wRINGu.net wybiera: Najlepsze walki na domowe zamknięcie cz.4

Boks w tym najpiękniejszym wydaniu oprócz wspaniałych akcji niesie ze sobą także piękne historie. Dzięki nim niejednokrotnie mamy okazję przekonać się jak wiele człowiek może znieść, ile sobie i innym udowodnić oraz ile niemożliwych rzeczy dokonać, jeśli tylko poprze to odpowiednią masą wiary we własne możliwości. Dzięki temu w ringu obserwujemy nie tylko morderczą walkę dwóch wspaniałych bokserów, ale także to, jak na naszych oczach kształtuje się historia. Do kilku pojedynków z kategorii „wyjątkowe” dziś właśnie wrócimy.

Lennox Lewis – Vitali Klitschko

Dla każdego fana jest to pozycja bezdyskusyjnie obowiązkowa. Starcie absolutnych legend, które zasłużenie dzierżą honorowe miejsca w „Hall of Fame”.

Przed pojedynkiem Lennox Lewis cieszył się niepodważalną pozycją. W swojej ostatniej walce pokonał największą bestię swoich czasów w osobie Mike’a Tyson’a bijąc przy tym wszelkie rekordy oglądalności. Po drodze udowodnił już wszystko co musiał udowodnić, jak przystało na wielkiego mistrza. Na horyzoncie zaczynało brakować ” mięsa” dla Lewis’a, a forsowany pojedynek z Chrisem Byrdem nie dostarczał oczekiwanego emocjonalnego ładunku energetycznego. W zaistniałej sytuacji co rzadko się zdarza, to Lewis zaczął publicznie domagać się rewanżu z Tysonem, którym oponent najwyraźniej nie był zainteresowany. W oddali zaczęli się pojawiać bracia Klitschko, z których teoretycznie za mocniejszego uznano młodszego Władimira. Koncepcja się jednak „wysypała” po zaskakującej porażce Vlada z Corrie Sanders’em. Jeśli myślicie, że to jedyna nieoczekiwana rzecz, która wydarzyła się przed tą walką, to jesteście w grubym błędzie. Kolejny z braci, tym razem starszy dopiero wkraczał na swoją legendarną ścieżkę, niemniej zajmował już 1sze miejsce w rankingu WBC. Federacji, której posiadaczem pasa był właśnie Lewis. Lennox „z braku laku” wybrał na pretendenta Kirka Johnsona (33-1), natomiast Witalijowi zaproponowano Co Main event. Jeśli by się zgodził, miał on dostać zapewnienie, że to właśnie on będzie kolejnym pretendentem. Sytuacja jednak przybrała kompletnie nieoczekiwany obrót, kiedy Johnson zgłosił kontuzję,a mistrzowską szansę otrzymał starszy Kliczko, któremu nie dawano sporych szans. Propozycję jednak błyskawicznie przyjął.

Lewis przed walką ważył najwięcej w karierze(116 kg) co było pierwszym sygnałem na to, że mógł nieco zlekceważyć przygotowania wiedząc, że miał się zmierzyć z kimś takim jak Johnson. Co istotne Vitalii walczył ze swoimi demonami. Okropnie przeżywał krzywdzące opinie kibiców. Po poddaniu walki z Chris’em Byrd’em ze względu na kontuzję barku. Media okrzyknęły go „Quit’erem” oraz pięściarzem, który nie ma serca do walki. Samo starcie to już historia, do której odsyłamy w linku. Natomiast dlaczego to w tej całej historii bardzo istotne, zaczniemy przekonywać się już po 3 rundzie, w której łuk brwiowy ukraińca wyglądał jak po starciu z ciężarówką. Witalij przez całą walkę był dokładnym zaprzeczeniem tych słów. Hart ducha jaki wtedy unosił się w okół ringu był czymś absolutnie nadludzkim. Ostatecznie przez techniczny nokaut w 6 rundzie wygrał Lewis. Walka oprócz kontrowersyjnego werdyktu, przywitała się z ogromną dezaprobatą ze strony publiczności. Do momentu jej zakończenia, na punkty prowadził Kliczko (58:56). Jak się później okazało była to ostatnia zawodowa walka Brytyjczka w jego bujnej karierze.

