Wilder mówi, że nie chce rewanżu ze Stivernem. Czy jest ktoś kto go chce?

Chłodny jesienny poranek przywitał mnie chłodną wiadomością. Mówię tu o tym, kiedy jadąc do pracy komunikacją miejską, jak zwykle sprawdzałem co ciekawego w świecie boksu wydarzyło się w czasie mojego snu. Podejrzewałem, jakoś miałem złe przeczucia – pewnie nie sam – co do tej walki. Wiesz już o czym tak pokrętnie opowiadam? O tytule, który mówił mniej więcej tak: ”Luis Ortiz na dopingu, nie będzie walki z Wilderem”. Chłopaki z  redakcji szybko zareagowali robiąc trochę prześmiewczy odcinek naszego autorskiego programu – wRingu.net. Chociaż, jak to bywa, był to śmiech przez łzy.

Powiem szczerze, wielką anty sympatią darzę Bermane Stiverna. Jeszcze zanim ogłoszono walkę Deontaya Wildera z Luisem Ortizem, to właśnie zawodnik Don Kinga miał dostać szanse rewanżu. Gdy to piszę to już czuje wielką irytacje, niesmak. Dlaczego mistrz WBC, który ma na koncie już kilka obron, nie walczył nigdy z nikim, kto zasługiwałby nawet na miano pretendenta. Na chwilę obecną największym skalpem Wildera jest chyba Johann Duhaupas. Słabo, prawda?

Stiverne mocno domagał się rewanżu z Wilderem, mimo że w ogóle na niego nie zasługuje. Ale o tym za chwilę. Kiedy udało się go „spławić”, za spore pieniądze i ogłoszono walkę Wildera z Ortizem – odczułem wielką ulgę. Kibice w końcu mieli doczekać się weryfikacji mistrza WBC. To byłoby świetne zestawienie.  Sam nie potrafię wskazać faworyta takiego zestawienia, a to jest przecież bardzo pozytywna wiadomość dla kibica boksu. No, ale niestety to było zbyt piękne, by było prawdziwe. Ortiz wpadł na dopingu i jego miejsce zajął Stiverne. Czy tak jak ja, czytając o walce z Ortizem uśmiechasz się, a myśląc o tym, że Wilder znowu obije Stiverna, to masz minę jak w poniedziałek rano zaczynając tydzień pracy?

Dlaczego ktoś taki dostaje walkę o tytuł mistrza świata? Bo był nim pokonując schyłkowego Arreolę? W pierwszej obronie przegrał do jednej bramki z Wilderem właśnie, pozostawiając gorsze wrażenie od chociażby Szpilki czy równie przeciętnego Moliny. Przetrwał dystans, to jego jedyny sukces w tej walce. Później tłumaczył się odwodnieniem. Nie śmieszne nawet. Później bardzo słaba, wyrównana walka z Derrickiem Rossy’m, gdzie jeszcze zaliczył posiedzenie na deskach ringu. No a kim jest Rossy w świecie boksu? A walka mogła iść w obie strony. I co ciekawsze, to była ostatnia walka Stiverna. A odbyła się kiedy? W 2015 roku !

Od tego czasu wciąż był przymierzany do rewanżu z Wilderem. Po drodze, miał stoczyć walkę z Aleksandrem Powietkinem, ale ten wpadł na dopingu i Haitańczyk zgarnął bez walki sporo pieniędzy. I pytam, dlaczego on ma walczyć o pas? Nikt tego nie chce. Ani Wilder, ani telewizje, ani kibice. Ale walka będzie z jakiś irracjonalnych powodów się odbędzie. Nie wiem czy to sympatia do Stiverna czy może jego promotora Dona Kinga? Nie ważne, nam pozostaje czekać na większe wyzwania Wildera. Szkoda tylko czasu, kiedy mamy okazje do zorganizowania kilku lepszych walk mistrzowi bardziej Alabamy niż świata…

Dodaj komentarz