Pindera: Przyszłość we mgle

ASDasMariusz Wach stoczy w piątek w Ostrowcu Świętokrzyskim walkę z Konstantinem Airichem i wciąż nie będzie wiedział co dalej.

To jedna z dziwniejszych karier w polskim boksie. Gdy już na dobre w nim zaistniał i czołówkę najlepszych pięściarzy amatorów miał na wyciągnięcie ręki zabrakło trochę szczęścia, by wystąpił na igrzyskach w Atenach (2004). Do Grecji pojechał gdyż był pierwszym rezerwowym, ale na ring nie wyszedł.Później zamiast poczekać jeszcze rok lub dwa i sięgnąć po medale mistrzostw świata lub Europy podpisał zawodowy kontrakt i choć wygrywał walkę za walką, to w jego bokserskim życiu niewiele to zmieniało. A powinno przy tak znakomitych warunkach fizycznych.

Przełomowy był wyjazd do USA, gdzie promował go Mariusz Kołodziej, polski biznesmen z North Bergen w stanie New Jersey. Kariera Wacha nabrała wtedy przyśpieszenia, a efektem był pojedynek z Władymirem Kliczką w 2012 roku.

Stawką walki w Hamburgu były mistrzowskie pasy należące do młodszego z ukraińskich braci, honorarium też było rekordowe. Wynik znamy. Polski olbrzym przegrał wyraźnie, ale nie padł na deski, wytrzymał z królem wagi ciężkiej pełne 12 rund.

Później było sporo wstydu, gdy okazało się, że  Wach korzystał z niedozwolonych środków. Pieniędzy jednak nie stracił, kara za doping też była łagodna. Czyja to zasługa?

Ale „Wiking” wrócił na ring dopiero po dwóch latach. Najpierw pokonał Samira Kurtagicia z Dzierżoniowie, następnie Travisa Walkera w Radomiu, a w marcu tego roku Gbengę Oloukuna w Lubinie.

W piątek zmierzy się z Konstantinem Airichem i wszystko wskazuje na to, że zanotuje kolejne zwycięstwo. 36-letni Niemiec urodzony w Kazachstanie ma dodatni bilans stoczonych pojedynków, kilka z nich całkiem interesujących, ale ostatnio najczęściej schodzi z ringu pokonany. Najcenniejsze zwycięstwo odniósł trzy lata temu, wygrywając z Czechem Ondrejem Palą. W tym samym roku  wytrzymał też pełny dystans w walkach z Ukraińcem Wiaczesławem Głazkowem i Kubańczykiem Odlanierem Solisem.

Ostatni raz pokazał się w ringu we wrześniu minionego roku i został poddany w trzeciej rundzie. Jego rywalem był mistrz olimpijski z Londynu, Anthony Joshua. W starciu z Wachem też nie będzie faworytem, ale dobrze przygotowany ma szansę wytrzymać dziesięć rund. Jeśli nie, to przegra przed czasem. W niczym jednak nie zmieni to sytuacji Mariusza Wacha. Jego stosunki z Mariuszem Kołodziejem dalej są chłodne, a kulą u nogi jest obecny menedżer Polaka Iwajło Gocew. Wygląda na to, że jeśli Wach nie dogada się z Kołodziejem, nie spakuje się i nie wyjedzie jak najszybciej do USA, to na wielkie walki z jego udziałem nie ma liczyć. A czas ucieka, w grudniu skończy 36 lat i młodszy już nie będzie.

W Polsce może toczyć takie walki, jak ta najbliższa z Airichem, dobre i to, ale to nie przybliży go do pojedynków ze ścisłą czołówką. Nie wiem tylko, czy sam Wach myśli jeszcze o takich wyzwaniach. Nie sprawia wrażenia zdeterminowanego, za wszelką cenę chcącego wykorzystać uciekającą szansę, zadowala się tym, co przynosi mu życie. A z takim nastawieniem niczego nie osiągnie.

Dobre i to, że może walczyć na galach Mariusza Grabowskiego, dzięki niemu i telewizji Polsat, która je pokazuje do końca nie zardzewiał. A ważył przecież już prawie 140 kg. Teraz znów przypomina tego Wacha, który bił się z Kliczką, ale tylko on wie jakie myśli kłębią mu się w głowie, co tak naprawdę myśli o przyszłości.

 

Leave a Reply