wRINGu.net wybiera: Najlepsze walki na domowe zamknięcie cz.5

Pogoda coraz lepsza. Do lasu można iść. Ale mimo wszystko liczymy, że znajdziecie chwilę, żeby zapoznać się z naszym kolejnym zestawieniem walk, które trzeba obejrzeć przynajmniej raz w życiu.

  1. James Toney vs Vasilly Jirov

Dziś zaczynamy niejako rocznicowo. 17 lat temu niemal co do dnia spotkali się ze sobą „Tygrys” Vassily Jirov. Wówczas liczący 29 lat Kazach uważany był uważany za najlepszego zawodnika kategorii junior ciężkiej. James Toney był uznawany za wielki talent, ale nikt nie brał go na poważnie w starciu z siejącym postrach Kazachem. Nawet to, że wcześniej Toney sięgał po mistrzostwo w dwóch kategoriach, nie robiły wrażenia. Ring jednak wszystko zweryfikował. Choć słuszność werdyktu jest dyskutowana. A wy jak uważacie?

2. Guilermo Jones vs Firat Arslan

Pamiętam, że kiedy ten pojedynek ogłoszono, pierwszą myślą jaką miałem było: Co im strzeliło do głów? Arslan co prawda był posiadaczem pasa WBA, ale takim prowadzonym dość bezpiecznie. Co prawda miał na swoim koncie nokaut na Grigory Drozdzie, ale obok niego mało przekonujące triumfy nad Valery Brudovem i podstarzałym Virgilem Hillem. Jones co prawda nigdy nie był tuzem popularności, ale był ogromnym zakapiorem, który już niejednokrotnie demolował faworyzowanych rywali (vide Kelvin Davis i Wayne Braithwaite) i który w karierze przewędrował z kategorii półśredniej do ciężkiej i zawsze umiał nokautować rywali. Tym razem również nie zawiódł, a przy okazji zrobił Arslanopwi bardzo bolesną i krwawą przeprawę:

3. David Haye vs Monte Barret

Ostatnie w zestawieniu. David Haye w najlepszym wydaniu. Po totalnym zdominowaniu kategorii junior ciężkiej David Haye postanawia przenieść się do królewskiej kategorii. W przeszłości już trzy razy występował w tym limicie, przy czym dwa pierwsze starcia przeszły bez echa. Trzecia walka – z Tomaszem Boninen, wiemy jak się zakończyło. Tym razem Haye wziął na warsztat doświadczonego i niewygodnego Monte Barreta. Jak się skończył ten pojedynek? Zobaczcie sami.

Dodaj komentarz