Parker obronił pas, ale nie dopadł zajączka

Mimo, że we wczorajszej walce o pas WBO w wadze ciężkiej nie walczył Rosjanin, nasuwa się na myśl bajka Wilk i Zając. Właściwie tak w skrócie można podsumować obronę tytuły przez Josepha Parkera (24-0, 18 KO) w walce z Hughim Fury (20-1, 10 KO)- wilk ganiał zajączka, ale go nie dopadł.  Oczywiście wilkiem był czempion, który podobnie jak bohater wspominanej bajki był momentami głupkowaty i bezradny, choć oczywiście miał przebłyski.  Młodszy z kuzynów Fury, mimo że miał słabsze momenty, walczył cwanie i mądrze. Czy jednak można mówić, że punktacja 118:110 na korzyść czempiona to wałek? Na to pytanie spróbuje odpowiedzieć.

Pojedynek tak jak przewidywałem od początku, zaczął się na korzyść szybszego i wyższego Fury’ego, który w swoim narożniku miał Petera Fury. Parker co prawda w pierwszej rundzie był agresywniejszy, jednak od drugiej swój styl narzucił Anglik. Przez całą drugą i trzecią rundę Nowozelandczyk ganiał za pretendentem, ten jednak skutecznie uciekał i kontrował na dystans prostymi. Ze strony Parkera wrażenie mogły robić uderzenia bite na korpus. Czwarta runda to pokaz umiejętności młodszego z Furych. Podobać mógł się zwłaszcza moment, kiedy pretendent zrobił unik przed sierpem mistrza i skontrował soczystym podbródkowym. Parker potwierdził, że ma nie tylko betonowe nogi, ale i szczękę.  Ta runda była jedną z nielicznych, które w tym starciu mogła się podobać, Anglik świetnie balansował na linach i chodził na nogach.

W piątym starciu Hughie zmienił pozycję na mańkuta, jak się okazało nie był to dobry pomysł. Parker wykorzystał zmianę pozycji i zapędził kilka razy pretendenta do narożnika, gdzie atakował seriami. W szóstej Anglik wrócił do taktyki, która dała mu przewagę w  czwartej rundzie, ponownie trzymał na dystans czempiona, odpowiadając kilkoma ciekawymi uderzeniami z kontry. Dzięki temu wygrał tę rundę i siódmą. Większość uderzeń Parkera była niecelna i pruła powietrze. Nowozelandczyka bez wątpienia dopadał frustracja, w ósmej rundzie zaczął bardziej niż wilka z rosyjskiej bajki przypominać byka z korridy. W sowich szarżach był jednak mało skuteczny, przy czym odsłaniając się przyjmował mnóstwo ciosów. Kolejna runda, w której Parker udowodnił, że potrafi przyjąć soczystą bombę, mimo, że Anglik nie jest mega punczerem jego trafione w punkt ciosy niejednego by wyrwały z butów. Dziewiąta runda to kontynuacja  szarży, Parker nadal więcej przyjmował na głowę, niż oddawał. Widać jednak było, że jego ciosy robią większe wrażenie na rywalu, niż te które on otrzymywał. Fury jednak przetrzymał te uderzenia i w dziesiątym starciu znów punktował atakującego trochę bez pomysłu mistrza.

Jedenasta runda to kontynuacja ucieczki przez pretendenta i delikatne pykanie z dystansu, w końcówce Parker jednak złapał Fury’ego mocnym uderzeniem, ten jednak wszedł w klincz i dotrwał do gongu.  Do dwunastego starcia czempion wyszedł mocno nabuzowany, widać było, że chce skończyć walkę przed czasem. Dwukrotnie trafił prawym sierpowym, nie potrafił jednak ponowić akcji i Fury sprytnie dotrwał do końca walki.Po ostatnim gongu obydwaj podnieśli tryumfalnie ręce w górę.

Sędziowie punktowali 114:114 i dwa raz 118:110(!) na korzyść obrońcy tytułu. Nie wiem jak to się stało, może oglądali inną walkę. Rzadko się zdarza, żeby pięściarz został oszukany na swoim terenie. Ja jednak ni jak nie mogę się dopatrzeć tak wysokiej wygranej Parkera! Prawdę mówiąc, w ogóle nie mogę się dopatrzeć jego wygranej. W moim odczuciu 116:112 wygrał Hughie Fury, może mógłbym się przychylić do mocno naciąganego remisu, ale wygrana Nowozelandczyka i to tak wysoka? Kiedyś mówiło się, że pretendent musi wygrać zdecydowanie (KO), wydawało się, że te chore czasy i myślenie wpajane przez krętaczy promotorów, przez które został oszukany między innymi nasz Andrzej Gołota dawno się skończyły. Czyżby jednak nie? Nie jestem fanem pięściarzy uciekających, dlatego nie uważam, że Ward wygrał pierwszą walkę z Kowaliowem, czy Canelo zasłużył na punktowanie remisu z GGG. W tym przypadku nie uważam jednak, że idący do przodu, ale prujący powietrze Parker, pokonał trafiającego dużo częściej z kontry Fury’ego. Wilk pokonał zająca mimo, że go nie dopadał. Jak to się stało? Ja nie jestem w stanie odpowiedzieć.

Czy Hughie Fury ma jeszcze szanse na pas? Jest młody, nie ma wielkiego doświadczenia więc może kiedy je nabędzie, w przyszłość uda mu się zrobić niespodziane na miarę tej jaką zafundował nam jego kuzyn Tyson pokonując Władimira Kliczkę. Myślę, że w rewanżu pewnie wypunktowałby Nowozelandczyka. Co do wciąż aktualnego czempiona WBO, Parker nie ma nóg i szybkości, ma szczękę i charakter. Mimo jednak również młodego wieku, moim zdaniem nie zrobi postępu i w konfrontacji z Wilderem lub Joshuą nie ma szans. Jeśli chce utrzymać pas, musi unikać więc pojedynku z nimi, wtedy jednak stanie się papierowym mistrzem, a pas WBO paskiem od spodni.

 

Dodaj komentarz