w RINGu z… – porażki Manny’ego Pacquiao – cz. 2

Kontynuujemy cykl „w RINGU z…”, którego bohaterem jest Manny Pacquiao. Wcześniej pisałem tutaj o dwóch porażkach Manny’ego z początku kariery. Filipino występował jeszcze tylko w rodzimym ringu. Od drugiej porażki mijają dwa lata. Pacquiao po serii zwycięstw wędruje po raz pierwszy do Stanów (i tam już stoczy większość swoich starć). Filipińczyk zdobywa w USA pierwszy poważny pas mistrza, w tym przypadku IBF, broni go to w Stanach, to na Filipinach, gdy nagle przychodzi pora na walkę  słynnym MGM Grand w Las Vegas. Rywalem jest „El Terrible” Erik Morales. „Pacman” między czasie przeskoczył kilka wag do góry. Z Moralesem bije się o trofeum w dywizji super piórkowej. Mańkut jest nacierającą stroną, jednak mniej dokładną. Morales wyprzedza ataki Pacquiao lewą ręką, punktuje też w wymianach, a walka jest bardzo bliska w dodatku przybiera wizerunek slugfestowy (rzeźnia w ringu). Pięściarze są zakrwawieni, biją ciosy na wyniszczenia, a publika szaleje. Morales wygrywa z Pacquiao na punkty jedną rundą u wszystkich sędziów. Warto nadmienić, że w późniejszych latach Morales poległ z Pacquiao dwukrotnie przed czasem.

Mijają kolejne lata, Filipino pojedynkuje się już tylko w Stanach, w głównych walkach wieczoru z największymi za największe pieniądze. Po kolei odprawia takie sławy jak J.M. Marquez, Marco Antonio Barrera, Oscar De La Hoya, daje wspaniałą walkę z Miguelem Cotto, ciężko nokautuje Ricky’ego Hattona oraz dosłownie łamie kości twarzy Antonio Margarito.


skrót walki Pacquiao z Antonio Margarito

 Kiedy czempion w ośmiu wagach (niektórzy mówią że w siedmiu) jest na absolutnej fali, przychodzi pora na potyczkę z Timothym Bradleyem. Amerykański pięściarz wywodzący się z niższej dywizji, połasił się na pas „PacMana” w kategorii półśredniej. Werdykt walki wywołał skandal na świecie, bowiem według kart punktowych czarnoskóry bokser wygrał dwa do jednego, jedną rundą tj. 115-113-115-113 i 113-115. Ocenę pozostawiam kibicom, dodam tylko, że batalia jest bardzo trudna do punktowania i tylko z pozoru Pacquiao ją zdominował. To taki mały ukłon ode mnie w stronę Bradleya.

Przed walką z „Pustynną Burzą” Filipińczyk stworzył zaciętą trylogię z Juanem Manuelem Marquezem. Jedna z jego wygranych nad Meksykaninem była tylko trochę mniej kontrowersyjna od niekorzystnej punktacji w walce z Bradleyem. Meksykanin wkrótce dopnie swego i pokona Pacquiao, zadając mu piątą porażkę, ale o tym w ostatniej części.

Część 1.

Źródło: własne

Leave a Reply