TOP 5 walk rewanżowych w 2017 roku (subiektywna lista)

Jako że lubię rewanże, trylogię (no chyba, że mamy emocję jak na Włodarczyk-Fragomeni) i inne bokserskie perypetie, postarałem się ułożyć moją prywatną listę życzeń pięciu rewanżowych pojedynków na ten nowy rok. Nie jest ona wzięta z kosmosu (wiele mówi się o tych starciach), starałem się też zbytnio nie oderwać od rzeczywistości i mam nadzieję, że co najmniej trzy rewanżowe zestawienia (z pięciu poniżej) obejrzymy w 2017 roku. Co ważne: wyśmienity pierwszy pojedynek wcale nie był najważniejszym kryterium, ale dobra, nie ma co się zbytnio rozwodzić, oto subiektywne TOP 5 walk rewanżowych:

 

  1. Wasyl Łomaczenko (7-1, 5 KO) – Orlando Salido (43-13-4, 30 KO) II:

Ukraiński geniusz już w drugim zawodowym pojedynku został rzucony na głęboką wodę i stary lis Salido zdołał wciągnąć młodszego rywala na grząski grunt i zabrał mu zero w rekordzie (przez niektórych wynik jest kwestionowany, lecz nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością). Salido skutecznie wybijał Ukraińca z rytmu przeróżnymi klinczami, faulami i sprytnymi zagrywkami, przez co nie był to zbyt wybitny występ mistrza olimpijskiego, zwłaszcza nie był to występ jaki znamy z późniejszych walk. Ukrainiec nie do końca przestawił się na boks zawodowy, a „amatorski” repertuar nie wystarczył na starego lisa. Ale „Hi-Tech” zbytnio nie przejął się porażką i… mając osiem zawodowych walk zdobył tytuł mistrza świata w dwóch kategoriach wagowych! Ukrainiec chce zamazać plamę na honorze i skutecznie zrewanżować się Salido, jednak prawdopodobieństwo tego rewanżu jest niestety nikłe. Salido niezbyt chętnie garnie się do kolejnej walki z Łomaczenką, ale ponoć nadzieja umiera ostania. Wynik rewanżu wydaje się prosty, jednak kto by nie chciał zobaczyć podwójnie zmotywowanego geniusza zza wschodniej granicy na tle starego wyjadacza.

  1. Jorge Linares (41-3, 27 KO) – Anthony Crolla (31-5-3, 13 KO) II:

Zaledwie wczoraj, Eddie Hearn był tak uprzejmy i oficjalnie ogłosił, że do rewanżu pomiędzy Linaresem i Crollą dojdzie już 25 marca w Manchesterze! Czyli już jedno życzenie z pięciu zostanie spełnione. Jak najlepiej i najkrócej oddać wyjątkowość tego zestawienia? Chyba idealnie wyrazi to fakt, że o przynależności pasa WBA zadecydowała… ostatnia runda! Obaj panowie od pierwszej do ostatniej minuty nie zwalniali tempa i dali prawdziwe show. Ostatecznie to Wenezuelczyk zachował więcej sił i zasłużenie odebrał tytuł miejscowemu mistrzowi. Crolla udowodnił, że ma prawdziwe serducho do tego sportu, a Linares to jeden z lepszych techników w… boksie zawodowym. Jego kombinacje ciosów mogę oglądać godzinami. Kto nie oglądał pierwszego pojedynku, ma zapas trzech miesięcy, ale po co odwlekać. Link poniżej:

