w RINGu z… – porażki Manny’ego Pacquiao – cz. 3

pacquiao-mayweather-update-03Ostatnia część cyklu o porażkach Manny’ego to skok w nieodległy rok 2012 i obecny – 2015 rok. Po bardzo dyskusyjnej przegranej z Timem Bradleyem „PacMan” wrócił po sześciu miesiącach, żeby zmierzyć się w zamykającej kwadrologię potyczce z Juanem Manuelem Marquezem. Odwieczny rywal do tamtej pory nie pokonał Pacquiao. Raz zremisował i dwa razy poległ, ale w każdym z pojedynków wynik mógł pójść w obie strony.

Jesteśmy w MGM Grand w Las Vegas, Pacquiao znalazł się na deskach po okrężnym prawym Marqueza, ale wraca mocny i również posyła przeciwnika na deski. Walka jak zwykle zaostrza się, robi się krwawo. Jak nigdy dotąd, Filipino zaczyna zyskiwać wyraźną przewagę, a Marquez ma chwile słabości i chwieje się po uderzeniach „PacMana”. Po piątej rundzie Meksykanin idzie porozbijany do narożnika. Trener Nacho Beristain usiłuje zaleczyć prawdopodobnie złamany nos „Dinamity”, udzielając mu wskazówek na dalsze rundy. Pięściarze wychodzą do szóstej odsłony, Pacquiao przeważa, ale zapomina się w dosłownie ostatnich sekundach rundy i pada po potwornie mocnym prawym Marqueza. Wszystko przez wejście w półdystans z opuszczonymi rękami. Marquez ćwiczył ten cios na sparingach. Sensacja, ale nie dlatego, że Filipino przegrał, lecz przez sposób w jaki to się stało! Pacquiao jeszcze długo leży nieprzytomny, a meksykański weteran po latach dopina swego.

 Minął rok, kibice znów oglądają swojego bohatera w ringu. Pacquiao znów jest na szczycie, wygrywa trzykrotnie, w tym raz odkuwa się za niechlubną porażkę z Bradleyem i zabiera mu pas WBO w wadze półśredniej. Przychodzi pora na „walkę wszech czasów” z Floydem Mayweatherem

2 maja 2015 – ponownie wędrujemy do MGM Grand. Na wypełnionych po brzegi trybunach, zasiadają największe osobistości. Aktorzy, sportowcy, biznesmeni. Dla „szarego kibica” przeznaczono zaledwie tysiąc sztuk biletów. Zaczyna się walka, Pacquiao czeka, Mayweather również. Obaj bardzo skupieni „badają grunt” przez pierwsze minuty walki. Mayweather jak zwykle z naostrzonym prawym kontrującym, nie daje sobie zrobić większej krzywdy do rundy czwartej, w której Manny trafia go porządnie na szczękę. Publika wstaje, ale Filipino nie jest w stanie zrobić nic więcej geniuszowi defensywy. Właściwie, to przegrywa większość rund, a „Money” rozgrywa zawody po swojemu – jest dokładniejszy, oszczędny w ciosach, niesamowity w pracy nóg. Walka zawiodła wielu kibiców. Nie było w niej fajerwerków, nokdaunów, liczenia. Było za to sporo kalkulacji oraz wyczekiwania, co nie oznacza, że panowie dali słabe widowisko. Odbiór tego pojedynku jest zależny od oczekiwań, ale chyba każdy, kto wie jak walczy Floyd, nie spodziewał się szalonych wymian w półdystansie? Pacquiao zasłużenie przegrywa na punkty i odnosi szóstą porażkę w karierze. Po walce bokser tłumaczy, że słaba dyspozycja była podyktowana kontuzją barku, rzekomym naderwaniem ścięgien, ale nikt nie chce tego słuchać.

Wielki bokser został w powrocie powitany na rodzinnych Filipinach jak bohater i mógł liczyć na absolutne wsparcie ze strony rodaków. Pacquiao najprawdopodobniej nie wystąpi już w tym roku, jednak zapewnił, że nie powiedział ostatniego słowa w boksie.

Część 1.

Część 2.

Leave a Reply