Wiwat waga ciężka!

Fajnie się zrobiło.

Jak wielu z was sam zostałem wychowany przede wszystkim na wadze ciężkiej. Dorastałem w latach 90 więc w okresie kiedy na ringach królewskiej kategorii działo się sporo. Był Tyson, był Lewis, Holyfield czy Tua i Byrd (no i Ruiz ale jego walki wspominam ze zgrozą, co gorsza niedawno stare rany rozdrapała walka Briedis z Perezem). Było tez kilku zawodników którzy nie zawsze wbijali do topu ale zawsze potrafili dawać super walki: Fres Oquendo, David Izon, Clifford Ettienee, Michael Grant, Hassim Rahman, Herbie Hide, Corrie Sanders. Było bardzo różnorodnie. Ponadto wtedy jeszcze aktywny Don King potrafił robić bajeczne gale i w cztery główne walki wieczoru wstawić tylko wagę ciężką. Wtedy bracia Kliczko dopiero stopniowo (i raczej cichutko) wspinali się po szczebelkach kariery ale daleko im było do światowej popularności. Wtedy nie było jednego dominatora. Dopiero z czasem Lennox wyrósł na niekwestionowany numer jeden. Ale i tak było mnóstwo walk dla których warto było wstawać w nocy.

Potem nastała era braci Kliczko. Mam do nich ogromny sentyment i nie sposób podważyć ich pozycji w wadze ciężkiej. Byli absolutnymi liderami którzy cała resztę wyprzedzali o kilka klas. Ponieważ dodatkowo do każdego rywala podchodzili w pełni przygotowani i nigdy nie lekceważyli oponentów, w ringu ich dominacja była przygniatająca. A ich dominacja w wadze ciężkiej rosła w błyskawicznym tempie. Niestety ich sukces okazał się jednocześnie ich fatum. Walki braci Kliczko były przewidywalne i jednostronne. Brakowało w nich emocji. Szczególnie w przypadku Wladimira który swoim stylem potrafił uśpić największych fanów pięściarstwa. Ale właśnie dzięki temu panował od roku 2006 do 2015. Wtedy najczęściej mówiło się o tym że waga ciężka przezywa kryzys. Przez 10 lata byliśmy świadkami kolejnych egzekucji w wykonaniu ukraińskich braci. Egzekucji które zadowalały miłośników boksu taktycznego (przynajmniej niektórych) ale były pozbawione elementu dramatyzmu czy w ogóle jakichkolwiek emocji. Vitali zawsze wypadała nieco lepiej bo zadawała więcej uderzeń w różnych płaszczyznach w momencie gdy Wladimir potrafił wygrywać walki kombinacjami 3 uderzeń. Moim zdaniem jednak kryzys wagi ciężkiej został przez wielu odebrany niewłaściwie. Uważam że po 2000 wcale nie było dużo słabszych zawodników. Pojawiło się natomiast kunktatorstwo. Ci najlepsi pretendenci woleli nabijać rekordy ma wszelkiego rodzaju kelnerach, rybakach i tym podobnych wynalazkach. W między czasie czekali na swoją kolej na wypła…. znaczy starcie z którymś z Ukraińskich olbrzymów i wszyscy byli zadowoleni. No może nie koniecznie kibice. W każdym razie pretendenci przestali walczyć między sobą a w starciach z Kliczkami nie byli w stanie nawiązać równorzędnej walki. W wadze ciężkiej brakowało wtedy starć w których ciężko byłoby wskazać faworyta czy też takich dla których warto byłoby zarywać noc.

Jednak w ostatnim czasie waga ciężka najwyraźniej zaczęła odżywać. Nie chce pisać że wszystko przez odejście braci Kliczko ale widzę że w ostatnich czasach pojawia się bardzo dużo utalentowanych oraz medialnych zawodników których pojedynki przykuwają uwagę. Mamy Anthony’ego Joshuę który na szczyt wagi ciężkiej wszedł jak burza. Walka z Wladimirem Kliczko zgromadziła na stadionie na Wembley 90 tysięcy widzów. Mamy Josepha Parkera. Wprawdzie ten jest przez wielu uważany za najsłabszego z mistrzów ale nie unika wyzwań a jego pojedynki z Carlosem Takamem, Andy Ruizem czy ostatni z Hughie Furym były pojedynkami które wzbudziły zainteresowanie. Młody zawodnik z Nowej Zelandii pokazał że nie boi się wyzwań i jazdy na teren rywala. Mamy wschodzącego Jerrela Millera który również przyciąga publikę nie tylko za sprawą swoich nokautów ale również osobowości i tego że nie owija w bawełnę swoich przemyśleń i przekonań. Jest Luis Ortiz który mimo słabości do koksu nadal jest tym który przykuwa uwagę kibiców. Wymieniając dalej mamy ciekawych walczaków Breazale’a i Whyte’a. Zwłaszcza ten drugi ostatnio zrobił wielkie show za sprawą swojej dwunastorundowej wojny z Dereckiem Chisorą. Na kolejną szanse nadal czeka Carlos Takam a jego walki zawsze są tym na co warto zwrócić uwagę. Nie można tez zapominać o Tonym Bellew. Takich zawodników można by jeszcze trochę wymienić. Ale co najważniejsze są to zawodnicy którzy nie boją się rywalizacji między sobą i dostarczą nam wiele emocji nawet jeżeli stawkami ich pojedynków nie będą pasy mistrzowskie.

Jedyną łyżką dziegciu tej mieszance jest jeden gość(a zarazem twór medialny) z Alabamy który działa dokładnie odwrotnie. Ale jego akurat w swoich przemyśleniach obejmę tak samo jak Andrzej Sapkowski opisał Korreda w powieści „Pani Jeziora” (zainteresowanych odsyłam do google). Wracając do sedna. Waga ciężka zaczęła się odradzać i ponownie przyciągać uwagę kibiców. Znów warto robić gale gdzie królewska kategoria zajmuje walki wieczoru. Co najlepsze wszystko wskazuje że z kolejnymi latami zrobi się jeszcze ciekawiej. Już widać kolejny narybek młodych, utalentowanych i ambitnych zawodników. Daniel Dubois poczyna sobie coraz śmielej. Niedawno zadebiutowali Tony Yoka, Filip Hrgović, Ivan Dyczko. Za kilka dni dołączy do nich Joe Joyce. Ci panowie z pewnością będą chcieli szybko wdrapać się na sam szczyt dlatego myślę że w następnych latach czekają nas kolejne emocje w wadze ciężkiej. I kolejne wydarzenia dla których warto będzie poświęcić wieczór czy tez wstać w środku nocy. Tak więc panie i panowie, możemy już zacierać ręce i liczyć na kolejne wielkie wydarzenia. I jak mawia poeta Lets get ready to rumble…Wiwat waga ciężka!

Dodaj komentarz