Powrót Króla

wardJest 21 listopada 2009 roku. Startuje turniej Super Six, który ma wyłonić najlepszego z najlepszych w wadze super średniej. Do ringu wychodzi utalentowany, aczkolwiek uważany za jedynie dodatek do tuzów światowego boksu występujących w turnieju 25 letni Andre Ward. Po przeciwnej stronie gotowy do walki jest już Mikkel Kessler, główny faworyt rywalizacji, posiadacz mistrzowskiego tytułu WBA. Duńczyk uznawany jest także za następcę Joe Calzaghe`go, jego bezpośredniego sukcesora. Sam w ringu stawił mu twardy opór i dał najcięższą walkę w życiu. Publiczność czeka na jego zwycięstwo. Tymczasem Ward nic nie robi sobie z umiejętności rywala. Raz po raz trafia go mocnymi ciosami, samemu unikając obrażeń. Nie obawia się również twardej, czasem brudnej walki. Po 11 rundach na skutek kontuzji Duńczyka dochodzi do podliczenia punktów: pierwsza sensacja w Super Six Boxing Classic – Andre Ward pokonuje Mikkela Kesslera.

Dalej poszło już z górki. Kolejno Allan Green, Sakio Bika a także Artur Abraham musieli uznawać wyższość pięściarza z Oakland. Z zawodnika uzupełniającego stawkę z walki na walkę przeistaczał się w faworyta. 17 grudnia 2011 roku w finałowym pojedynku Son of God – bo taki pseudonim ringowy nosi bohater tego tekstu – pokazał Carlowi Frochowi, że dzieli ich różnica poziomów. Rankingi pound for pound stanęły przed Wardem otworem. Wyprzedzali go jedynie napędzający koniunkturę na swój pojedynek Floyd Mayweather Jr i Manny Paqcuiao, chociaż niejeden widział już Warda wyżej od Filipińczyka i upatrywał w nim sukcesora Moneya w rankingach bez podziału na kategorie wagowe.

Po momencie największej chwały, gdy świat oczekiwał więcej występów Warda, tworzenia przez niego historii przez udział w legendarnych walkach z wielkimi zawodnikami, jego kariera zaczęła zwalniać. Po raz kolejny w ringu można go było zobaczyć po 10 miesiącach. Znów w genialnej formie. Zniszczył, zdominował i upokorzył Chada Dawsona, mając go kilkukrotnie na deskach. I tu nastąpiła kolejna przerwa. Problemy zdrowotne Andre, a także niejasna sytuacja promotorska z Danem Goosenem sprawiły, że pojawił się w ringu po 14 miesiącach, gdy odprawił Edwina Rodrigueza.

W tym tygodniu mija 19 miesięcy od ostatniego występu Amerykanina. Współpracuje teraz z grupą Jaya – Z, Roc Nations, wszelkie komplikacje prawne zostały rozwiązane. Sam zawodnik mówi też, że jego ciało rwie się do boksu. Stracił już zbyt wiele czasu w swojej karierze. Jednak wszystko co najlepsze nadal może być przed nim. Mamy do czynienia z pięściarzem wybitnym, nietuzinkowym, jaki pojawia się raz na długi czas i który z pewnością może być wspominany jako legendarny mistrz. Pierwszym etapem powrotu ma być sprawdzenie formy w walce z Paulem Smithem, już w tą sobotę. Co dalej? Czekają Gołowkin, Kowaliow, Stevenson, do rewanżu rwie się Froch. Jeśli Ward jest w stanie pokazać się w formie, jaką prezentował przed przerwą, w każdej z tych walk będzie faworytem. Najpierw jednak sobota i Paul Smith.

Mistrzu, czekamy.

 

Leave a Reply