  1. Roman Gonzalez (46-0, 38 KO) – Carlos Cuadras (35-1-1, 27 KO) II:

Bez większych rozważań można powiedzieć, że to był jeden z najtrudniejszych i najbardziej widowiskowych pojedynków „Chocolatito”. Po wspaniałym boju, Roman Gonzalez pokonał (117:111 [sic!], 116:112 i 115:113) Meksykanina i zdobył tytuł w czwartej kategorii wagowej. Obaj pięściarze nie bawili się w żadne szachowanie i od początku do końca wymieniali się potężnymi uderzeniami. To była walka na wyniszczenie, która z pewnością zabrała obu panom wiele zdrowia. O poziomie tej wojny najlepiej świadczy fakt, że kibice zebrani w hali oddali hołd obu pięściarzom oklaskując ich na stojąco. Ewentualny pojedynek Gonzalez-Cuadras II stoi jednak pod dużym znakiem zapytania. Wydaje się, że będzie niezwykle trudno doprowadzić do rewanżu, gdyż pięściarz z Nikaragui zbytnio nie kwapi się do kolejnej wojny z Cuadrasem: „W tej chwili rewanżu nie będzie, nie mam na to ochoty”. Po części rozumiem „Chocolatito” – zasłużenie wygrał, dał wielką walkę i czas na kolejne wyzwania/rekordy, ale niezwykle ciężko mu będzie zrobić z kimś lepsze show niż właśnie z Cuadrasem.

  1. Carl Frampton (23-0, 14 KO) – Leo Santa Cruz (32-1-1, 18 KO) II:

Doskonałe widowisko, najwyższy poziom i mistrzowska stawka w tle. Nie bez przyczyny redaktorzy stacji ESPN wybrali pięściarzem roku właśnie Irlandczyka. Frampton rezultatem dwa do remisu (114:114, 116:112, 117:111 [sic!]) zdetronizował Meksykanina po bardzo wyrównanym starciu. „Szakal” od pierwszego gongu rzucił się na Santa Cruza i zdołał wypracować znaczną przewagę. Niezwykle precyzyjnie bite ciosy, wspaniały timing i potężny lewy sierpowy, który „podłączył” rywala w drugiej rundzie, zrobiły duże wrażenie na sędziach i kibicach. Jednak Meksykanin – jak to mają w zwyczaju prawdziwi wojownicy – nie złożył broni i zaczął odrabiać straty, dzięki czemu mieliśmy chwilami wspaniałą bitkę w ringu. To jednak nie wystarczyło, aby odrobić straty i pas odleciał do Irlandii. Myślę, że rewanż zechce zobaczyć każdy, kto oglądał choć kilka rund pierwszego starcia. Obaj pięściarze są na „tak”, więc nie pozostaje nic innego jak po raz kolejny zobaczyć wielkie widowisko w kategorii piórkowej.

  1. Siergiej Kowaliow (30-1-1, 26 KO) – Andre Ward (31-0, 15 KO) II:

Nie mogło być inaczej. Jest to zestawienie, które MUSI dojść do skutku w tym roku. Pierwsza walka stała na wysokim poziomie, było liczenie, ciasno na kartach punktowych, jednak… stała się krzywda. Moim zdaniem to starcie wygrał Rosjanin i dla ukojenia mojego (oraz dużej części bokserskiego świata) poczucia sprawiedliwości, do tego rewanżu musi dojść. Jednak o wynik nie jestem już taki pewny. W wielu rundach (zwłaszcza w drugiej połowie walki) „Syn Bogów” pokazał nam wszystkim, że można skutecznie radzić sobie z potworną siłą „Krushera” i jeżeli Ward nie prześpi początku walki, to tym rewanżem może udowodnić mi (oraz dużej części bokserskiego świata), że zasługuje na miano króla wagi półciężkiej oraz… na schedę po Floydzie na tronie rankingu P4P. Wszystko to jednak mogło wynikać ze złego przygotowania Kowaliowa, który skarżył się po walce, że przecenił Amerykanina i zwyczajnie się przetrenował, skąd mogła wynikać ta gorsza postawa w drugiej części walki. Szansa, że dojdzie do rewanżu jest bardzo duża. Rosjanin – a dokładnie jego ekipa – w razie wpadki, zdołała zawrzeć w kontrakcie obowiązkowy rewanż, więc „S.O.G.” zobligowany jest do drugiej przeprawy z Kowaliowem. Chyba, że zrezygnuje z trzech mistrzowskich pasów, ale to oznaczałoby jednoznaczną kapitulację i wyraźnie świadczyłoby o „uczciwości” wyniku pierwszej walki.

Źródło: własne

Wideo: YT

Dodaj komentarz