Po weekendzie: Dwie walki, jeden mistrz?

mospcKolejny weekend za nami, czas więc na przemyślenia dotyczące wydarzeń, które mieliśmy okazję śledzić w ciągu ostatnich trzech dni. Nocą z soboty na niedzielę doszło do ciekawej sytuacji. Odbyły się dwa pojedynki o mistrzowskie pasy wagi ciężkiej. W pierwszym z nich, w ringu na zasadach boksu spotkali się Deontay Wilder i Eric Molina, w drugim zaś, na zasadach MMA Cain Velazquez podjął w Meksyku Fabricio Werduma. Jeden z tych pojedynków z pewnością wyłonił prawdziwego mistrza i niestety trzeba przyznać, że nie był to pojedynek bokserski. Werdum poddając Velazqueza stał się najlepszym ciężkim walczącym w MMA na świecie, nie wiemy za to, kim stał się Wilder nokautując Molinę.

Nie od dziś wiadomo, że obecna bokserska waga ciężka to nazwisko Kliczko. Tylko dzięki temu, że starszy z braci poczuł miłość do polityki i zapragnął zająć się losem współrodaków trofeum WBC zostało zwakowane i rzucone na pożarcie zawodnikom czekającym na łatwą zdobycz. Pierwszym szczęśliwcem został Bermane Stiverne, jednakże szybko został pozbawiony pasa przez obecnie miłościwie panującego Deontaya Wildera. Wildera, który na pierwszą obronę wybrał sobie pięściarskiego „no name`a” w osobie Erika Moliny, planuje także kolejną z nienazwanym jeszcze pretendentem. Wymagania, jakie musi ten pretendent spełniać to obecność w rankingu WBC i nie posiadanie nazwiska Powietkin a tym bardziej Kliczko. Amerykański kibic z pewnością chętnie utożsami swojego Wildera z pasem, faktem bycia najlepszym. Czy jednak pozostali nie zapytają się: Kim jest ten Wilder? Przecież to Władimir Kliczko jest najlepszy. Skąd on wziął ten pas i kiedy odda go Ukraińcowi?

Rozdział pasów między mistrzów nie jest w boksie nowością, jednakże szalenie ważna jest jakość pretendentów. Pierwsza obrona Wildera nie nadała tej jakości. Wiele wskazuje na to, ze w kolejnej również nie możemy się spodziewać fajerwerków związanych z nazwiskiem rywala Amerykanina. Sytuacja hodowania mistrza prowadzi jednak do patologii i dezorientacji, których nie ma w MMA.

Tymczasem w UFC…

Lider dywizji, mistrz Cain Velazquez spotyka się w oktagonie z mistrzem tymczasowym, który swój tytuł zdobył dzięki walce z mocnym pretendentem. Dodajmy, że walka o tymczasowy pas odbyła z powodu przewlekłej kontuzji Meksykanina, nie zaś zakulisowych gierek. Wcześniej mistrz nie toczył żadnych walk na przetarcie, pokonywał Juniora Dos Santosa i Antonio Silvę, zawodników, którzy prawo do zdobycia pasa uzyskali w klatce. Kibice już ostrzą sobie zęby na starcia nowego króla. Nikt nie spodziewa się, że Dana White i szefostwo UFC powie Werdumowi: weź sobie na obronę Roya Nelsona albo będącego jedną nogą na emeryturze Crocopa. W świecie boksu takie zestawienie przeszłoby bez echa, w świecie MMA jest niedopuszczalne.

Warto mocno zaznaczyć także pozycję, jaką ma federacja UFC na świecie. Każdy fan, zawodnik, menadżer czy promotor wie, że jeśli jesteś najlepszy w UFC jesteś także najlepszy na kuli ziemskiej. Nie ważne, czy walczysz dla Bellatora, KSW czy WSOF, pragniesz dostać się do organizacji braci Ferritów i tam udowadniać swoją siłę.

Chciałoby się ujrzeć dzień, w którym standardy UFC zostaną przeniesione na realia tak „światłych” federacji jak produkujące masowych mistrzów WBA czy chociażby wspomniane WBC, które potrafi swoim pupilom dawać nomen omen zielone (kolor pasa WBC) światło na obrony z mizernymi pretendentami. Czy jednak jest na to szansa? Myślę, że każdy z czytelników zna odpowiedź.

Źródło: własne

Leave a Reply