Powrót Diablo

Za nami gala Knockout Night2 w Rzeszowie. Jak nazwa wskazuje, była to druga impreza organizowana przez pana Andrzeja Wasilewskiego, którą transmituje telewizja publiczna. Galę samą w sobie oceniam podobnie do tej pierwszej w Wałczu, z tym że dużo lepszy był main event.
W walce otwierającej galę Maksym Hardzejka nie dał szans Tomaszowi Gołuchowi z Silesia Boxing Club. Jak dobrze wiemy, pięściarze z tej stajni są twardzielami, co pokazał chociażby Bartek Grafka w walce przeciwko Joshule Buatsim. Spodziewałem się, że Gołuch postawi jakiś opór, jednakże pięściarz z Białorusi reprezentujący grupę Knockout Promotions bił celnie na tułów i na górę. To właśnie wspomniane ciosy na dół nękały jego rywala. Po pierwszym nokdaunie co prawda trafił Hardzejkę, ale później walka przebiegała już pod mocne dyktando Hardzejki. Młody pięściarz trenowany przez trenera Łapina wygrał po raz 4, a walka zakończyła się przez TKO w drugiej rundzie.

W następnym pojedynku Rafał Jackiewicz zmierzył się z Aliaksandrem Dżemką. Po dużej przewadze w pierwszej rundzie, Jackiewicz nieoczekiwanie stanął, a Dżemka uwierzył, że może zrobić Jackiewiczowi drzemkę. Co prawda jego ciosy pruły powietrze i trafiały w gardę Jackiewicza, to jednak Polak był zepchnięty do defensywy przez ładnych kilka minut w pojedynku. Mimo, że walka dla oka była bardzo bliska remisu, to wygrana Jackiewicza nie szokuje. Pojedynek ten pokazał, że Rafałowi już nie chce się boksować, trenować i już najwyższa pora zawiesić rękawice na kołku. Jest 50 wygranych i Rafał powinien być z tego zadowolony.

W następnej walce pięściarz grupy Knockout Promotions, Przemysław Zyśk stanął w ringu przeciwko Pavlowi Semjonowi. Zanim przejdziemy do walki, zajmijmy się niecodziennymi okolicznościami przed jej rozpoczęciem. Cyrk i żenada to zbyt łagodne określenia dla sytuacji, która miała miejsce w narożniku Estończyka.Czymś karygodnym jest sytuacja, kiedy zapomina się ochraniacza na szczękę wchodząc do ringu, nie rozumiem jak trener i narożnik mogą zapomnieć o podstawowym sprzęcie pięściarskim. Można zrozumieć wpadkę, ale w takiej sytuacji trzeba szybko  znaleźć rozwiązanie. Sytuację uratował  na szczęście Jan Sobieraj. Co do samej walki to Zyśk nie zachwycił mnie w ringu, zbyt dużo ciosów Zyśka pruło powietrze i musi popracować nad błędami przed poważniejszymi walkami.Sama walka dla oka nie taka zła, gdyż Estończyk w ringu pokazał się przyzwoicie i momentami był groźny, ale to były pojedyncze ciosy i zabrakło u niego głównie bicia seriami.

W kolejnej walce utalentowany Fiodor Czerkaszyn stanął do walki z byłym rywalem Damiana Jonaka Ayoubą Nefzim. Wydawało się, że jeśli Nefzi przetrwał pełny dystans z Jonakiem, to wytrzyma z Czerkaszynem chociaż sześć rund. Nic bardziej mylnego, świetne ciosy na tułów Ukraińca, znów dały o sobie znać i szybko zrobiły wielką przewagę w tym pojedynku. Walka skończyła się technicznym nokautem w drugiej rundzie.
Czekarszyn znów pokazał, że jest wielkim talentem. Jego dynamika, bardzo mocne ciosy na tułów oraz bicie seriami sprawia, że rywale mają z nim problem.Teraz ten młody chłopak potrzebuje spokoju, z pewnością szum medialny nie jest mu potrzebny, najważniejsze będą treningi z trenerem Łapinem i stawianie małych kroczków do czołówki. Czerkaszyn ma czas, w tym roku skończył dopiero 22 lata i z pewnością częste walki są wskazane.
Pojedynek z Nefzim był trzecim w tym roku polsko-ukraińskiego pięściarza. Czekam na kolejne występy Czerkaszyna i z pewnością promotor Andrzej Wasilewski będzie umieszczał go na kartach walk gal Knockout Boxing Night.

