Polska gala w Newark. Włodarczyk, Masternak i Sulęcki: zapowiedź

Takie wieczory mają potencjał by przechodzić do historii. Oczywiście mogą także przynieść rozczarowanie, które ostatnio lubi towarzyszyć naszemu boksowi zawodowemu. Jedno jest pewne: trzech Polaków w ważnych walkach na gali w Newark w najbliższą sobotę to bardzo duże i niezwykle istotne wydarzenie. Jedna walka o tytuł światowy, dwie o przepustkę do ścisłej czołówki. W rolach głównych Krzysztof „Diablo” Włodarczyk, Mateusz Masternak i Maciej Sulęcki. Rywale naszych to nie byle pionki, a zawodnicy z konkretnymi umiejętnościami. Są to kolejno: Murat Gassijew, Stivens Bujaj i Jack Culcay.  Dość powiedzieć, że mocnym faworytem swojej walki z tej trójki jest jedynie popularny „Master”. Diablo stoi przed – nomen omen – piekielnie trudnym zadaniem, zaś „Striczu” spotka się z niedawnym mistrzem świata, który jest poziom wyżej niż jego dotychczasowi rywale.

Zbliżająca się impreza to oczywiście kolejna odsłona świetnie rozwijającego się turnieju World Boxing Super Series. Włodarczyk w ćwierćfinale zmierzy się z pogromcą Denisa Liebiediewa, mistrzem świata IBF Muratem Gassijewem. 23-letni Rosjanin, mimo swojego wieku jest już doświadczonym zawodnikiem. Do tego z walki na walkę rozwija swoje umiejętności. W starciu z Liebiediewem pokazał, że w jego arsenale jest różnorodna broń. Walczy świetnie na dystans, w zwarciu potrafi korzystać z  ciosów podbródkowych, dysponuje co najmniej solidnym ciosem. Ma nad Diablo przewagę warunków fizycznych. Co ciekawe, będzie to dopiero pierwszy tegoroczny występ Gassieva, jednak w jego wieku ciężko zastanawiać się nad ringową rdzą.

Co na to Polak? Czekając na występy Krzysztofa nigdy nie wiadomo czego się spodziewać. Czy na ring wyjdzie kiler, czy facet, który w głowie ma wszystko, ale jednak nie boks. Nie ma co się oszukiwać, dla Włodarczyka może być to ostatnia szansa na mistrzowski pas. Porażka definitywnie przekreśli jego szanse. Na rynku jest sporo zawodników gotowych zająć jego miejsce, do tego pasy zostaną  po turnieju skumulowane w rękach jednego gracza. Recepta na sukces? Wszystko zależy od tego, czy Krzysztof będzie gotowy otworzyć się i podjąć ryzyko. Bo tylko ryzykując i idąc na całość może pokonać rosyjskiego asa. Nadal nie gwarantuje to jednak zwycięstwa. Sama wymiana lewych prostych i liczenie na mocny cios to będzie stanowczo za mało, pamiętajmy, że Gassijew dysponuje przewagą zasięgu. Gdy przypomnimy sobie, kiedy Krzysiek ostatnio poszedł na całość, musimy wrócić aż do roku 2013 i walki z Czakijewem. Parę lat już minęło. Czy pierwotny zew walki obudzi się jeszcze w „Diablo”? Z tym pytaniem zostaniemy jeszcze do jutra.

Zupełnie inaczej wygląda sytuacja Mateusza Masternaka. Jest on rezerwowym w turnieju i swój bój stoczy z urodzonym w Albanii a na co dzień mieszkającym w USA  Stivensem Bujajem. Fragmenty walk Bujaja można znaleźć na portalu youtube i przede wszystkim można z nich wywnioskować, że co jak co, ale technika to jego mocną stroną nie jest. Obrona również należy do gatunku tych, które możemy nazwać otwartymi drzwiami od stodoły. Wszystko wskazuje na to, że Mateusz z impetem wjedzie w te drzwi  i budynek się zawali. Zawodnik z takim poziomem wyszkolenia jak Mateusz teoretycznie powinien nie dopuścić przeciwnika w półdystans i rozstrzygnąć walkę na nogach oraz ciosami prostymi. Trzeba jednak pamiętać, że Bujaj będzie zgodnie ze swoim nazwiskiem ostro bujał się przez pierwsze kilka rund, próbując znokautować Mateusza. Albańczyk odgraża się, że trenuje kilka razy dziennie i będzie niesamowicie silny, nie ma co jednak demonizować jego mocy czy też ciosu. Masternak z walki z Siłłachem z pewnością sobie poradzi. Oczywiście przed Mateuszem jest jeszcze jedna opcja. W przypadku, gdyby z pojedynku z Gassijewem wypadł Krzysiek Włodarczyk, Master wskoczy na jego miejsce. Wtedy po raz pierwszy w życiu dostąpi zaszczytu walki o pas wagi junior ciężkiej, a skala trudności podniesie się zdecydowanie.

Trzeci z naszych na gali w Newark to Maciej Sulęcki. „Striczu” osobiście jest przeze mnie uznawany za numer 2 w dzisiejszym polskim boksie, zaraz za Krzysztofem Głowackim z dużymi szansami na przejęcie pierwszego miejsca. Maciej przeszedł w ostatnich latach przemianę. Miał przechodzić do super średniej, miał problemy z wagą. Zmiana sztabu, ciężka praca a do tego profesjonalna opieka dietetyczna sprawiły, że teraz świetnie czuje się w limicie wagi junior średniej, a na głodnego też nie wygląda. Po zmianie kategorii Maciek zmagał się z innym problemem. Nie mógł doprosić się o walkę z mocnym rywalem. Wszyscy już wiemy, że współpraca z Haymonem wcale nie gwarantuje częstych występów o stawkę. Sulęcki wielokrotnie ostro wypowiadał się w mediach, że szkoda mu czasu na obijanie ogórków, rybaków i gulaszy tego świata. W końcu jednak się doczekał. Czeka go weryfikacja na wysokim szczeblu. Wszak Jack Culcay to nie tylko jeszcze niedawno posiadający pas zawodowiec, ale także mistrz świata jeszcze z czasów boksu olimpijskiego. Przez pewien czas był lekceważony, ale jego postawa w walce z Demetriusem Andrade zmieniła nastawienie niedowiarków. Teraz wszytko w rękach i w głowie Sulęckiego. Zwycięstwo to praktycznie gwarancja walki o mistrzostwo świata w roku 2018.

Trzy walki, trzy szanse, trzy różne sportowe drogi. Te trzy drogi skrzyżują się w Newark i każda z nich jest dla polskiego kibica niezmiernie ciekawa. Liczymy, że co najmniej  dwie z tych dróg nie okażą się drogami zamkniętymi. Gdyby otwarte były trzy, będzie to ogromny sukces naszego kulejącego ostatnio boksu zawodowego.

zdjęcie: WRingu.net

 

Dodaj komentarz