Pindera: Całkiem dobra zmiana

Na pytanie, czy Łukasz Janik, który na PBN 7 walczyć będzie z Adamem Balskim w zastępstwie Vikapity Meroro dostarczy więcej emocji, odpowiedź poznamy 24 czerwca w gdańskiej ERGO ARENIE.

Oczywiście nigdy nie dowiemy się jak wyglądałby pojedynek Balskiego z Namibijczykiem, więc nie ma sensu się nad tym zastanawiać, ale wygląda na to, że ta nieoczekiwana zmiana może wszystkim wyjść na dobre, a widowisko tylko na tym zyskać.

Życie czasami płata niespodzianki, i tak właśnie było w tym przypadku. Warto przypomnieć, że Meroro (28-6, 14 KO) miał być rywalem naszego ostatniego mistrza świata, Krzysztofa „Główki” Głowackiego na gali w Legionowie, a później przyjął propozycję Mateusza Borka, by  walczyć z Adamem Balskim (8-0, 6 KO) na Polsat Boxing Night 7. Dziś już wiemy, że zamiast niego zobaczymy 32 letniego Łukasza Janika (28-3, 15 KO).

„Beast Master” z Windhoek  ma bowiem poważne problemy rodzinne, o czym już informowano, zmarł mu ojciec (rak prostaty) i musi zostać w domu, w Afryce. Trochę szkoda, ale gdy okazało się, że może go zastąpić Janik, żal jest mniejszy, a po gali może się okazać, że lepiej nie mogło się zdarzyć.

W Gdańsku przyjdzie mu sprawdzić umiejętności Adama Balskiego, który debiutuje na tak prestiżowej imprezie, jaką bez wątpienia jest Polsat Boxing Night. Pięściarz z Kalisza ma 26 lat, 188 cm wzrostu i nikogo się nie boi. Chciałby jak najszybciej mierzyć się z najlepszymi, ale jeszcze za wcześnie na takie wyzwania.

Balski ma niewątpliwy talent, sporo potrafi, więc ktoś tak doświadczony jak sześć lat starszy Łukasz Janik powinien być dla niego wymagającym rywalem. Zobaczymy tylko w jakiej wróci formie. Ostatnią walkę stoczył przecież 22 maja 2015 roku, z Grigorijem Drozdem w Moskwie. Wtedy zastąpił w ostatniej chwili Krzysztofa Włodarczyka, który nie przystąpił do rewanżu z Rosjaninem z powodu choroby. Janik miał bardzo mało czasu na przygotowania (niewiele ponad tydzień, jak dziś mówi), ale takich propozycji się nie odrzuca. Stawką był pas mistrza świata organizacji WBC należący do Drozda, i solidne honorarium, największe w karierze. W Moskwie Janik robił co mógł, ale jak to sam określa: zabrakło zdrowia. Przegrał w 9 rundzie.

Później miał różne pomysły na przyszłość, zarówno w ringu, jak i poza nim. Wyjechał do Irlandii, tam ponoć trenował, nagle zachorował i znalazł się w szpitalu. Opowiadał, że dwa tygodnie leżał w śpiączce. Po powrocie do Polski, w styczniu przeszedł operację kolana. Ma nowe, syntetyczne więzadło krzyżowe przednie i wiarę, że stać go jeszcze na wiele. Szybo wrócił do treningów, choć nie wbiega już na Śnieżkę, jak miał wcześniej w zwyczaju, gdy budował formę przed czekającym go pojedynkiem, bo lekarze zabraniają.

O tym, że zastąpi Vikapitę Meroro, zadecydowało zdarzenie losowe. Długo się nie zastanawiał, gdy Mateusz Borek zaproponował mu zastępstwo. – Trenuję dwa razy dziennie, a w najbliższy poniedziałek poinformuję, kto 24 czerwca stanie w moim narożniku. Występ na PBN 7 traktuję jako wielką szansę i zrobię wszystko, by ją należycie wykorzystać – powiedział mi w telefonicznej rozmowie.

A co na to Balski ? Kiedy ukazała się informacja, że Balski zmierzy się z Meroro nie brakowało głosów, że  Namibijczyk może się okazać dla niego zbyt wymagającym przeciwnikiem. Ale Balski się tym nie przejmował. On wierzy, że z każdym da sobie radę. Po prostu taki ma charakter. A że Janik też jest wyjątkowo twardym wojownikiem, to 24 czerwca w ERGO ARENIE wojnę mamy zapewnioną.

Tylko kto ją wygra ? Jeśli Janik walczyłby tak, jak z Olą Afolabim w nowojorskiej MSG w 2013 roku, to Balski miałby problem. Jeśli zostało tylko serce, a znów zabraknie zdrowia, jak z Drozdem, to podopieczny Piotra Wilczewskiego może odnotować największy sukces w dotychczasowej karierze. O atrakcję możemy być spokojni, raczej nie będziemy się nudzić.

Tekst: Janusz Pindera/PolsatSport.pl

Dodaj komentarz