Tyson Fury zastopował Chisorę, ale nikogo to nie obchodzi

Wczoraj do kolejnej obrony pasa WBC wagi ciężkiej wyszedł Tyson Fury. Anglik wystąpił na rodzimej gali w Londynie. Po raz trzeci Fury skrzyżował rękawice z Dereckiem Chisorą. Poprzednie dwie walki zakończyły się absolutną dominacją Fury’ego, nie było inaczej i teraz.

Fury od początku przeważał, lokując na rywalu dziesiątki celnych prostych i podbródków razem. Chisora od czwartej rundy wyglądał, jakby nie mógł złapać oddechu i walczył o życie – w pewnym sensie tak było.

Mniejszy z zawodników był motywowany co rundę przez swój narożnik, jednak i oni nie mogli nie zauważyć, że ich pięściarz gaśnie z rundy na rundę. Od okolic ósmej odsłony Chisorze przyglądał się lekarz ringowy oraz sędzia, jednak te jednostronne zawody potrwały aż do 10 rundy. Fury kontrolował walkę właściwie samą kombinacją lewy-prawy. W dziesiątej rundzie sędzia widząc wymęczonego Chisorę odwołał walkę.

Kibice zebrani na Tottenham Stadium gwizdali przez wiele rund na to średniej jakości widowisko, głównie z powodu postawy Chisory. Ta walka nikomu nie była potrzebna, poza tymi, którzy na niej zarobili chyba nikt nie chciał tego oglądać. Pozostaje liczyć, że rozbity Chisora to ostatni taki wybór „Olbrzyma z Wilmslow”. Miejmy nadzieję, że było to starcie na podtrzymanie formy Tysona, przed tym, jak w 2023 podejmie jednego z pary Joyce lub Usyk…

Leave a Reply