasy gorszego niż twój ostatni rywal. Łukasz celuje w Zimnocha, może wtedy doczekamy się emocji. W końcu Zimnoch to kilka klas wyżej niż Węgier. Zresztą podobnie  jak większość polskich ciężkich, na czele z Włodzimierzem Letrem.

Kolejne starcie, Pawła Stępnia z Bensonem Mwakyembe najlepiej podsumował Pan Andrzej Kostyra, ja nic dodawać nie będę – Mwakyembe przeleciał połowę świata po to, żeby dostać jeden cios i paść. Ciekawe czy chociaż kasa się zgadzała.

Krzysztof Włodarczyk – Adam Gadajew. Bardzo słaby rywal „Diablo”, a do tego – bez ambicji i chęci walki. Do jasnej … Czy dla byłego czempiona, pięściarza, który dopiero co walczył w  turnieju WBSS nie można było znaleźć kogoś na poziomie? Pan Gadajew stwierdził, że mu się nie chce ,boli go bark, bierze wypłatę i jedzie zwiedzać, bo w poniedziałek do pracy. Ale nie to jest najgorsze. Były czempion IBF i WBC wypadł słabo, bardzo słabo na tle rywala bez umiejętności i ambicji. Panowie promotorzy – nie pompujmy już tego balonika. Dawać Krzyśkowi wypłatę za Mastera czy „Szpilkę” i kończyć to. Bo szkoda, żeby pięściarz, którego bardzo szanuję, były dwukrotny mistrz świata brał udział w takich cyrkach. Panie Krzysztofie, niech Pan znajdzie motywacje, albo nie robi krzywdy sobie i nam. Fanom którzy kiedyś byli potwornie dumni z Pana walk. Dziś pytają tylko – Gdzie ten Diablo, którego podziwialiśmy?

Na koniec wisienka i truskawka na torcie. Walka wieczoru, najlepsza walka gali. Jedyna, która mogła się podobać. Rywal Krzysztofa Głowackiego, Siergiej Radczenko naprawdę dał z siebie wszystko. Przyjechał wygrać, nie tylko po wypłatę. Efekt był tego taki, że w piątej rundzie „Główka” był na granicy nokautu. Ostatecznie Polak wygrał decyzją sędziów 3 x 77:74. Wygrana zasłużona, ale ja nie jestem zadowolony. Jak dla mnie człowiek, który chce rewanżu z Aleksandrem Usykiem, walk z czołówką wagi junior ciężkiej takiego Radczenko powinien kończyć w pierwszej, może drugiej rundzie. Mam nadzieję, że to jedynie brak motywacji i w chwili walk o czempionat Krzysiek wzniesie się dwie klasy wyżej. Bo tyle trzeba, żeby pokonać któregokolwiek z półfinalistów WBSS.

Najgorsze jest to, że ta gala pokazała na jakim poziomie jest Polski boks. Gorzej być nie może, w końcu ten naród wydał na świat takich ludzi jak Jerzy Kulej, Tadeusz Pietrzykowski, Zbigniew Pietrzykowski czy Andrzej Gołota i Tomasz Adamek. Czy naprawdę dziś nas nie stać na czołówkę? Ostatnia nadzieja mimo słabej walki w „Główce” i Maćku Sulęckim, przed którym największe wyzwanie w karierze.

Autor: Kamil Janczarek

Dodaj komentarz