Spotkania na szczycie

Jeszcze do niedawna sytuacja w bokserskim świecie przypominała nieco jałową w związku z odbywającymi się Mistrzostwami Świata w piłce nożnej. Te już mamy za sobą, a co za tym idzie sytuacja wraca do normy. I to szybciej niż można by się tego spodziewać!

Na ostatniej prostej znajdują się negocjacje Mariusza Wacha z Arturem Szpilką. Ten drugi w obawie o werdykt odrzucił propozycję Eddiego Hearn’a na walkę z ulubieńcem publiczności Jarellem Millerem. Wziął za to na tapetę swojego kolegę z krajowego podwórka. Viking technicznym wirtuozem ani demonem szybkości oczywiście nie jest, w czym Szpila zapewne upatruje swoich szans. Natomiast nie zaleca się Arturowi przesadnej pewności przed tym starciem ponieważ dyspozycja jego samego pozostaje wielką zagadką. D. Guinn to test przez niego zaliczony niemniej nie pozwalający na rzetelną ocenę tego, w którym miejscu „The Pin” się aktualnie znajduje.  Kontuzja ręki oraz spory dołek po porażce z Kownackim z pewnością nie łatwo wyprzeć ze świadomości. Andrzej Gmitruk zrobi co w jego mocy żeby jak najlepiej rozpracować Wikinga, którego styl nie jest mu obcy. Natomiast Wach to typowy rzemieślnik. Przewidywalny, ale mimo wszystko niełatwy do ustrzelenia olbrzym z potężnym zasięgiem. Mało ruchliwy z mocnym ciosem. To gość, którego szczękę poddali crushtestom Władimir Klitschko, A. Povetkin czy Kevin Mc Bride i w każdym z tych przypadków odporności na ciosy nie sposób mu odmówić. Warunki fizyczne pozwolą w jakimś stopniu trzymać Szpilę na dystans. Mimo porażek Waszka nie przechodził, aż takich wahań formy i zawirowań jak jego potencjalny rywal, a cała kariera prowadzona była nieco stabilniej. Jeśli miałbym wskazać potencjalnego faworyta tego starcia to wydaje mi się, że jednak podopieczny Piotra Wilczewskiego ma na chwilę obecną większe szanse na zwycięstwo.

Odrzuconą przez Szpilkę propozycję walki z J. Millerem przyjął obóz Tomasza Adamka. To starcie spadło z nieba Góralowi! Gus Curren wlał nowe życie w pięściarza z Gilowic. Ciągle szuka on wyzwania w swoim zasięgu, ale jednak z zawodnikiem ze światowego topu. Media w Stanach Zjednoczonych jednogłośnie skreślają Adamka z faworyzowanym Amerykaninem. Wiedząc gdzie i pod kogo organizowana jest gala wiadomo, iż wyrównane rundy mogą być punktowane na korzyść Amerykanina. Adamek ze swoją świtą zgadzając się na ten pojedynek doskonale o tym wie, a mimo to wziął walkę z dobrodziejstwem inwentarza. Jeśli nie zostanie ciężko znokautowany to nie może stracić na tej walce. Pozycja underdoga niebywale mu odpowiada. Miller to zawodnik niezwykle ociężały. „Góral” ma niezłomny charakter, szczękę ze stali i swój popisowy „speeeeeed” czym będzie chciał przewieźć pupila Hearna. I nie chcę tu wyjść na hurraoptymistę niemniej naprawdę uważam, że nie jest w tej potyczce bez szans. Oczywiście Amerykanin będzie niebezpieczny przez całe 12 rund. Oglądając wszystkie jego walki można stwierdzić, że w każdym starciu rozkręca się z rundy na rundę. Wbrew pozorom jestem spokojny o jego kondycję i uważam, że raczej nie dostanie spodziewanej zadyszki. Jeśli będzie dostatecznie sfrustrowany mobilnością Polaka będzie się otwierał, a to może się dla niego skończyć nawet nokdaunem.  Czas pokaże co się wydarzy, ale 55% szans przyznaję niedocenianemu rodakowi.

O Wilder – Fury  nawet nie trzeba wspominać. Na walce z Pianetą, który jest także mocno niedoceniony, Wilder ma pojawić się w roli eksperta. Shannon Briggs opublikował swoje zdjęcie z biletami na wydarzenie w Belfaście. Chociaż potrzebny tam będzie niczym drzwi do lasu to widocznie faktycznie zamierza w swoim stylu prowokować również wygadanych wielkoludów. Walki pewnie nie wyżebrze jak w przypadku prześladowań jednego z braci Klitschko (tego, który nie miał akurat okazji zrobienia mu z twarzy tarczy strzelniczej). Swoją drogą na biednego nie trafiło i w swoim wieku (46 lat) powinien zając się czymś typu uprawy ogródka niż ringowej prostytucji na salonach potentatów. Fury natomiast jeśli przeskoczy Pianetę, co zapewne mu się uda choć wcale nie jest to takie oczywiste – zapowiada niezwłoczne potwierdzenie walki z Bronze Bomberem. W tym wypadku nie wyobrażam sobie innego rezultatu niż zwycięstwo Wildera chociażby ze względu na 2,5 letni rozbrat z boksem na rzecz stylu życia dalekim od „fit”.

Kolejny hit to potwierdzone już starcie rewanżowe króla Gennady  Golovkin’a z Saulem Alvarezem, które odbędzie się 15 września w Las Vegas. Na miejscu GGG , a zwłaszcza Canelo po wpadce tego drugiego z „meksykańską krową” osobiście odpuściłbym sobie ten rewanż (pomimo, iż pierwsza potyczka była czymś wręcz majestatycznym). Jeśli wygra GGG harmonia zostanie zachowana i zapewne łatwiej będzie przejść do porządku dziennego.  Jeśli natomiast wygra Alvarez, dyskusja o nietypowym sposobie odżywiania Meksykanina powróci jak bumerang, a rezultat pewnie nie raz będzie poddany pod wątpliwość. Mimo wszystko spodziewać należy się potężnych grzmotów.

Na deser  uczta w Barclays Center  z udziałem Adama Kownackiego i Charlesa Martina. Oponenta babyface’a przygotowuje legendarny Floyd Mayweather. Pomimo, iż Floyd uważa, że styl Kownackiego jest wręcz dla Charlesa stworzony to ja uważam, że styl Martina dla Adama też jest odpowiedni. Adam bądź co bądź byłego mistrza  świata na pewno się nie wystraszy i stosując dobrze wszystkim znaną i charakterystyczną dla siebie presję będzie chciał rozstrzygnąć losy pojedynku na swoją korzyść. Martin natomiast nie ukrywa, że liczy na siłę swojego ciosu. Walka oscyluje w granicach remisu z lekkim wskazaniem na Adama.

Powołując się na klasyka, nieważne czy w Sandej czy Saturdej – Somebody łil gołing dałn bejb.

 

Konrad Zieliński/wringu.net

Dodaj komentarz