Osiem argumentów Diablo

Wielki faworyt tego starcia jest znany od samego początku, jednak mimo kilku ostatnich słabych walk (a nawet lat!) i końcowej fazy kariery (36 lat na karku) Włodarczyk ma kilka mocnych argumentów, dzięki którym wiara w jego zwycięstwo nijak ma się do wiary w czystość kolejnych rywali Deontaya Wildera. Mówiąc po ludzku – wiara w zwycięstwo Polaka to nie tylko sprawa serca, ale także cząstki rozumu, która zdołała wygenerować aż osiem powodów, dzięki którym Polak ma szansę znaleźć się w gronie półfinalistów WBSS.

  1. Cios – a dokładniej jego siła. W walkach, w których prawdziwi puncherzy (jak Diablo) są skazywani na porażkę, faworyt do ostatniej sekundy musi być czujny i trzymać ręce przy brodzie. Tym samy do ostatniego gongu tli się nadzieja u kibiców owego punchera. Wystarczy przypomnieć sobie ten lewy sierpowy, jab, prawy krzyżowy, te króciutkie ciosy w klinczu etc. etc. Wielu pięściarzy zdążyło przejechać się na sile ciosu Polaka (vide Green, Czakijew itd.).
  2. Luki w obronie – oczywiście mowa o lukach Rosjanina. Gasijew to typowy uczeń Abela Sancheza, czyli ofensywna maszyna nie znająca zacięć. Zaś ta mniej widowiska strona – defensywa – już trochę kuleje. Rosjanin posiada luki w arsenale obronnym, co jest wielką szansą dla „Diablo”. Jak każdy typowy Rosjanin, Gasijew ma twardą głowę (if you know what I mean) i nie przewróci się po byle ciosie, ale za to Diabełek też potrafi wyprowadzić coś więcej niż przeciętny cios, a o miejsce na ulokowanie nie powinno być piekielnie trudno.
  3. Doświadczenie – jeżeli zestawimy wiek obu pięściarzy, a tym samym ilość walk (zwłaszcza mistrzowskich), ringowy spryt, ilość przeboksowanych rund, to ewidentnie Polak powinien górować w doświadczeniu nad mistrzem. 24-letni „Iron” na najwyższym poziomie walczył jak na razie tylko raz (co prawda zdając test choć nie bez problemów). Pozostaje tylko pytanie – czy „Diablo” będzie w stanie odpowiednio wykorzystać swój atut?
  4. Ostatnia szansa – Jeżeli Polak przegra, zwłaszcza w słabym stylu, czyli zostanie zwyczajnie rozbity przez młodzika, to najwyższy czas pakować kredki (mistrzowskie aspiracje) i byłemu mistrzowi pozostanie jedynie nabicie dogodnej emerytury, przede wszystkim dzięki polsko-polskim walkom (któż by nie chciał zobaczyć Włodarczyka w starciu ze Szpilką, Adamkiem, Masternakiem, Cieślakiem etc.). Jednak paradoksalnie, Diablo lubi walczyć pod ścianą, zarówno finansową (a zarobi blisko 1,5 mln zł) jak i sportową (po raz trzeci zostałby mistrzem świata i tym samym dokonał czegoś, czego jak dotąd nie udało się dokonać nikomu na polskim podwórku) i może zmotywuje go to do wykrzesania z siebie czegoś więcej niż w ostatnich walkach.
  5. Obóz – bardzo wczesny wyjazd do USA z dodatkowymi sparingpartnerami, równa się brakiem kłopotów z aklimatyzacją i świadczy o tym, iż „Diablo” bardzo poważnie wziął sobie do serca to starcie. Na domiar, zza kulis dochodzą słuchy, iż Diabeł trenuje jak za dawnych lat, stroniąc od dziwnych perypetii na rzecz ciszy i spokoju, a zwłaszcza sumiennie wylewanego potu na sali.
  6. Brak presji – jedna z nielicznych walk w karierze Polaka, w której nie jest faworytem i cała presja spoczywa na mistrzu. Włodarczyk startuje z pozycji: „nie mam nic do stracenia, a wszystko do zyskania” i to może wreszcie odblokować niezbyt mocną głowę Diablo. Wówczas luz w czaszce przełożyłby się na luz w ringu i może wreszcie obejrzelibyśmy Polaka mniej sztywnego i zadającego więcej ciosów, a bić przecież potrafi jak mało kto!
  7. Newark – za plecami Diabełka będzie spora grupa polskich kibiców, na dodatek będzie on miał wsparcie polskich kolegów, którzy (oby zwycięsko) poprzedzą jego bój i dodadzą mu dodatkowej motywacji. Można rzec, iż Diablo będzie walczył na swoim podwórku.
  8. Styl – Gasijew to nie tancerz i wirtuoz pokroju Usyka czy Drozda, ale T-34, który ruszy na Polaka, aby go zmieść, zaś jakiekolwiek branie jeńców nie wchodzi w grę. Abel Sanchez już dawno temu wymontował z tej rosyjskiej maszyny wsteczny bieg, co paradoksalnie nie powinno przeszkadzać Włodarczykowi, który niezbyt dobrze czuł się z lotnymi zawodnikami i zawsze wolał „bitników”, którym miał okazję zgasić światło. Daj Boże i tym razem!

Dodaj komentarz