Sulęcki przegrał z Jacobsem, ale to dopiero początek…

..I mam nadzieję, że początek czegoś wielkiego! Maciej Sulęcki zaskoczył zdecydowaną większość malkontentów i pokazał dzisiejszej nocy na Brooklynie, że należy do ścisłego topu wagi średniej. „Striczu”, który miał paść w kilka rund po ciosach Amerykanina, postawił wysoko poprzeczkę rywalowi. Czy Maciek został okradziony na oczach tysięcy kibiców? Pozostawiam ocenę fanom pięściarstwa, jednak jedna z punktacji 117-110 dla Jacobsa, to jakieś nieporozumienie, niedopatrzenie i skandal. W myśl, że faworyta należy pokonać w zdecydowany sposób na jego terenie często kłóci mi się z moimi własnymi zasadami oceniania walki. Mistrza, czy faworyta można pokonać ledwo, ale to też jest wygrana! Czy Sulęcki zrobił wystarczająco dużo, żeby to jego ręka powędrowała do góry po walce? Tak! Jacobs był cieniem Maćka w środkowych rundach, owszem, zaznaczał tzw. power punche, w wymianach w półdystansie mógł być minimalne lepszy, miał Maćka na deskach, jednak „Striczu” kontrolował większość walki i to najprostszymi metodami. Świetnie pracował lewy prosty Polaka, był lewy-prawy z doskoku i odejściem na dystans, lewy sierpowy wchodził jak „złoto”! Więc skąd ocena 117-110?

Może siła promotora Eddiego Hearna jest tak potężna, że odpowiedź na powyższe jest oczywista. Pojawiły się głosy o rewanżu, o który w mojej opinii będzie ciężko. Jeszcze do momentu walki Sulęcki był dla większości środowiska w USA tylko „jakimś” Sulęckim, który o mały włos nie wypunktował Jacobsa. Czy Jacobs będzie chciał ryzykować prawdopodobną porażkę w rewanżu? wątpię. Zamiast tego Amerykanin już rozgląda się za innymi z dywizji średniej. Być może za kilka miesięcy zmierzy się on z Jermallem lub Jermellem Charlo. Jacobs to teraz obowiązkowy pretendent do pasa WBA, który trzyma Gołowkin. Opcji jest wiele, ale co z Sulęckim? Polak powinien utrzymać ten gaz, który wyrobił na treningach z Andrzejem Gmitrukiem i wrócić za kilka miesięcy, koniecznie w Stanach z mocnym przeciwnikiem, takim, nad którym wygrana natychmiast pozwoli mu wrócić do gry.

Kilka słów o trenerze Gmitruku, który wspaniale przygotował podopiecznego do walki. Kondycja i dyscyplina taktyczna były na najwyższym poziomie, choć Gmitruk kilka razy zaznaczył, że Sulęcki nie może we wczesnych fazach wdawać się w bitkę. Oko trenera Gmitruka widzi w ringu wszystko. Liczę, że ta współpraca przyniesie za chwilę dobre efekty.

Teraz dajmy czas Maćkowi, który wróci do Polski, do rodziny i przeanalizuje wszystko na spokojnie. Sulęcki przegrał, ale chyba bardziej z establishmentem boksu, niż z Jacobsem w ringu…

Dzięki „Striczu” za serce, czekamy na powrót!

autor: Tomasz Groblica/wringu.net

Dodaj komentarz