Powroty z dalekich podróży

Niemal cała czołówka polskiej HW spotka się 25 maja na Stadionie Narodowym w Warszawie. Trzy zdecydowanie najgłośniejsze nazwiska w krajowym bokserskim świecie, próbują ściągnąć w jedno miejsce tyle ludzi, ile to tylko będzie możliwe. Łączy je jedna rzecz – każdy z nich wraca po porażce i to przez KO.

Szpilka, Wach i Ugonoh to sportowcy, którzy mieli już przynajmniej po jednej ogromnej szansie na zapisanie się w historii Polskiego boksu. Niestety każdy z nich swojej nie wykorzystał. Artur Szpilka po walce z D.Wilderem ewidentnie nie może się odnaleźć. Chociaż „Szpila” hucznie zapowiadał, że nigdy nie będzie nabijał sobie rekordu zawodnikami o klasę gorszymi, to nazwisko Dominick Guinn zdaje się temu zaprzeczać. Amerykanin walczył co prawda z bokserami, których nazwiska zawsze budziły podziw w HW jak np. Pulev, Mansour, Adamek czy H.Fury, niemniej jednak żadnej z tych walk nie wygrał. Jedynym wielkim pięściarzem, którego pokonał był Michael Grant i to dawno temu. Mało tego – od dwóch lat (sic!) nie stoczył żadnej walki ! Wszystko wskazuje na to, że „the Southern Disaster” lata świetności ma już dawno za sobą. A skoro już mowa o latach, to na karku ma już ich prawie 43. W kuluarach mówiło się, że Szpila zmierzyć się ma z E. Moliną na co Artur przystał, jednak promotor A. Wasilewski, aż tak aktualnym umiejętnościom pięściarza nie ufa. Guinn to nazwisko, które ma służyć jedynie powrotowi zawodnika z Wieliczki na właściwe tory.

Tym, który natomiast będzie musiał mierzyć się z Moliną jest nie kto inny jak nasz „Viking”. Po przegranej w przykrych okolicznościach z Jarellem Millerem, kiedy to Wach mimo złamanej ręki próbował kontynuować walkę „Drummer Boy” wydaje się być nad wyraz ambitnym wyzwaniem. Wach po walce z Millerem stwierdził, że od początku walki jego obrona była strasznie dziurawa i czuł, że wygrana jest praktycznie pewna. Osobiście też wydaje mi się, że pokonanie Millera było w zasięgu ręki i chętnie zobaczyłbym jego rewanż z tym zawodnikiem. Być może właśnie dlatego w przypadku Wacha sięgnięto po tak ciężką armatę jak Eric. Jest to świetne zestawienie, które da nam odpowiedź na pytanie czy Mariusz Wach ciągle krąży wokół światowego topu. Nasz zawodnik w ringu bywa nieco „kołkowaty”, ale Molina do demonów szybkości także nie należy. Za to dysponuje piekielnie mocnym uderzeniem, które potrafiło zachwiać nawet Wilderem. W ringu jest uważny i niebywale trudny do znokautowania. Nie jest to jednak niemożliwe. Molina wraz z upływem czasu podczas walki i zmęczeniem coraz bardziej się otwiera. Wszystko wskazuje na to, że atrybuty motoryczne również przemawiają na korzyść naszego zawodnika. Jeśli Mariusz odrobi zadanie sumiennie jest duża szansa, że poradzi sobie z uznanym Amerykaninem.

Izuagbe Ugonoh również nie przyjeżdża do Warszawy na spacerek. Jego rywalem będzie solidny Kameruńczyk – Fred Kassi. Obydwaj pięściarze wracają po porażce. Ostatnie walki Kassiego przebiegały bardzo podobnie. Walczył z wielkimi nazwiskami, jednak praktycznie żadnemu z ostatnich sześciu, nie da się ukryć klasowych rywali nie podołał. Niemalże zawsze zostawia po sobie dobre wrażenie. Umiejętności i serca do walki nie sposób mu odmówić. Tomasz Adamek – jeden z najdojrzalszych owoców polskiego boksu, którego nieco naruszył już ząb czasu, toczył bój z Kassim na pełnym dwunastorundowym dystansie. Wygrał zdecydowanie na punkty, ale oponent napsuł sporo krwi góralowi z Gilowic. Izu ma na koncie jedynie bolesną porażkę przez KO z Breazealem, z którym Kassi w 2015 roku przegrał na punkty. Obecna forma Ugonoha po ponad rocznej przerwie jest sporą zagadką. Izu w najlepszej formie jest maszyną do zabijania gotową do starć na najwyższym poziomie. Setki rund sparingów z Josephem Parkerem, w których podobno wcale nie odbiegał bardzo poziomem od Parkera jest najlepszym dowodem na to, że Polaka stać na wiele. Miejmy nadzieję, że przykry incydent jakim była porażka z Breazealem tylko umocni Izu. Bardzo możliwe, że powiew świeżości zagwarantuje zmiana trenera. Walka na Stadionie Narodowym będzie pierwszą walką Ugonoha pod skrzydłem Andrzeja Gmitruka (podobnie zresztą jak i Szpilki). Izu powtarza, że chciałby wygrać w z Kassim w lepszym stylu niż Adamek i głęboko wierzę, że mu się to uda. Potencjał i wszechstronność Polaka rzucają jasne światło na przyszłość tego zawodnika. Niebywała szybkość, precyzyjne obijanie dołów, mocne ciosy na korpus to największe atuty Izu. Ostatnio zawiodło nieco przygotowanie kondycyjne, ale jeśli wierzyć sztabowi – mission is complete. Nieznacznie słabsze warunki fizyczne Kassiego będą dodatkowym atutem. Rywal jak najbardziej wymagający i jak najbardziej w zasięgu.

Zestawienia na w/w. gali zdają się być bardzo przemyślane i jak na nasze realia, godne podziwu. Nie pozostaje nic innego jak czekać na godzinę „W” i rozpocząć bokserską ucztę !

 

Konrad Zieliński/wringu.net

Dodaj komentarz