Jeśli istnieją walki, których nikt nie przegrywa to była właśnie jedna z nich. Kliczko do dziś wraca do niej z rozżewnieniem, żałując, że nigdy nie doszło do rewanżu. Co ciekawe na przeszkodzie zorganizowania ich kolejnego pojedynku stanęła żona Lennoxa, która kategorycznie zabroniła mu starcia z Kliczką. Witalij natomiast odzyskał swój honor i szacunek w oczach kibiców udowadniając, że posiada serce do walki większe niż niejeden głaz po czym na lata zdominował ciężką dywizję.

Muhammad Ali-Sony Liston (pierwsza walka)

Legendarnego Muhammada Ali i jego niepowtarzalnego stylu nie trzeba nikomu przedstawiać. W historii boksu zawodowego próżno szukać pięściarza, który dorównałby jego nadludzko skutecznej pracy na nogach oraz reprezentował tak szeroki wachlarz technik. To kim naprawdę jest Ali przedstawia także to w jaki sposób wszedł na szczyt. W swojej pierwszej mistrzowskiej potyczce zmierzył się z Sonym Listonem – człowiekiem, który boksu nauczył się… w więzieniu. Ali absolutnie nie był faworytem tej potyczki.

Cassius Clay, bo pod tym nazwiskiem (jeszcze przed przejściem na islam) stanąć miał do walki o mistrzostwo świata naprzeciw zawodnika, który uznawany był za najbrutalniejszego człowieka globu. Sony Liston oprócz swojej bogatej kryminalnej kartoteki posiadał również jedne z najcięższych rąk w historii królewskiej kategorii. Jego firmowym ciosem było słynne uderzenie z obu rąk. Ponadto był małomówny, miał przerażające spojrzenie i potrafił podsycać otoczkę mroku, którą sukcesywnie wokół niego budowano. Był jednym z 25-ki dzieci swoich rodziców, a dokładna data jego urodzenia do dziś pozostaje nieznana. Sprawy miały się inaczej z Clayem, który pochodził z dobrej rodziny a boks zaczął trenować po to by odzyskać skradziony rower. Swoje pierwsze olimpijskie złoto zdobył w Rzymie, co ciekawe, pokonując w finale polaka – Zbigniewa Pietrzykowskiego. Ali miał strasznie „niewyparzoną gębę”, a co po niektórzy do dziś przypisują mu wynalezienie trash-talkingu. Gdy walka została zakontraktowana Ali jak to miał w swoim zwyczaju postanowił sprowokować Listona w swoim stylu nabijając się z niego w barze, w którym często przesiadywał. Nie wszystko poszło po jego myśli, gdyż w trakcie popisów Clay’a, Liston wyciągnął broń (jak się później okazało fałszywą) . Ali w popłochu uciekł, a cała intryga została starannie zaplanowana przez panującego mistrza w celu wystraszenia pretendenta.

Jak mocno Ali obawiał się nadchodzącej potyczki świadczyć może fakt, że w dniu walki zmierzono mu puls (220/100) oraz tętno (120 uderzeń na minutę). Ostatecznie jednak został on dopuszczony do walki.

Początek walki okazał się dla wszystkich niemałym szokiem. Po pierwszym gongu okazało się, że skazywany na porażkę Muhammad Ali znacznie przewyższa umiejętnościami swojego niedoszłego pogromcę. Ali był co najmniej o 2 klasy szybszy i 4 klasy sprytniejszy od przeciwnika. Do 3 rundy Clay totalnie zdominował walkę, skutecznie unikając ciosów i kontrując Listona, z którego wylewało się morze frustracji. W 4 odsłonie Clay wyraźnie osłabł. Przyczyną tego stanu rzeczy były sygnalizowane problemy z widzeniem. Ali w tym momencie poważnie rozważał poddanie walki. Jak się okazało przed 4tą rundą Liston poprosił swojego Cutman’a o posmarowanie rękawic żrącą substancją stosowaną do zatamowania krwawienia. Oficjalnie jednak nigdy tego oszustwa mu nie udowodniono. Całą 5 rundę Ali walczył praktycznie na ślepo i tak sukcesywnie unikając ciosów mistrza. W trakcie pojedynku stopniowo odzyskiwał widzenie i ostatecznie totalnie zdominował Sony’ego Listona. Clay ośmieszył Listona do tego stopnia, że ten do 7 rundy już nie wyszedł. Ali po walce jak mantrę powtarzał zdanie ” wstrząsnąłem światem” i trudno nie przyznać mu racji.

