Po weekendzie: Cieślak śladami Głowackiego

cieslakGłówna walka wieczoru gali w Międzyzdrojach przyniosła nam występ utalentowanego junior ciężkiego Michała Cieślaka. Zawodnik ten po raz pierwszy miał wystąpić na dystansie dziesięciu rund, zmierzyć się z wymagającym rywalem. Dystans zakontraktowano, rywala sprowadzono… a Cieślak znokautował go poniżej dwóch minut. Promotor, Tomasz Babiloński śmiało powtarza, że chce odważnie prowadzić swojego podopiecznego, idąc drogą obecnego mistrza świata federacji WBO Krzysztofa Głowackiego. I być może dziś porównywanie pięściarza z Radomia do jego utytułowanego kolegi z Wałcza może wydawać się na wyrost, to z pewnością Cieślak jest zawodnikiem, którego warto obserwować.

Michał Cieślak ma atuty, które mogą pozwolić mu zajść daleko w zawodowym boksie. Odpowiednie warunki fizyczne, solidną podstawę techniczną, a także bardzo dużą pewność siebie i motywację do osiągania sukcesów. Te wszystkie atrybuty, plus mozolna praca na treningach mogą przynieść sukces. Kolejny występ czeka Michała na gali Polsat Boxing Night. Będzie mógł się pokazać bardzo szerokiej publiczności, wszak cała Polska będzie chciała poznać wynik rywalizacji Adamek – Saleta, jednocześnie zauważając innych występujących na gali zawodników. Rywalem Polaka będzie Shawn Cox, zawodnik groźny jakieś dwie rundy, potem zaś – zdaniem autora tego tekstu –  powinien paść ofiarą ciosów podobnych do tych, jakie przyjął w sobotę Jarno Rosberg. Ta walka może ugruntować pozycję Cieślaka wśród cruiserów na rodzimym rynku, a także jeszcze bardziej pozwoli zaistnieć mu w wyobraźni kibiców. Dalsze plany promotora Babilońskiego również są znane: jeszcze w końcówce tego roku chciałby zorganizować swojemu podopiecznemu pojedynek o któryś z mniejszych pasów liczących się federacji, by jego nazwisko pojawiało się w rankingach.

Plany wydają się być bardzo ambitne, ich realizacja z pewnością nie będzie łatwa, wiąże się z bardzo ciężką pracą. Michał Cieślak chce jednak ciężko pracować, iść drogą, którą wskazał Krzysztof Głowacki. Droga ta nie prowadzi przez obijanie dziesiątej kategorii zawodników, wszelkiej maści kelnerów przez trzydzieści i więcej pojedynków. Jest dużo trudniejsza, bardzo szybko prowadzi pod górę. Pod tę górę potrafią wyjechać tylko najlepsi, ale czyż zawodnicy, którzy mają talent i zdają sobie sprawę ze swojego dużego potencjału nie wolą wspiąć się na szczyt i dostąpić chwały, zamiast latami być jedynie bohaterami lokalnej publiczności?

Życzymy sukcesów.

Leave a Reply