Usyk idzie po tron. Cztery pasy to za mało

Wszyscy pamiętamy gdy Aleksander Usyk przyjeżdzał do Gdańska, by walczyć z Krzysztofem Głowackim. Znaliśmy go jako utytułowanego amatora, mistrza olimpijskiego, medalistę wielu imprez, jednego z najlepszych zawodników drużyny Ukrainian Otomans. Celem Ukraińca był oczywiście pas WBO należący do naszego Krzysztofa Głowackiego. Większość fanów w Polsce (także i redaktorzy wRingu.net) doceniała sukcesy Usyka, jednak wszyscy liczyliśmy, że jego doświadczenie jest niewystarczające, by pokonać opromienionego nokautem na Hucku „Główkę”. Stało się jednak inaczej. Aleksander bynajmniej nie miał mleka pod nosem. Niemiłosiernie obił naszego zawodnika, zabrał pas i pojechał do domu. Na otarcie łez zostało nam wspomnienie, że mogliśmy obejrzeć na naszej ziemi jednego z najlepszych pięściarzy świata.

Gdy rozpoczynał się turniej WBSS Usyk z automatu został postawiony w roli faworyta. Od razu w pierwszej walce narobił w ringu sporego dymu, spuszczając wspomnianemu już wcześniej Huckowi manto życia.Bośniacki Niemiec gdy krył się za swoją podwójną gardą zbierał ciosy z wszelkich możliwych płaszczyzn i we wszelkie możliwe miejsca. Gdy tylko zaś się otworzył, próbując przypuścić swój stylizowany na pływacki kraul atak, zostawał kontrowany jak dzieciak. Dość powiedzieć, że Huck najmocniej trafił Usyka, gdy uderzył go z zaskoczenia w momencie gdy Ukrainiec poślizgnął się na macie ringu. Sława Usyka po tym zwycięstwie wzrosła jeszcze bardziej, zaczął nawet trafiać do rankingów bez podziału na kategorie wagowe.

Jutro naprzeciw Hucka stanie Mairis Briedis. Walka odbędzie się na jego terenie, w łotewskiej Rydze. Briedis jest w swojej ojczyźnie bohaterem narodowym. Rzadko się zdarza, by sportowcy z tamtego kraju odnosili jakieś spektakularne sukcesy. Na ten moment kojarzy mi się jedynie biathlonista Rastorgujevs, który szykuje się obecnie do igrzysk olimpijskich, a któremu zima dała medal mistrzostw Europy. Briedisa można śmiało określić łotewskim Małyszem. Skoro jesteśmy już przy polskim skoczku, warto dodać, że mistrz świata WBC mógł mieć z naszym krajem spore związki. Swego czasu był przymierzany do startów pod banderą Knockout Promotions. Niestety, grupa Andrzeja Wasilewskiego nie sfinalizowała umowy z zawodnikiem. Losy Briedisa potoczyły się dla niego korzystnie i po pokonaniu Hucka (znowu się pojawia!) mógł cieszyć się z pasa mistrza świata. Nie wiemy, jaka droga czekałaby go w Polsce.

Przechodząc do samej walki, Usyk jest stawiany po raz kolejny w roli faworyta. Ma przewagę warunków fizycznych, potrafi zarówno świetnie wykorzystywać warunki fizyczne, nieobca mu jest żadna z technik walki na pięści, dobrze pracuje na nogach, posiada zmysł taktyczny pozwalający neutralizować atuty przeciwnika. Briedis nie jest oczywiście pierwszym lepszym pionkiem, to świetny zawodnik, jednak w wielu elementach będzie ustępował Ukraińcowi. Ma mniejszy zasięg ramion i jest zawodnikiem, dla którego Usyk może być nieuchwytny. Co charakterystyczne dla stylu Łotysza, to fakt, że angażuje on się w walkę w takim stopniu, by posiadać przewagę, ale nie ponosić specjalnego ryzyka. Tym razem jednak, jeśli tego ryzyka nie podejmie – przegra z kretesem. Być może swoim potężnym ciosem sprawdzi także odporność szczęki Usyka. Będziemy jednak zaskoczeni, jeżeli to ręka Briedisa powędruje po walce w górę.

Zwycięzca pojedynku będzie mógł spokojnie czekać na wygranego z rywalizacji Gassijew – Dorticos. Usyk jest to zawodnik, który posiada ogromne siły mentalne. Jego psychika nastawiona jest na zwycięstwo. Wiara w siebie, poparta pracą i umiejętnościami to jego broń. 90 procent zawodników powtarza w różnych słowach i konfiguracjach „ajem de czempion”, jednak tylko nieliczni potrafią swoją postawą już w rozmowie przekonać, że tak naprawdę jest. Gdy słucha się Usyka, od razu wiadomo, że ma się do czynienia z osobą nietuzinkową. Między innymi dlatego jego plany sięgają dużo dalej niż zwycięstwo z Briedisem, czy nawet wygranie turnieju.

Ukrainiec otwarcie mówi, że chce zdobyć pas wagi ciężkiej. Nie jest to wykluczone. Ma dobre warunki fizyczne, które nie powinny go zbytnio ograniczać w erze gigantów w królewskiej dywizji. Wielu fanów „narzeka”, że nie dysponuje mocnym ciosem, co w najwyższym limicie wydaje się być warunkiem sine qua non. Nie zapominajmy jednak, że pas zdobywali zawodnicy wywodzący się z niższych kategorii, a na starcie dysponujący dużo lżejszą sylwetką niż Usyk. Wspomnijmy chociażby wybitnego Roya Jonesa, czy też jeszcze nie tak dawno, Davida Haye. Niekoniecznie przejście do HW musi wiązać się z jedzeniem ogromnej ilości schabowych i ulewaniem masy, co jest dość oczywiste. Wspomniany zaś wcześniej Haye byłby świetną odpowiedzią na pytanie,  czy Usyka stać na pas. Na takie zestawienia jednak przyjdzie jeszczcze czas.

Czekając na sobotę liczę na świetny pojedynek. W ringu ma zwyciężyć maestria. Fanom na Łotwie w przypadku porażki ich faworyta życzę zaś tego, by mogli obejrzeć pokaz, jakiego my doświadczyliśmy w Ergo Arenie. Mimo porażki naszego zawodnika, każdy docenił świetny boks, jaki  zaprezentował Usyk. Jednocześnie ostrzegamy przed zbliżającymi się emocjami: znajomy, który za bardzo zaangażował się ostatnio w pewną świetną walkę zgubił… kota i odnalazł go dopiero następnego dnia poza domem. Bądźcie więc czujni spoglądając na ring. Niech boks będzie z Wami!

 

 

 

Dodaj komentarz