Pindera: Krok do przyszłości

szymanski patrykKolejny weekend z zawodowym boksem za nami. Sensacji nie było, wygrywali faworyci, w tym Patryk Szymański, który w Tampa na Florydzie zrobił kolejny krok do ciekawszej przyszłości.

Najciekawiej tym razem miało być w Manchesterze, w walce Terry Flanagana z Jose Zepedą, ale niepokonany do  tej pory Amerykanin miał pecha. Doznał kontuzji i zamiast wielkich emocji i sporej dawki dobrego boksu, oglądaliśmy cieszącego się z pecha rywala nowego mistrza świata organizacji WBO w wadze lekkiej. Anglik dalej jest niepokonany, a my dalej nie wiemy jaki byłby wynik tego pojedynku, gdyby Zepeda nie nabawił się bolesnego urazu.

Poprzednim właścicielem tego pasa był znakomity Terence Crawford, dziś czempion wyższej kategorii. Myślę, że trochę za wcześnie porównywać  Amerykanina do mieszkańca Manchesteru. Bokser z Omaha  to dziś mocny kandydat na wielką gwiazdę światowego boksu, a Flanagan to wciąż wielka niewiadoma.

Potwierdziło się natomiast to co pisałem o spodziewanej kiepskiej dyspozycji Travisa Walkera. „Pociąg towarowy” z Houston przyleciał do Anglii tylko po pieniądze i w starciu z jeszcze potężniejszym od niego 38. letnim Aleksandrem Ustinowem szybko wywiesił białą flagę. Teksańczyk od dłuższego czasu jest już na równi pochyłej i nic nie wskazuje to, że nagle zaskoczy wysoką formą. Jego czas  minął, tak dobrze przygotowany jak w walce z Tomaszem Adamkiem trzy lata temu w Newark, chyba już nigdy nie będzie.

A na co może liczyć teraz olbrzymi Sasza Ustinow ?

Na pewno na wyzwania znacznie poważniejsze niż to w Manchesterze. Marzy mu się walka z Rusłanem Czagajewem o „zwykły” pas WBA wagi ciężkiej, ale ten najpierw musi się zmierzyć w rewanżu z Portorykańczykiem Fresem Oquendo. Na razie „Biały Tyson” pokazał się w Magdeburgu z niezłej strony zmuszając do kapitulacji już w pierwszym starciu Francesco Pianetę. Były mistrz Europy straszył  wprawdzie zapowiedziami, że jest w życiowej formie, ale skończyło się na słowach. Czagajew, choć cięższy niż zwykle pokazał, że wszystkiego nie zapomniał i wciąż w walce z nim trzeba być ostrożnym.

Ja go pamiętam jeszcze ze starych czasów. W 1997 roku w Budapeszcie został mistrzem świata amatorów w limicie 91 kg wygrywając z legendarnym Kubańczykiem Felixem Savonem. Tytuł ten mu szybko odebrano, bo okazało się, że wcześniej stoczył dwie kiepsko płatne zawodowe walki w USA.

Cztery lata później Uzbek znów stanął na najwyższym stopniu podium tej imprezy. W Belfaście (2001) wszystkie walki wygrał przed czasem i został mistrzem świata kategorii superciężkiej. Nie dał się jednak namówić na pozostanie w gronie amatorów do igrzysk w Atenach (2004). Podpisał zawodowy kontrakt i w 2007 roku, po znakomitym pojedynku pokonał mierzącego 213 cm Nikołaja Wałujewa zdobywając pas zawodowego mistrza WBA wagi ciężkiej.

Miałem okazję poznać go bliżej podczas jednego ze zgrupowań w Zakopanem wiele lat temu. Kocha krewetki w każdej postaci i potrafi ich spałaszować naprawdę dużo. A przy tym ciekawie opowiada, nie tylko o boksie. Na pewno ma świadomość, że w takiej formie jak z Wałujewem w 2007 roku już nigdy nie będzie, ale niejeden przekona się jeszcze boleśnie o jego umiejętnościach. Tak, jak Pianeta w Magdeburgu.

No i na koniec miły polski akcent minionego weekendu: Patryk Szymański i jego szybka wygrana na Florydzie. Komentowałem jego kilka walk i od początku twierdziłem, że ten chłopak ma w sobie to coś, co daje szanse na ciekawą karierę. Nie wszyscy się ze mną zgadzali.

Sam nie wiem dlaczego, ale przypomina mi trochę młodego Darka Michalczewskiego. Walczy inaczej, nie ma takiego lewego prostego jaki miał „Tygrys”, ale jak czysto trafi prawym, to na ogół rywale mają poważne problemy. W Tampa jego przeciwnik, Maurice Louishomme, nie wytrzymał nawet jednej rundy.

Darka Michalczewskiego poznałem jak był jeszcze juniorem i dobrze pamiętam ten jego błysk w oku. Wiedział komu się ukłonić, z kim ładnie i grzecznie porozmawiać. Oczywiście nie dla wszystkich był taki sympatyczny. A w ringu wiadomo, prawie każdemu potrafił obrzydzić życie.

I coś mi się zdaje, że taki właśnie jest Szymański. Szczupły, wysoki chłopak, uśmiechnięty i elegancki,  zapewne też nie dla wszystkich.  On tak jak kiedyś Darek nie tylko wie komu się ukłonić, ale też, co znacznie ważniejsze: wie, czego chce.

Dlatego zrobi karierę, idę o zakład.

Źródło: Janusz Pindera/Polsat Sport

Leave a Reply