Następnie Łukasz Różański zmierzył się z doświadczonym ale już wyboksowanym i nieprzygotowanym Michaelem Sprottem. Sprott wyszedł do ringu w koszulce z napisem „Babyface Adam Kownacki”, ale paradoksalnie to Różański przypominał w ringu Kownackiego. Sprott wyszedł do tego pojedynku nieprzygotowany, od początku schował się za podwójną gardą i nie robił nic w tym pojedynku aby zwyciężyć. Różański po demolce w ringu zwyciężył przez TKO w drugiej rundzie. Bez sensu jest sprowadzać do Polski pięściarzy tak wiekowych bez żadnych ambicji, gdyż taka walka Różańskiemu nie daje absolutnie nic. Ciężko cokolwiek powiedzieć o zawodniku rzeszowskiej Stali, gdyż znani rywale których pokonał, czyli Sprott i Sosnowski byli już wrakami w ringu. Styl walki Różańskiego przypomina Adama Kownackiego, nawet sylwetka jest podobna, ale nie sądzę aby osiągnął on taki poziom. Z pewnością boks w Rzeszowie nie stoi na takim poziomie jak w Nowym Jorku, a Różański swoje lata już ma.

Byłem ciekawy kolejnego występu Pawła Stępnia, ponieważ jego walka w Wałczu nie wywarła na mnie dużego wrażenia. Wczoraj Stępień stanął w ringu przeciwko Ricardo Marcelo Ramallo z Argentyny. Stępień wygrał przez nokaut po ciosie na tułów, po którym Argentyńczyk już nie wstał.
Po wczorajszym występie Stępnia nie możemy powiedzieć nic, wygrał trzeci raz w tym roku i powinien utrzymać to wysokie tempo.
Stępień powinien teraz dostawać mocniejszych rywali. Po wygranej z solidnym „Norasem” poprzeczka dla Pawła nie była wysoko ustawiona.

W walce wieczoru Krzysztof „Diablo” Włodarczyk zmierzył się z Olarenwaju Durodolą. Przyznam się szczerze, że przed walką stawiałem Durodole. Ostatnie walki „Diablo” nie napawały optymizmem, wyglądał w ringu jakby był już zmęczony boksem. Myślałem, że Durodola będzie szybszy, wojny nie będzie ale Nigeryjczyk wygra na punkty. Nieoczekiwanie Krzysztof Włodarczyk wyszedł dobrze przygotowany mentalnie i fizycznie do tego pojedynku, wykazywał dość wysoką aktywność w ringu. Przy atakach Durodoli, Włodarczyk skutecznie kontrował rywala. Po ostatnim gongu nie było wątpliwości kto zostanie zwycięzcą. Była to 55 wygrana Krzysztofa Włodarczyka i moim zdaniem to był najtrudniejszy rywal od czasu Grigorija Drozda, a było to 4 lata temu. Tą walką „Diablo” Włodarczyk, pokazał że zbyt wcześnie kibice i dziennikarze bokserscy go skreślali. Widać, że jeszcze chce boksować i kilka ciekawych walk może jeszcze dać, jeśli będzie walczył tak jak wczoraj.

Jednocześnie nie zgadzam się z bzdurami, które mówił pan Sebastian Szczęsny, że „Diablo” ma jeszcze szanse na zdobycie mistrzostwa świata w wadze cruiser. Tacy pięściarze jak Usyk, Gassijew, Briedis, Dorticos walczą w innej lidze, a śmiem sądzić że pozostali pięściarze tej kategorii wagowej z czołówki jak chociażby Mateusz Masternak z Polski też mogą być poza zasięgiem Włodarczyka.Niemniej jednak należy cieszyć się z wygranej i powrotu Krzyśka i czekać teraz na więcej. Być może teraz Włodarczyk zadebiutuje w wadze ciężkiej, a rywalem będzie Artur Szpilka.

Autor: Radosław Laudański/wRingu.net

Dodaj komentarz