Po weekendzie: Dwie strony skandalu

mospcTrzecia odsłona cyklu „Po weekendzie” tym razem dotyczyć będzie nie bezpośrednio ringowych dokonań zawodników, a działań przy zielonym stoliku i skandalu, jaki miał miejsce w sobotni wieczór. Jak zapewne wszyscy się domyślają chodzi o ringowy przekręt w Kempton Park, którego ofiarą padł Mateusz Masternak. Na sprawę popatrzymy z dwóch stron: pierwszą będzie sytuacja zawodnika, który wykazując się wyższością nad rywalem zszedł z ringu pokonany, drugą zaś analiza działań promotorów Polaka i jego sytuacja w niemieckiej grupie.

Nie ulega wątpliwości, że Masternak w każdym innym ringu na świecie z każdą inną, niezależną od miejscowych układów w RPA opuściłby ring jako zwycięzca. Był lepszy w każdym aspekcie bokserskiego rzemiosła, oddał rywalowi maksymalnie trzy rundy. Pamiętajmy również o dwóch punktach premii za pobyty Mullera na deskach. Bezsprzecznie Masternakowi należało się zwycięstwo. Oczywiście kibice zawsze mają prawo oczekiwać więcej, dziwić się dlaczego Polak nie znokautował rywala jednakże nie może to wpływać na akceptowanie w ten sposób decyzji sędziów. W rekordzie Mastera po stronie porażek nadal powinna widnieć dwójka, a zwycięstwo z Mullerem pozwolił oby mu co najmniej utrzymać swoje pozycje w rankingach. Tymczasem na dzień dzisiejszy nasz zawodnik jest rozczarowany, ma w rekordzie porażkę, a jego pozycja w rankingach jest mocno zagrożona. Wydaje się także, że nie ma wsparcia ze strony promotora.

To właśnie na dzień dzisiejszy może być głównym problemem Mateusza Masternaka.

Bracia Sauerland zapewniają, że pragną rewanżu, unieważnienia wyniku walki, że czują się oszukani. Jest to jednak przysłowiowa musztarda po obiedzie. Znając realia rządzące światowym boksem, szczególnie w tak egzotycznych pięściarsko krajach jak Republika Południowej Afryki można było brać pod uwagę, że wysyłanie swojego zawodnika, z którym ponoć wiąże się duże nadzieje jest sporym ryzykiem, jeśli nie powiedzieć nawet nonszalancją i brakiem odpowiedzialności.

Może zastanawiać, czy Master rzeczywiście ma w swojej grupie pozycję zawodnika perspektywicznego. Jeździ po galach na całym świecie, rzucany jest na miejscowych bohaterów w oczekiwaniu, czy uda mu się zwyciężyć czy nie. Jego kariera nie jest prowadzona w sposób planowany, opiera się głównie na przypadku. Nie sposób nie uznać, że grupa Sauerland traktuje go jako zawodnika walczącego o „być albo nie być”, licząc na jego sukces i możliwość zarobku w mistrzowskiej walce, mając jednocześnie niestety wkalkulowane ryzyko porażki. Dodajmy, porażki, która nie będzie dla grupy istotna.

Leave a Reply