Anthony Joshua – Władimir Klitschko

Kolejne zestawienie na dziś dotyczy zdecydowanie bardziej czasów współczesnych. Wtedy jeszcze niepokonany Anthony, złote dziecko Eddiego Hearn’a dowiedział się o walce z jednym z legendarnych już braci Klitschko. Ta walka znalazła się tu również ze względu na swoją historię, a jej przebieg zmienił nieco oblicze wagi ciężkiej oraz sam wizerunek obu Panów. Joshua do momentu wywalczenia przez siebie swojego pierwszego mistrzowskiego pasa (IBF), nie miał przed sobą przeciwników, którzy faktycznie mogli mu zagrozić. Mimo to i tak nikt nie wątpił w jego umiejętności. Zawsze grzeczny, na konferencjach nie szukał problemów póki nie został sprowokowany, działający charytatywnie chłopak z Watford nie zawsze był tak poukładany. W wieku 16 lat grał w piłkę nożną, ale jego kariera zakończyła się na przerzuceniu kolegi z ogromnym impetem przez plecy, co skończyło się sprawą w sądzie. Wtedy po raz pierwszy zadarł z prawem, ale skończyło się na ostrzeżeniu. Towarzystwo w jakim obracał się nastoletni Joshua delikatnie mówiąc, nie było zbyt fortunne. Niedługo później wpadł w wir klasycznego młodzieńczego zatracenia, snując się od baru do baru, od hostelu do hostelu, pakując się raz po raz w większe lub mniejsze tarapaty. Jako 18- latek groziło mu 10 lat więzienia, jednak rzutem na taśmę skończyło się na wyroku w zawieszeniu. Po tym zdarzeniu nastąpił moment zwrotny w jego życiu. Zaczął trenować boks i sporo czytać. Dorabiał także jako murarz. Reszta jest już historią. Pokonując jednego z najbardziej „papierowych mistrzów Charles’a Martina, niemal z automatu został mianowany nowym królem wagi ciężkiej. W swoim rekordzie nie miał on jednak nazwiska, które utwierdziłoby wszystkich w przekonaniu, że faktycznie zasługuje na laury, które w taki krótkim czasie na niego spadły. Natomiast już w trzeciej obronie podjął on walkę z Władimirem Klitschko. W stawce znalazły się pasy IBF, WBA i IBO a pojedynek raz na zawsze miał oddzielić ziarna od plew. Dla Ukraińca z kolei była to walka o być, albo nie być. Miał już status pięściarza legendarnego, ale często był krytykowany za swój styl. Przylgnął do niego pseudonim „Klinczko” z uwagi na sposób prowadzenia walk (zwłaszcza tej z Powietkinem). Pomimo długowiecznego panowania obydwojga braci zarzucało się im, a zwłaszcza wciąż aktywnemu Władimirowi mierny styl, „holowanie” w każdej walce oraz selekcjonowanie rywali. Dodatkowo „Dr. Steelhammer” wracał po sensacyjnej porażce z przed niemal 2óch lat z Tysonem Furym. W walce z Joshuą, Klitschko zaskoczył absolutnie wszystkich. O klinczach nie było mowy, wchodził w potężne wymiany z brytyjczykiem i nie ustępował mu w żadnej płaszczyźnie. Ponadto cios którym posłał Joshuę na deski powaliłby „na dobre” prawdopodobnie każdego innego zawodnika na świecie, ale tego wieczoru nie wystarczył. Podobnie zresztą jak po ciosie podbródkowym, który z kolei otrzymał. Klitschko walczył do ostatniego tchu. Ostatecznie jednak musiał uznać wyższość młodszego rywala po nokaucie w 11 rundzie. Obydwaj pięściarza tego wieczoru byli w formie, którą zaszokowali świat, a walka jest kolejnym przykładem starcia bez przegranych. Władimir wreszcie udowodnił, że wszystkie superlatywy jakimi określano go przez wiele lat nie wzięły się znikąd. Co ciekawe jak do tej pory była to ostatnia walka Ukraińca, w której udowodnił to czego nie udało mu się zrobić przez całą karierę. Bardzo podobnie zresztą jak jego brat przed laty z Lewisem. Natomiast Joshua okazał się jego godnym następcą i przejął po nim schedę. Nie wiemy jak Wy, ale my będziemy wracać do tych starć na pewno jeszcze wiele, wiele razy 🙂

Konrad Zieliński/wringu.net

Dodaj komentarz