Spence Jr umacnia pozycję wśród elit

Ostatni raz boks konkretnego pięściarza interesował mnie za czasów Miguela Cotto. To był idol z najwyższej półki, zwłaszcza ten za czasów kategorii półśredniej. Były to czasy nie tak odległe przecież, ale już nieco zapomniane przez dynamiczne środowisko boksu. Obowiązkowe było wstawanie na walki portorykańskiego mistrza, obojętnie z kim by nie walczył. Powoli zaczynam przenosić tą tradycję na świetnego Errola Spnece Juniora, który minionej nocy zdominował Mikeya Garcię. O samej walce za chwilę.

Wróćmy na chwilę do momentu zdobycia pasa IBF przez młodego Amerykanina. Ten 27-letni wówczas chłopak od dłuższego czasu przymierzany był do „title shota„, bijąc po kolei znane nazwiska w półśredniej. Na rozkładzie trafili mu się m in. Leonard Bundu, Chris Algieri, czy Phil Lo Greco. Spence Jr poleciał do Wielkiej Brytanii, gdzie przyjął go panujący wówczas Kell Brook. Anglik miał za sobą nieudaną wycieczkę do wagi średniej. gdzie zastopował go Giennadij Gołowkin, jednak nadal pozostawał sporym zagrożeniem w swojej wadze. To właśnie wtedy szersza publika mogła przyjrzeć się ogromnemu talentowi „The Truth”. Amerykanin po prostu przyjechał na obczyznę, stłamsił niemal niemożliwego do stłamszenia Brooka i zabrał pas do domu, markując wygraną czasówką nad rywalem. Od tak, bezkompleksowy występ pretendenta, który zrobił swoją robotę.

Od tego czasu porażki ze Spence’m Jr zanotowali Lamont Peterson, Carlos Ocampo i właśnie Mikey Garcia.

Na wstępie trzeba wyrazić pokłady szacunku dla Garcii, który wywodzi się z dywizji piórkowej (max 126 funtów!). Po drodze Garcia sięgał po pasy w kategorii super piórkowej, lekkiej, super lekkiej, zatrzymując się na nieudanej próbie w półśredniej. Ta waga okazała się za dużym wyzwaniem dla niewielkiego Garcii. Już w starciach w super lekkiej było widać, że Garcia jest do ruszenia, miewa kłopoty z rywalami o sporym zasięgu i mobilności. To co jednak pozwalało mi wierzyć w niespodziankę, to jego walka z Robertem Easterem Jr. Malutki Garcia przestawiał o dwie głowy wyższego chłopa, którego z resztą miał na deskach. Wszystko działo się w wadze lekkiej i być może to było kluczowym czynnikiem. Półśrednia to inna bajka – Spence Jr zaznaczył swoją dominację i nie pozwolił rywalowi praktycznie na nic. W moim odczuciu Garcia wygrał jedną rundę, natomiast jeden z sędziów wytypował wynik 120-107, zupełna dominacja Spence Jr, tak jakby miał przeciwnika na deskach.

O ile dwie pierwsze rundy panowie szli w miarę równo, tak od trzeciej zaczęła zaznaczać się przewaga mistrza. Długie proste co rusz potrząsały grzywą Garcii, a ciosy na dół spowalniały pretendenta. W momencie totalnej dominacji Spence Jr, czyli okolic dziewiątej rundy, narożnik Garcii zagroził, że przerwie walkę, jeśli pozwoli się dalej obijać. Ostatecznie walka zakończyła się po dwunastu rundach rezultatem 2x 120-108 i 120-107.

Spence Jr umocnił pozycję w swojej dywizji, ale też w oczach wielu, w rankingach p4p. W jego wadze jest świetny Keith Thurman, który wrócił po przerwie i trzyma pas WBA. Jeszcze przed przerwą uważałem, że tylko Thurman jest w stanie zagrozić Spence Juniorowi. Patrząc jednak na rdzawego Thurmana w ostatniej walce, który momentami walczył o życie w starciu z Josesito Lopezem, wątpię, aby Spence Jr miał czego się obawiać.

W kwestii unifikacji mamy jeszcze dla Spence Jr Shawna Portera (WBC) i Terrence’a Crawforda (WBO). Nie muszę chyba dodawać jak wielkie starcia mogą skomponować ww. dżentelmeni?

tekst: Tomasz Groblica

Dodaj komentarz