Pierwsza obrona Wildera. Godna mistrza wagi ciężkiej?

Deontay-WilderJuż w sobotę do pierwszej obrony mistrzowskiego pasa wagi ciężkiej stanie Deontay Wilder. Niestety, wbrew oczekiwaniom kibiców naprzeciwko niego nie stanie godny pretendent, który wynikami i umiejętnościami mógłby nadać odpowiedniego prestiżu temu pojedynkowi. Amerykanin zmierzy się z Ericiem Moliną, zawodnikiem co najwyżej solidnym, znanym w świecie boksu głównie z błyskawicznej porażki z Chrisem Arreolą.

Oczywistym było, że team Wildera nie rzuci się z motyką na słońce i nie zaproponuje walki Władimirowi Kliczce, królowi ciężkiej dywizji, jednak ranking WBC roi się od pretendentów, którzy z pewnością daliby z Wilderem dobrą walkę. Głazkow, Browne, Jennings to zawodnicy, którzy z pewnością zasługują na szansę. Nie będzie ryzykownym stwierdzenie, że Erica Molinę szybko odprawiłby chociażby Artur Szpilka, zawodnik budujący swoją karierę i nie posiadający mistrzowskiego pasa. Molina po prostu nie jest i nie będzie zawodnikiem poziomu mistrzowskiego. Wielce prawdopodobnym jest rozwiązanie, w którym Deontay Wilder nokautuje swego rywala już w pierwszym starciu, wyzywa do walki mistrzów, po czym… omijając ustalenia federacji zechce zakontraktować niezbyt mocnego rywala. Pytanie brzmi: Po co?

Amerykanie czekali na mistrza świata królewskiej dywizji od czasu Shannona Briggsa. Pięściarze typowani na zdobywców pasa nie spełniali pokładanych nadziei. Z pewnością USA ma głód posiadania mistrza jak najdłużej, ale także toczenia przez niego efektownych walk. Wielu ekspertów twierdzi, że Wilder nie posiada jeszcze dużego doświadczenia, że potrzebuje „obicia się” na szczycie, by toczyć walki z najlepszymi. Jest to oczywiście argument, nie zapominajmy jednak, że pas WBC zobowiązuje. To niezwykle prestiżowe trofeum, które jeszcze nie tak dawno dzierżył Witalij Kliczko, który nie bał się wyzwań i jako nieopierzony jeszcze zawodnik wyszedł dać wojnę Lennoxowi Lewisowi. Tytuł „mistrz świata” w dzisiejszych realiach ma oznaczać co najmniej zawodnika ze ścisłej czołówki, to nie czas na zbierania doświadczeń na Molinach tego świata.

Na szczęście wydaje się, że rozwiązanie sytuacji jest już bardzo blisko. W kolejce czeka Aleksander Powietkin, za którym stoją ogromne pieniądze rosyjskich oligarchów. Team Rosjanina z pewnością nie pozwoli, by ich zawodnik był traktowany po macoszemu a walka miałaby być oddalana w nieskończoność. Jest to sytuacja ze wszech miar dobra, jeśli Wilder pokona Powietkina, z pewnością utwierdzi świat w wierze w jego możliwości sam zaś ( a właściwie jego team) będzie dobierał mocnych pretendentów, nie obawiając się ryzyka. Zwycięstwo Powietkina – pas w Europie i łatwiejsza unifikacja. Sytuacja win – win.

Najpierw jednak Wilder znokautuje Molinę. Szybko i efektownie.

Leave a Reply